Biznes Ludzie Pieniądze

Emerytalne wciskanie kitu, czyli... niech premier da mi chociaż wędkę

Maciej Samcik
09.01.2011 , aktualizacja: 09.01.2011 19:28
A A A Drukuj
Rząd od tygodnia tłumaczy mi, dlaczego w ekspresowym tempie - już od kwietnia tego roku - chce mniej pieniędzy przekazywać na moje konto emerytalne w OFE. Składka kierowana do funduszy gromadzących część pieniędzy na moją przyszłą emeryturę ma spaść z 7,3 do 2,3 proc. podstawy mojego wynagrodzenia. Przedstawiciele rządu i sam premier przekonują mnie, że rejestrowanie zabranych OFE pieniędzy na indywidualnych kontach w ZUS nie przyniesie żadnej straty.
Maciej Samcik
Maciej Samcik
W tym przekonywaniu przedstawiciele rządu zapędzają się momentami zbyt daleko. Minister Michał Boni w zeszłotygodniowej debacie sejmowej tłumaczył, że przesunięcie pieniędzy z OFE do ZUS nie zmieni ani na jotę sposobu lokowania pieniędzy emerytów, bo ich większość i tak szła na zakupy rządowych obligacji. Boni usiłował mi udowodnić, że jeśli do OFE będzie trafiało mniej pieniędzy, to na inwestycje w akcje pójdzie taka sama kwota jak wcześniej. Oj, nie składa mi się ta matematyka.

Albo Tomasz Tomczykiewicz, poczciwy skądinąd szef klubu Platformy Obywatelskiej w Sejmie. - Nie jest prawdą, że OFE ma jakieś fizycznie pieniądze [ ]. OFE kupuje za to obligacje rządowe. To, czy OFE wypłaci swoje zobowiązania wobec emerytów, będzie zależało od tego, czy rząd wypłaci obligacje. Tak czy siak to od kondycji państwa będzie zależało wypłacanie emerytur - mówił w jednym z wywiadów.

Ramię w ramię z rządem występują niektórzy publicyści. Jacek Żakowski w "Gazecie" pisał kilka dni temu, że "zamiast emerytom rząd zabrał publiczne pieniądze tym, którzy na emerytach (przyszłych) od dziesięciu lat robili łatwe i pewne kokosy. Tym razem nie bary mleczne tracą i nie samotne matki (jak za Leszka Millera), lecz OFE i ich potężne spółki-matki. Muszą się pożegnać z wynoszącą jakieś 400-500 mln zł rocznie prowizją za przechowywanie części publicznego długu".

Otóż, panie ministrze, panie przewodniczący, panie redaktorze! Niestety, nie jest tak, jak twierdzicie, że nic się nie stało! Do tej pory przynajmniej część emerytur osób, które przed sobą mają jeszcze 20-30 lat pracy i więcej, zależała od OFE. Fundusze dostawały na to realne pieniądze. Część z nich - tu zgoda z red. Żakowskim - szła na wysokie prowizje, którymi państwo pozwalało przez lata paść się funduszom. Ale reszta była inwestowana. W dwóch trzecich były to inwestycje w rządowe obligacje, a w jednej trzeciej - w akcje spółek.

Teraz rząd chce zabrać OFE dwie trzecie przekazywanych pieniędzy i wydać je na wypłatę bieżących emerytur. Ale jednocześnie - żeby nie było oskarżeń, że to prosty skok na kasę - obiecał, że zapisze nam te kwoty na indywidualnych kontach emerytalnych w ZUS. Zapisze jako obietnicę, że ktoś kiedyś te pieniądze na te ZUS-owskie konta rzeczywiście wpłaci. Ale, powiedzmy sobie szczerze: to, czy kiedyś te wirtualne zapisy zostaną rzeczywiście zamienione na gotówkę, zależy wyłącznie od widzimisię polityków. Któryś przyszły rząd może przecież powiedzieć, że przygotował kolejną reformę i w związku z nią likwiduje nasze osobiste konta w ZUS razem z ich wirtualnymi zapisami. Wystarczy nacisnąć "Delete" na klawiaturze głównego komputera w ZUS.

