Biznes Ludzie Pieniądze

Nie mam czasu", "nie interesuję się tym". Polacy nie chcą sobie pomagać

Artur Włodarski
27.12.2010 , aktualizacja: 29.12.2010 17:32
A A A Drukuj
Polak darczyńca? Brzmi dziwnie. Jedynie 16 proc. Polaków angażuje się w wolontariat, podczas gdy robi to 48 proc. Szwedów i 33 proc. Holendrów. Niestety, nie bez przyczyny. Czego trzeba, byśmy zaczęli sobie pomagać?

"Jak szybko napełnić puszkę datkami? a) powinna mieć czerwony motyw, b) jasny cel zbiórki, c) a woluntariusze powinni rewanżować się jakimś drobiazgiem..." Organizatorzy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy nieświadomie stosują wszystkie zalecenia psychologów. Na zdjęciu sobowtór Chucka Norrisa podczas lipcowej zbiórki na rzecz powodzian.
SONDAŻ
Czy kiedykolwiek zaangażowałeś/łaś się w wolontariat?

Tak, często
Tak, czasami
Kiedyś mi się zdarzyło
Nie, nigdy

Kiedy czują, że są śmiertelnie chore, opuszczają społeczność, by jej nie zarazić. Inne, by lepiej zamaskować wejście do kolonii, zostają na zewnątrz, gdzie giną z zimna. Jeszcze inne służą jako żywe spiżarnie dla reszty. Cóż, gdybyśmy przypominali mrówki, organizacje charytatywne nie miałyby sensu. Wszyscy bylibyśmy wolontariuszami. A ludzie? Tylko ci wielkiego serca mogą dorównać małym mrówkom. Taki np. Zell Kravinsky - najpierw oddał potrzebującym 45 milionów dolarów (to największy donator słynnego CDC - Centrum Zapobiegania i Zwalczania Chorób), a potem... "Czy on zwariował" - pytał "The New Yorker", opisując historię z lipca 2003 r. Wczesnym rankiem Kravinsky wymknął się z domu i udał do kliniki w Filadelfii, gdzie podarował nerkę biednej, czarnej i niespokrewnionej z nim kobiecie. Tak daleko idącej szczodrości nie mogła pojąć nawet jego żona (o wszystkim dowiedziała się z prasy). - Nie miałem innego wyjścia - tłumaczył. - Ryzyko, że oddając nerkę, stracę życie to tylko 1:4 tys. A ryzyko, że bez nerki ta kobieta umrze, aż 1:1. Czy moje życie jest cenniejsze 4 tys. razy? Nie.

Choć godny podziwu, to jednak gest Kravinsky'ego przysporzył mu wrogów. Tak bezkompromisowy altruizm to dla nas za wiele. I mając do wyboru dwa wytłumaczenia: "Albo on jest szalony, albo my samolubni", wybieramy to pierwsze.

Jak wyzwolić w ludziach hojność, wiedzą psycholodzy. Choć ich rady bywają zaskakujące, np.:

Ci, którzy wydają więcej pieniędzy na innych, są o wiele szczęśliwsi od tych, którzy przeznaczają je głównie na własne potrzeby.*

Pomijając to, że w Polsce nie można oddać nerki osobie niespokrewnionej, Kravinsky byłby tu jeszcze większym kuriozum. Polacy zupełnie nie przypominają mrówek, niespieszno nam pomagać jeden drugiemu. W warstwie deklaracji wszystko jest OK: przedkładamy solidarność nad prywatę. A w praktyce? Stowarzyszenie Klon/Jawor ustaliło, że jedynie 16 proc. Polaków angażuje się w wolontariat, a więc nieodpłatnie poświęca czas i pracę na rzecz innych (wg CBOS zaledwie 6 proc.). I choć to o 3 proc. więcej niż w 2009 r. (ale też o 7 proc. mniej niż w rekordowym 2005 r.), to jednak wciąż daleko nam np. do Szwecji (z jej 48 proc.) czy Holandii (33 proc. wolontariuszy, wyręczają 560 tys. pracowników pełnoetatowych).

