Poczta Polska po 11 miesiącach tego roku ma 112 mln zł zysku brutto. Jak twierdzi sam operator, obecny wynik to efekt restrukturyzacji rozpoczętej jeszcze w ubiegłym roku. Spółka zwolniła część pracowników i porozumiała się z załogą w sprawie nowych (mniej korzystnych) zasad wynagradzania.
"Dzięki temu Poczta będzie mogła w kolejnych latach uwolnić część obowiązkowych rezerw sięgających pół miliarda złotych" - pisze spółka w komunikacie prasowym.
Czy to znaczy, że spółka w tym roku przyniesie duże zyski? Nie. W grudniu operator straci całą nadwyżkę i zamknie rok na zerze. Powód? Standardowo pod koniec roku Poczta ma duże wydatki, m.in. w grudniu Polacy przesyłają dużo paczek - operator zaś cały czas do nich dokłada. Obecny wynik to jednak duży postęp w porównaniu z ostatnimi dwoma latami, kiedy Poczta notowała po 200 mln zł straty rocznie.
Narodowy operator chwali się też, że coraz szybciej doręcza przesyłki paczkowe. "Według danych z systemu śledzenia przesyłek, który działa w Poczcie Polskiej od kilku miesięcy, w listopadzie tego roku terminowość doręczeń paczek ekonomicznych wynosiła ponad 98 proc. Oznacza to, że 98 paczek na 100 dotarło do adresatów w terminie maksymalnie trzech dni po dniu nadania (próg wymagany przez prawo to 90 proc.). W przypadku paczek priorytetowych, których 80 proc. powinno docierać do klientów w jeden dzień po dniu nadania, wskaźnik wyniósł 86 proc." - pisze operator.
Gorzej jest jednak z listami. Tu ciągle PP nie udaje się spełnić wymagań nałożonych przez prawo.