Czy naprawdę obrońcy rządu nie rozumieją tej subtelnej różnicy? Zamiast realnych pieniędzy w OFE, z których część jest przechowywana w akcjach spółek notowanych na giełdzie, a część w obligacjach rządowych - a więc papierach wartościowych, których niewykupienie przez rząd oznaczałoby bankructwo kraju i załamanie jego wiarygodności międzynarodowej, dostajemy jakieś wirtualne zapisy rejestrowane w ZUS-ie.

Powiecie, że przecież i to, i tamto jest zobowiązaniem rządu. I albo rządowi wierzymy, że wykona swoje zobowiązania, albo nie. A ja pytam - tak zupełnie hipotetycznie: co byłoby bardziej skomplikowaną operacją dla przyszłego rządu, który nie chciałby wykonywać zobowiązań poprzedników? Likwidacja wirtualnych zapisów na kontach w ZUS-ie czy odmowa wykupu obligacji wyemitowanych przez rząd? Obligacji, które - przypominam - są w legalnym obrocie na rynkach międzynarodowych. I które rząd oferuje największym inwestorom finansowym na świecie, bo bez ich pieniędzy by zbankrutował.

Wirtualne zapisy na kontach z ZUS mają dla mnie dużo mniejszą wiarygodność niż realna kasa emerytalna ulokowana przez OFE w obligacjach rządowych i akcjach. Protestuję więc przeciwko robieniu nam wszystkim wody z mózgu i wmawianiu, że nic wielkiego się nie stało, a z pieniędzy zostały ograbione tylko zarządy OFE. Nazwijmy sprawy po imieniu: to, co robi rząd premiera Tuska, jest zamianą realnych pieniędzy na kontach przyszłych emerytów na wirtualne obietnice zdeponowane w ZUS, instytucji, która już niedawno musiała się ratować kredytami, by nie stracić płynności finansowej. Są to w dodatku obietnice, z których politycy mogą się w każdej chwili wycofać. Koniec, kropka.

Premier Donald Tusk zapewne w odruchu szczerości przyznał podczas środowej debaty sejmowej: - Ludzi, którzy żyją tu i teraz w Polsce, nie można poświęcać dla tych, którzy będą pobierali emerytury w przyszłości. W tak zawoalowany sposób premier zapewne chciał dać do zrozumienia, że nie mógł postąpić inaczej. Że nie stać nas na utrzymywanie de facto dwóch systemów emerytalnych, czyli na wypłacanie świadczeń obecnym emerytom i przekazywanie składek na konta w prywatnych OFE tym przyszłym.

Miałbym do premiera Tuska mniejsze pretensje, gdyby powiedział mi wprost: "Państwa nie stać na to, by zaoszczędzić choćby część składki, którą płacisz, Macieju Samciku, na twoją przyszłą emeryturę. Całe twoje pieniądze potrzebujemy tu i teraz, by wypłacić je obecnym emerytom. Inaczej ZUS zbankrutuje. Na twoją przyszłą emeryturę Macieju Samciku, złożą się twoje dzieci, o ile spłodzisz ich wystarczająco dużo. Poprzednie rządy myślały, że uda się ciągnąć dwa wózki naraz, ale nie wyszło. Sorki".

Jeśli premier chciałby być wobec mnie uczciwy, to powinien zaproponować mi przynajmniej jakąś rekompensatę po tym skoku na moją kasę, którego dokonał. Powinien powiedzieć: "Macieju Samciku, jeśli chcesz mieć szansę, by na emeryturze nie przymierać głodem, oszczędzaj na nią prywatnie. Tak samo, jak prywatnie leczysz zęby, choć przecież płacisz pieniądze na państwową służbę zdrowia. Dobrowolne składki, które będziesz przekazywał funduszowi OFE, bankowi lub innemu funduszowi inwestycyjnemu na swoją prywatną emeryturę, możesz sobie odpisać od podatku".

Ale premiera Donalda Tuska nie było stać nawet na to. Rozwiązanie, które zaproponował, mogę nazwać tylko żałosną zasłoną dymną. Ulga podatkowa nieprzekraczająca w pierwszym roku 2 proc. kwoty oszczędzanej na prywatną emeryturę, nie ma najmniejszego sensu i w żadnym stopniu nie zmotywuje mnie do inwestowania pieniędzy z myślą o przyszłości. Skok na kasę było zrobić łatwo. Szkoda, że premiera nie stać na to, by przynajmniej dać Polakom wędkę, by po tym skoku na kasę pomogli sobie sami.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    60 głosów