27 i 28 grudnia, kiedy większość inwestorów giełdowych i analityków dawała odpocząć żołądkom bądź szusowała na nartach,
Polska Grupa Energetyczna poinformowała o dwóch ważnych transakcjach. Najpierw 27 grudnia cztery spółki-córki PGE kupiły obligacje wyemitowane przez spółkę-matkę. Ich nominalna wartość to 1,8 mld zł.
Uzasadnienie transakcji w komunikacie giełdowym jest bardzo lakoniczne: "Nabycie obligacji wynika z przyjętej polityki zarządzania gotówką w grupie kapitałowej PGE".
Dzień później największy polski producent energii przeprowadził jeszcze poważniejszą transakcję. Kupił od skarbu państwa resztówki akcji w trzech swoich spółkach-córkach: PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna, PGE Dystrybucja i PGE Obrót. Cenę wyliczono według wartości księgowej, ale i tak sięgnęła 3,1 mld zł.
Uzasadnienie tej transakcji także jest lakoniczne. "Transakcja jest kontynuacją procesu konsolidacji i uproszczenia struktury Grupy Kapitałowej PGE" - głosi komunikat.
PGE czekają w ciągu najbliższych kilku lat potężne inwestycje. Musi wybudować nowe bloki węglowe i gazowe, które zastąpią stare, wybudowane jeszcze w PRL. Powinna budować odnawialne źródła energii. Firma deklaruje, że na inwestycje wyda do 2012 r. 38 mld zł.
Ma być także większościowym udziałowcem elektrowni jądrowej, która będzie kosztować przynajmniej 6 mld euro.
Mniejszościowi udziałowcy, którzy kupili akcje na giełdzie, liczą też na dywidendę. Dlaczego więc PGE wydaje 3 mld zł na resztówki akcji swoich córek, bez których mogła się obejść?
Analitycy są podzieleni. - Zadecydowały pewnie potrzeby skarbu państwa - mówi jeden z nich, który wolał zostać anonimowy. - Może transakcja ma jakiś sens podatkowy czy organizacyjny, ale wątpię, żeby było to warte 3 mld zł.
Zarządu PGE broni Paweł Puchalski z BZ WBK.
- Transakcja nie jest zaskoczeniem, była zapowiadana. Moim zdaniem ma sens, PGE zyskuje całkowitą kontrolę nad swoimi spółkami zależnymi, upraszcza strukturę i poprawia sobie przepływy gotówkowe, więc nie dopatrywałbym się tutaj żadnych ukrytych intencji - tłumaczy.
A jak zareagują mniejszościowi akcjonariusze? - Jak im się nie spodoba, zawsze mogą sprzedać akcje - śmieje się pierwszy analityk.