36-letni Sylwester M. został zatrzymany w środę po godz. 13 przez agentów Centralnego Biura Antykorupcyjnego.
- Sylwestrowi M. przedstawiliśmy zarzuty wyrządzenia znacznej szkody majątkowej w banku wspólnie i w porozumieniu z byłym dyrektorem BGK. Mowa o prawie 7 mln zł - mówi "Gazecie" Damian Mirecki z rzeszowskiej prokuratury apelacyjnej, która od miesięcy prowadzi śledztwo dotyczące nieprawidłowości w tamtejszym oddziale BGK.
Przesłuchanie Sylwestra M. trwało kilka godzin. - Zastosowaliśmy wobec niego poręczenie majątkowe w wysokości 100 tys. zł. Ma także zakaz opuszczania kraju - dodaje prokurator Mirecki.
Prezesowi PKS Investment grozi do ośmiu lat więzienia. Śledczy nie wykluczają kolejnych zatrzymań.
Z dotychczasowych ustaleń wynika, że Sylwester M. w 2006 r. dostał w BGK w Rzeszowie ponad 55 mln zł kredytu na budowę lokali mieszkalnych i handlowych w Zakopanem. Deweloper miał spłacić kredyt do końca 2009 r. Stracił jednak płynność finansową i wpadł w długi.
Sylwester M. w tym roku zawarł ugodę z bankiem. Zapewnił, że część zadłużenia spłaci, gdy sprzeda 12 lokali w Zakopanem obciążonych bankową hipoteką. Marek Z., ówczesny dyrektor BGK w Rzeszowie, i jego zastępczyni Bożena L. podpisali dokumenty, że pieniądze na konto banku wpłynęły. Dzięki temu deweloper zdjął hipoteki z
nieruchomości.
Prokuratura twierdzi, że BGK nie dostał ani grosza, bo bankowcy sfałszowali dokumenty. Lokale zostały potem sprzedane za blisko 7 mln zł.
Marek Z. i Bożena L. zostali zatrzymani przez CBA dwa miesiące temu. Oboje nie pracują już w banku, a Z. do tej pory siedzi w areszcie.
Sprawa PKS Investment to niejedyny kłopot Marka Z. i rzeszowskiego BGK. Tamtejsza
policja wpadła na trop tajemniczej sprzedaży dziewięciohektarowej działki w Przemyślu, której właścicielem był Janusz K., znany policji gangster, którego nazwisko przewija się w śledztwach dotyczących przekrętów paliwowych i podatkowych. Działkę od niego kupiła firma deweloperska Inmax z Rzeszowa, która chciała na niej wybudować galerię handlową. Szefem Inmaxu był Janusz S., dobry znajomy Janusza K.
Rzeczoznawca działkę wycenił na blisko 17 mln zł. BGK w Rzeszowie bez weryfikacji przyznał Inmaxowi ponad 13 mln zł kredytu. Zdaniem kontrolerów skarbowych grunt był wart niecałe 5 mln zł. Policjanci zaczęli badać, co się stało z pieniędzmi z kredytu, i ustalili, że Janusz K. przekazał 12 mln zł w gotówce jako darowiznę bratu Jerzemu K., który jest... księdzem.
Przed zawarciem umowy kredytowej Marek Z., ówczesny dyrektor BGK, przez pół roku mieszkał z szefem Inmaxu.
W styczniu prokuratura zdecyduje, czy w tym wątku postawi zarzuty.