Największy odpływ wolontariuszy zanotowały organizacje i ruchy religijne - w 2005 r. udzielał się w nich co 25. badany, teraz mniej niż co setny.

Kim jest polski wolontariusz? Zwykle osobą wykształconą (1/3 ma tytuł magistra) i młodą (1/5 to uczniowie lub studenci). - Większość przeznacza na działania społeczne niespełna godzinę tygodniowo - przyznaje Jadwiga Przewłocka z Klon/Jawor.

Właśnie, co oferujemy potrzebującym? Głównie pieniądze (49 proc. respondentów), potem rzeczy (37 proc.), a ostatecznie pracę (12 proc., CBOS, 2010). Choć niechętnie. Liczba osób dzielących się z innymi maleje co roku o kilka procent.

Chcesz zdobyć sympatię jakiejś osoby? Poproś ją o pomoc (efekt Franklina)

Tych, którzy pomagają trojako (datkami, rzeczami i czasem), jest już tylko 7 proc. Tych, którzy nie pomagają nijak, aż 42 proc. Pierwszych ubywa, drugich przybywa.

Kto nie pomaga? Głównie bezrobotni, rolnicy i renciści. Ludzie starsi i słabiej wykształceni.

Najczęstsze wymówki? "Nie mam czasu", "nie interesuję się tym", "nikt mnie o pomoc nie prosił" oraz "wpierw muszę zadbać o siebie i rodzinę".

- Wciąż uważamy się za biedaków - wyjaśnia Maria Zaguła-Holzer z Forum Darczyńców. - Wolimy gromadzić, niż rozdawać. Poza tym PRL rozwinął w nas egocentryzm: najważniejszy jestem ja, moja rodzina i moja kariera. Wielu uważa, że pomoc biednym to zmartwienie państwa. Swoje trzy grosze dorzuca szkoła, która nie uczy współdziałania. Trudno nam się skrzyknąć, by coś zrobić razem. No i na koniec - kryzys, świetne usprawiedliwienie bierności. Nie od rzeczy będzie wspomnieć w tym miejscu, że:

Materializm, czyli żądza gromadzenia dóbr, często wynika z kompleksów i niskiej samooceny

Nasza gotowość do współdziałania maleje od ośmiu lat. Wtedy tylko co czwarty Polak deklarował, że "poza rodziną nie zna nikogo, z kim mógłby współpracować". Teraz mówi tak co trzeci.

- Skupiamy się na własnych potrzebach - potwierdza Jadwiga Przewłocka. - Nie ufamy organizacjom pozarządowym. Aż 48 proc. Polaków podejrzewa je o nadużycia i prywatę.

Ich obiekcje potęguje mnogość takich organizacji: mamy już ponad 75 tys. stowarzyszeń i 9 tys. fundacji, a co roku przybywa nowych (średnio 4 tys. stowarzyszeń i 500 fundacji). Pokutuje myślenie, że "skoro nie znam, to nie dam, bo nie wiem, co z tym zrobią. A może przejedzą?".

- 10 proc. to granica przyzwoitości. Przyjęło się, że tyle zebranych pieniędzy organizacja może przeznaczyć na własne potrzeby - mówi Nina Hałabuz z fundacji Polska - Haiti. Rok temu porzuciła pracę w "Gazecie", by pomóc Haitańczykom dotkniętym najpierw trzęsieniem ziemi, a teraz jeszcze cholerą. Zebrała pieniądze i wysłała trzech lekarzy do epicentrum epidemii. - Żeby pomoc była skuteczna, nie wystarczy np. wysłać SMS-a w szczytnym celu. Trzeba kontrolować organizacje, sprawdzać, na co te środki idą.

Jak? - Raport roczny - podpowiada Paweł Łukasiak z Akademii Rozwoju Filantropii. - Powinien być na stronie internetowej organizacji. Te, które ukrywają, ile kasy dostały i co z nią zrobiły, nie są dla mnie godne zaufania.

W Polsce króluje "filantropia drobnych sum", jak nazywa ją Mirella Panek-Owsiańska, prezes Forum Odpowiedzialnego Biznesu. Wśród banknotów wypełniających wszelkie puszki i skarbonki królują te z wizerunkiem Mieszka I.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    43 głosy