W czwartek wchodzi w życie w pełni tzw. Rekomendacja T uchwalona na początku roku przez Komisję Nadzoru Finansowego. Ma być przede wszystkim batem na bankowców, ale może utrudnić niektórym klientom dostęp do kredytów. Część jej zapisów już obowiązuje, ale ten najważniejszy - ograniczający zdolność do zaciągania kredytów osobom już zadłużonym - zadziała dopiero teraz.
Według tej nowej zasady bank nie powinien udzielić klientowi kredytu, gdy łączna wysokość rat spłacanych w ramach nowego i wcześniejszych kredytów przekroczy połowę jego dochodów. Więcej luzu będą miały osoby o dochodach powyżej średniej krajowej - ok. 3,5 tys. zł brutto oraz 2,5 tys. zł na rękę. Tu limit rat wyniesie 60 proc.
Rekomendacja jest tylko nieobowiązkowym zaleceniem dla banków, ale te - jak jeden mąż - się do niej dostosowują. Czy klienci zostaną masowo odcięci od kredytów? Eksperci uspokajają, że nie. - Jeśli chodzi o kredyty gotówkowe, prawie wszystkie banki dostosowały się do rekomendacji kilka miesięcy temu, więc nie będzie rewolucji - uspokaja Marcin Krasoń z Open Finance.
Podobnie uważa Mariusz Grendowicz, do niedawna prezes BRE Banku. - Zacieśnienie polityki kredytowej wymusił na bankach kryzys finansowy, a rekomendacja jedynie usankcjonowała ten stan - mówi.
Najwięcej zmieni się w kwestii czasu rozpatrywania wniosku kredytowego. - Rekomendacja mówi o dokładniejszym analizowaniu finansów klientów przez banki. To oznacza, że może wzrosnąć czas analizowania wniosku - dodaje Krasoń. Prawdziwą rzadkością staną się kredyty ratalne, udzielane w sklepach od ręki.
Po kieszeni mogą dostać osoby, które - nie będąc rodziną - spłacają razem duży kredyt hipoteczny, a chciałyby wziąć na własne konto np. kredyt gotówkowy. - Wziąłem kredyt hipoteczny z moją partnerką, która nie jest moją żoną. Ostatnio - chcąc wziąć coś na raty - zostałem zaskoczony informacją, iż kredyt widnieje jako całość, zarówno przy moim nazwisku, jak i partnerki - skarży się czytelnik "Gazety" pan Jakub. - Przez to nie mogę np. wziąć telewizora na raty.
Łatwiej będą miały rodziny. Jak dowiedzieliśmy się w KNF, maksymalny zalecany poziom zadłużenia kredytobiorcy odnosi się do dochodu netto wszystkich osób, które spłacają dany kredyt. - Jeśli o kredyt wnioskuje małżeństwo i istnieje wspólność majątkowa, to należy brać pod uwagą łączne dochody. Ale oczywiście bank może przyjąć ostrożniejsze założenia kredytowania - podkreśla Marta Chmielewska-Racławska z KNF.
Żaden bank nie chce prognozować, jak rekomendacja wpłynie na sprzedaż kredytów hipotecznych lub konsumpcyjnych. - Rekomendacja z pewnością wyrówna zasady
gry na rynku. Banki, w których proces oceny zdolności kredytowej do tej pory był dość luźny, będą musiały zaostrzyć zasady - mówi Piotr Utrata z ING Banku.
Kilka banków dopiero w ostatnim czasie zaostrzyło proces oceny zdolności kredytowej. Z danych pośrednika kredytowego Home Broker wynika, że np. w BNP Paribas Fortis w listopadzie trzyosobowa rodzina z dochodem 5 tys. zł netto dostałaby 442 tys. zł kredytu hipotecznego, w grudniu - już o 40 tys. zł mniej. W BZ WBK taka rodzina w grudniu dostałaby 295 tys. zł kredytu, czyli o ponad 80 tys. zł mniej niż w listopadzie!
Ale w kilku bankach dzisiaj dostałaby więcej niż miesiąc temu, np. w Alior Banku zdolność kredytowa takiej rodziny wzrosła z 486 do 531 tys. zł, a w PKO BP zdolność idzie w górę z 408 do 421 tys. zł.