Zwiększenie elastycznej linii kredytowej z MFW ma pomóc Polsce w sytuacji, gdyby kryzys w strefie euro jeszcze bardziej się nasilił. Dodatkowe pieniądze z MFW zwiększą bezpieczeństwo złotego, który może tracić, w sytuacji gdy inwestorzy będą uciekać w bezpieczniejsze aktywa - mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Invest Banku
Ministerstwo Finansów poprzez wniosek o wydłużenie umowy z MFW w sprawie dostępu do elastycznej linii kredytowej chce zapewnić polskiemu rynkowi stabilizację.
Moim zdaniem należy to interpretować jako zwiększenie się obaw o nasilenie kryzysu finansowego w strefie euro w przyszłym roku. Szczególnie krytyczne będzie pierwsze półrocze, gdy na rynek wrócą obligacje takich państw jak Portugalia, czy Grecja.
Analitycy zadają sobie pytanie: czy w związku z kryzysem należy się spodziewać wzrostu rentowności obligacji? A jeśli tak, to czy Hiszpania i Portugalia poproszą o pomoc? Czy należy się spodziewać interwencji ze strony Europejskiego Banku Centralnego?
W tak niepewnej sytuacji elastyczna linia kredytowa będzie czynnikiem stabilizującym. Inwestorzy będą się musieli liczyć z tym, że bank centralny ma dodatkowe pieniądze, żeby stabilizować kurs złotego.
Może się okazać to potrzebne, kiedy inwestorzy zaniepokojeni rynkową sytuacją zaczną sprzedawać złotego, żeby uciekać w bezpieczniejsze ich zdaniem aktywa - złoto czy dolary.
Osobnym pytanie brzmi: czy taka linia jest nam w ogóle potrzebna? Moim zdaniem polska gospodarka ma na tyle silne fundamenty, że poradziłaby sobie i bez kredytu z MFW. Scenariusz załamania zaufania do polskiej gospodarki jest mało prawdopodobny, tym bardziej że rząd pokazuje, iż jest gotów działać w sposób wyprzedzający - żeby uniknąć wzrostu zadłużenia, podniósł podatek VAT.
Podsumowując, wydłużenie umowy w sprawie dostępu do linii kredytowej nie będzie miało istotnego wpływu na rynek finansowy. Będzie to lekarstwo, które leży na półce i czeka na użycie.