Gdy przy okazji kryzysu greckiego część komentatorów zachłystywała się "manifestacją siły i solidarności", pisaliśmy, że jest dokładnie na odwrót. Kryzys pokazał słabość, opieszałość, brak strategicznej wizji. Irlandię na krawędź przepaści przywiodły nie rozbuchane programy socjalne, ale spekulacja i nieodpowiedzialność wierzycieli. Tymczasem przy okazji ratowania Dublina Unia Europejska powtórzyła, że sektor prywatny jest chroniony, czyli że za nieodpowiedzialne pożyczanie nieodpowiedzialnym krajom odpowie europejski podatnik.
We wczorajszym "Financial Times" dramatycznych słów dla opisania tego, co się dzieje, używają Frank-Walter Steinmeier i Peer Steinbrück: w okresie 2005-09 ten pierwszy był niemieckim ministrem spraw zagranicznych, a ten drugi ministrem finansów. Ich zdaniem brak odwagi i kompleksowego podejścia zagraża przetrwaniu euro, a stanowisko Niemiec tylko te zagrożenia potęguje. "Po raz pierwszy w ciągu minionych dekad, izolacja Niemiec stała się poważną sprawą. Musimy dać znać, że Niemcy potrzebują bardziej europejskich Niemiec raczej niż bardziej niemieckiej Europy" - piszą dwaj byli członkowie gabinetu pani Merkel. Mówią o potrzebie restrukturyzacji długu w przypadku Grecji, Irlandii i Portugalii, bo same bolesne cięcia wydatków i reformy strukturalne nie wystarczą. (Restrukturyzacja w takim przypadku oznacza zazwyczaj zarówno redukcję poziomu długu - czyli zgodę wierzycieli na umorzenie części zadłużenia, jak i nowy harmonogram spłat). Postulują, aby w bólu uczestniczyli prywatni inwestorzy, a nie jedynie podatnicy. Popierają także, zgłoszoną wcześniej przez premiera Luksemburga, emisję eurobondu. Zastrzegają się przy tym, że aby ten instrument spełnił swe funkcje, potrzebna jest ostrzejsza kontrola instytucji europejskich nad polityką fiskalną. Czyli chodzi o "małą unię fiskalną", bez używania tego terminu. Wracamy zatem do punktu wyjścia: po raz kolejny okazuje się, że tzw. pakt stabilności i wzrostu to ułomny instrument dyscyplinowania polityki fiskalnej krajów członkowskich.
Na tej samej kolumnie "Financial Times" George Soros w słowach jeszcze bardziej dramatycznych wytyka Unii błędy i sugeruje korekty. Jego zdaniem chroniąc zawzięcie przed stratami prywatnych wierzycieli, władze Unii osłabiają sektor bankowy. Zaleca stworzenie specjalnych funduszów na dokapitalizowanie systemu bankowego, a także pożyczki dla krajów przeżywających szczególne kłopoty. Przy czym uważa, że wsparcie dla banków byłoby bardziej skuteczne niż wsparcie dla krajów. Tytuł jego krótkiego tekstu brzmi: "Lepiej ratować banki niż kraje". Jego zdaniem wiosną nowy rząd irlandzki unieważni z powodów politycznych - zbyt wysoki ciężar społeczny - przyjęte zobowiązania, i rynki finansowe biorą to dziś pod uwagę. Dlatego połowiczne rozwiązania nie likwidują napięć. Ponadto, pisze Soros, "niechęć między kredytodawcami i pożyczkobiorcami będzie rosnąć i istnieje poważne niebezpieczeństwo, że euro zniszczy polityczną i społeczną spójność Unii Europejskiej".