Polska granica wschodnia, najdłuższa lądowa granica Unii, jest dobrze strzeżona przed niebezpieczną żywnością i chorobami zwierzęcymi - to wynik wspólnej kontroli przeprowadzonej przez NIK i jej odpowiedniki na Liwie i Słowacji
Wchodząc do Unii, Polska - podobnie jak Słowacja i Litwa - zobowiązała się do wprowadzenia na swoich granicach zabezpieczeń przed importem niebezpiecznej żywności i zwierząt zarażonych groźnymi chorobami. Szczególna odpowiedzialność spadła na Polskę - nasze 1163 kilometry granicy z państwami nienależącymi do Unii to najdłuższy odcinek granicy lądowej w całej UE. I jednocześnie główny punkt wjazdu towarów importowanych przez kraje Unii z państw byłego związku radzieckiego.
Po wejściu do strefy Schengen (2007 r.) Polska granica stała się de facto pierwszą i ostatnią barierą mogącą zatrzymać potencjalnie niebezpieczne towary żywnościowe i zwierzęta. Jest co kontrolować - w samym tylko 2009 r. funkcjonariusze celni przekazali do badania 16,6 tys. przesyłek. Rok wcześniej - prawie 14 tys.
Najwyższa Izba Kontroli, we współpracy ze swoimi odpowiednikami na Litwie i Słowacji, postanowiła sprawdzić, czy bariera działa i czy unijne procedury są w praktyce stosowane. I okazało się, że są. Do takiego wniosku doszli kontrolerzy polscy, słowaccy i litewscy.
- System ochrony polskich granic przed chorobami zakaźnymi zwierząt został dostosowany do standardów Unii Europejskiej i jest szczelny - przekonuje Jacek Jezierski, prezes NIK. - Jeden z kluczowych elementów gwarantujący konsumentom, że mięso, mleko i jajka nabywane w sklepach są bezpieczne dla zdrowia, funkcjonuje poprawnie.
Z przedstawionego przez NIK raportu wynika, że w latach 2007-09 służby celne nie dopuściły do wjazdu na teren Polski 212 przesyłek (transporty zwierząt, mleka i jajek), które nie spełniały wymogów bezpieczeństwa.
Sprawdziły się także kontrole prowadzone już wewnątrz kraju. Wykazały, że w Polsce udało się zwalczyć najgroźniejsze dla ludzi choroby zwierzęce, takie jak np. gruźlica bydła czy bruceloza.
Kontrolerzy natknęli się jednak także na błędy. Np. inspektorzy NIK stwierdzili, że w 11 przypadkach celnicy nie skierowali przesyłek do kontroli weterynaryjnej, choć powinni byli to zrobić. Zdarzało się też, że wysyłali towar do badań, ale z opóźnieniem. W jednym przypadku - aż 42-dniowym. - Taka zwłoka może być groźna. W jednym z konkretnych przypadków opóźnienie dotyczyło zwierzęcia zarażonego nosacizną, którego mięso miało być przeznaczone na stoły - przyznaje prezes NIK. Szczególne zastrzeżenia Izba miała do pracy przejść granicznych w Bezledach i w Koroszczynie.
Podobne jak w Polsce kontrole przeprowadzono na Słowacji i na Litwie. Tam również nie stwierdzono poważniejszych uchybień.