Głodowa emerytura albo dłuższa praca kobiet Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński: I co pani chce tutaj robić pani minister? Kancelaria Prezydenta to dobre miejsce do rozwiązywania spraw, gdzie potrzebna jest perspektywa ogólna, ponadresortowa. Takich jak na przykład sprawy osób niepełnosprawnych, bo tu trzeba popatrzeć jednocześnie i na problemy edukacji i zatrudnienia, i bariery architektoniczne, i orzecznictwo.
Jedną z ważnych spraw, jaką chcę się zająć, są sprawy kobiet. Kobiety napotykają duże przeszkody w realizacji swych planów rodzicielskich, zawodowych czy też aktywności politycznej. Mają mniej dzieci, niż by chciały, są gorzej traktowane na rynku pracy - mniej zarabiają i nie awansują tak jak ich koledzy, są słabo reprezentowane w polityce.
Trafiają do określonych segmentów na rynku pracy. W większości to one zostają nauczycielami, pracownikami socjalnymi.
To źle? - Wybierają takie miejsca pracy, gdzie mogą łączyć pracę z opieką nad dziećmi. Proszę spojrzeć na pomoc społeczną. Jeżeli pojawiają się tam mężczyźni, to na ogół są kierownikami. W oświacie? To samo. "Sfeminizowane" zawody zapewniają kobietom większe bezpieczeństwo, ale są gorzej płatne i przez to nie cieszą się dużym prestiżem.
W korporacjach ze względu na obciążenie macierzyństwem kobiety nie są konkurencyjne.
A nawet jeśli już tam pracują, to po pewnym czasie napotykają na szklany sufit. Mają problem z awansem w pracy.
Nie wszyscy muszą pracować w korporacjach
Oczywiście nie chodzi o to, aby wszystkie kobiety zaciągnąć do pracy czy polityki. Ale powinny mieć wybór. Jest wiele świetnie wykształconych młodych kobiet, które chcą pracować i zakładać rodziny, ale nie są w stanie temu podołać.
Czy forsowana przez rząd ustawa żłobkowa pomoże? - Pomoże. Dziś młode kobiety mają dylemat: urodzę dziecko, ale kto się nim zajmie, gdy wrócę do pracy? Będą żłobki, kluby dziecięce, opiekunowie - będą większe możliwości opieki nad dzieckiem. Miejmy nadzieję, że te nowe formy zastąpią dzisiejsze, nie zawsze - mówiąc delikatnie - zapewniające odpowiednie standardy opieki. Ważne jest, jak rządowa ustawa będzie w praktyce realizowana. Prezydent poprosił mnie o zorganizowanie debaty na temat wdrażania tej ustawy, by zadbać o to, by przyniosła korzyści dzieciom i rodzicom.
To znaczy? - Więcej żłobków i klubików dziecięcych to jedno. Ale my potrzebujemy dobrych żłobków. Takich, które przekonają rodziców, że warto tam posłać dzieci. Takich, które dają nie tylko dobrą opiekę, ale też dbają o rozwój dziecka.
A te rządowe żłobki dobre nie będą? - Ustawa wprowadza minimalne standardy, na przykład liczbę dzieci przypadających na jednego opiekuna. Specjaliści twierdzą, że są to standardy zbyt liberalne. Ale gminy mogą zwiększyć liczbę opiekunów. Trzeba o tym rozmawiać.
Inna sprawa: żłobek, klub dla najmłodszych powinny być szansą rozwoju dla dzieci z rodzin defaworyzowanych - gdzie bieda jest dziedziczona. Czy biedne gminy będzie stać na to, by dopłacać do opieki nad dziećmi z biednych rodzin? Czy dzieci niepełnosprawne będą również uczestniczyły w zajęciach?
Kolejna sprawa to szkolenie opiekunek lub opiekunów. W ustawie zapisano liczbę godzin ich obowiązkowego szkolenia. Ale czy to będzie szkolenie praktyczne? Czy to będą wymogi "papierkowe"? Kto będzie finansować szkolenia? To wszystko są problemy, o których trzeba dyskutować, szukać dobrych rozwiązań, monitorować wdrażanie ustawy i jeśli trzeba, poprawiać ją.