O tym, że BGK interweniuje na rynku, spekuluje się już od kilku dni. Pierwsze informacje pojawiły się w środę, kiedy euro gwałtownie osłabiało się wobec franka w związku z ryzykiem rozszerzenia się kryzysu w unii walutowej. Wtedy
złoty tracił nie tylko do euro, ale też do szwajcarskiej waluty - frank przebił kurs 3,2 zł.
- BGK mogło sprzedać dziś 150 mln euro - relacjonują serwisowi Bloomberg dwaj dilerzy walutowi z warszawskich instytucji finansowych.
- Płynność jest nie za duża, rano widzieliśmy BGK oferujący euro. Sądzę, że kurs złotego pozostanie w dotychczasowym przedziale 3,96-3,98 za euro - powiedział diler walutowy w jednym z warszawskich banków. - Gdyby nie aktywność BGK, to kurs złotego byłby w okolicy 4 zł za euro, a może nawet powyżej - dodał broker.
Analitycy BNP Paribas i ING Banku Śląskiego przyznają, że Ministerstwo Finansów może interweniować na rynku przed końcem roku, tak aby wzmocnić złotówkę, co będzie sprzyjać przeliczaniu długu publicznego i zmniejszy ryzyko przekroczenia progu ostrożnościowego. Ministerstwo Finansów posiadało na koniec listopada ok. 5,5 mld euro, które może wykorzystać do interwencji na rynku.
Przy średnim kursie euro wynoszącym 3,9 zł dług publiczny Polski na koniec roku wyniesie 53,2 proc. PKB. Gdyby euro zbyt mocno się umocniło, wzrosłoby ryzyko przekroczenia konstytucyjnego progu 55 proc., co zmusiłoby rząd do przeprowadzenia ostrych cięć wydatków.
Zarówno przedstawiciele BGK, jak i ministerstwa nie chcieli komentować informacji agencji.