W Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad trwa wyścig z czasem, by do końca roku zapłacić jak najwięcej faktur za prace wykonane przez drogowców. - To był rekordowy rok, kiedy pierwszy raz w historii wykonaliśmy prace za ponad 20 mld zł - cieszył się dwa tygodnie temu na konferencji prasowej szef GDDKiA Lech Witecki. Niestety, to mniej, niż zapowiadano na początku roku.
Według uchwalonego przez Sejm budżetu w 2010 r. GDDKiA miała wydać na inwestycje drogowe 27,6 mld zł z Krajowego Funduszu Drogowego. W sierpniu tegoroczny plan wydatków Krajowego Funduszu Drogowego ministerstwa Finansów i Infrastruktury obcięły do 20,5 mld zł, a dwa tygodnie przed końcem roku - do 17,1 mld zł. Ministerstwo Finansów tłumaczy te redukcje opóźnieniami prac z powodu powodzi.
Do początku zeszłego tygodnia GDDKiA zapłaciła tegoroczne faktury za niemal 12,5 mld zł i do końca roku miała jeszcze uregulować zobowiązania za 4,32 mld zł - w sumie za 16,8 mld zł. Do tego dochodziły płatności warte ok. 3 mld zł za utrzymanie i odśnieżanie dróg oraz działalność administracji drogowych. GDDKiA sugerowała też, że część tegorocznych rachunków może nie zostać zapłacona do sylwestra. - W dodatkowych "przerobach" mamy prace warte 1,5 mld zł. Faktury za te prace zostaną zapłacone jeszcze w tym roku lub w styczniu albo są to prace, które poddajemy badaniom laboratoryjnym - poinformowało "Gazetę" biuro prasowe drogowej dyrekcji.
Z pakietem niezapłaconych rachunków za ponad 1,1 mld zł GDDKiA zakończyła już 2008 r. - bo Ministerstwo Finansów z powodu kryzysu wstrzymało wypłaty z budżetu na inwestycje drogowe.
Aby uniknąć takich wpadek, w zeszłym roku rząd całkowicie zmienił system finansowania inwestycji drogowych, na które do tego czasu łożył głównie budżet. Od połowy 2009 r. pieniądze na budowę autostrad, dróg ekspresowych i obwodnic wykłada wyłącznie Krajowy Fundusz Drogowy działający w rządowym Banku Gospodarstwa Krajowego. Na konta KFD wpływają pieniądze z opłaty paliwowej doliczanej do ceny detalicznej każdego litra paliwa, a także pieniądze, które dostajemy na drogi z UE. Dodatkowo KFD zaciąga kredyty i emituje obligacje drogowe.
Te zmiany "zdaniem resortu infrastruktury pozwolą na uniknięcie zagrożeń w realizacji inwestycji drogowych (...). Priorytetowe inwestycje drogowe będą mogły być realizowane bez większych zakłóceń" - mówił latem zeszłego roku w Sejmie wiceminister infrastruktury Maciej Jankowski. I zapewniał, że "nowy mechanizm finansowania nie nosi charakteru cięcia wydatków na budowę dróg".
Ale już w zeszłym roku po tej zmianie doszło do kolejnych ograniczeń wydatków na budowę nowych dróg, a w tym roku scenariusz się powtarza. Przyjęty przez rząd PiS w 2007 r. i zachowany przez rząd PO-PSL program przewidywał, że od 2008 do 2010 r. rząd wyda 75 mld zł na budowę dróg. Faktycznie wydatki te wyniosą ok. 49 mld zł. To dlatego rząd zapowiada teraz, że do końca 2013 r. może powstać niespełna 1 tys. km nowych dróg ekspresowych - o połowę mniej, niż dotąd obiecywano.
Co gorsza, na początku grudnia samorządowcy nagle dowiedzieli się, że anulowanych może zostać kilka prowadzonych co najmniej od roku przetargów na budowę nowych ekspresówek i obwodnic. I chociaż przed rokiem Ministerstwo Infrastruktury zapewniało, że zmiany w finansowaniu inwestycji drogowych nie doprowadzą do cięć wydatków, to teraz resort zmienił zdanie.
W poniedziałek w TVP Info minister infrastruktury Cezary Grabarczyk przypomniał, że KFD zbiera pieniądze z kredytów i obligacji gwarantowanych przez skarb państwa. - A to zwiększa polski dług publiczny. Nie możemy wygenerować nadmiernego długu, bo wtedy wszystkie inwestycje stanęłyby pod znakiem zapytania - stwierdził. Ministerstwo Finansów informuje zaś, że dług KFD nie jest wliczany do państwowego długu publicznego według polskich przepisów, ale za to jest składnikiem deficytu sektora finansów publicznych według zasad UE. - Obie statystyki długu są niezwykle istotne dla ministra finansów - replikuje Ministerstwo Infrastruktury.