Orlen znów przesunął decyzję o przyszłości swojej litewskiej rafinerii w Możejkach, a Orlenowi w tej sprawie doradza japoński bank Nomura. - Rekomendacje Nomura zostaną przedstawione na przełomie lutego i marca - powiedziała wczoraj "Gazecie" Beata Karpińska z biura prasowego Orlenu. Przed miesiącem Orlen zapowiadał, że Nomura przedstawi swoje zalecenia na przełomie stycznia i lutego, a wcześniej miało się to stać na przełomie 2010 i 2011 r.
Orlen kupił akcje Możejek pod koniec 2006 r. od rządu Litwy i rosyjskiego koncernu Jukos doprowadzonego do bankructwa przez władze Rosji. Ale w zeszłym roku nasz koncern zaczął rozważać sprzedaż tych akcji. Orlen tłumaczył, że inwestycja przynosi za małe zyski i winą za to obarczał Litwinów, zarzucając im utrudnianie transportów paliw z Możejek na eksport. Władze w Wilnie wskazywały, że najbardziej w zyski Możejek bije wstrzymanie dostaw ropociągiem ropy z Rosji, co zmusza do importu ropy tankowcami.
Problemy zaczęły się, gdy w maju 2006 r. rząd Litwy w przetargu na nowego inwestora Możejek wybrał Orlen. Transakcja czekała na akceptację Komisji Europejskiej, gdy pod koniec lipca 2006 r. na terenie Rosji doszło do awarii ropociągu Przyjaźń przesyłającego ropę tranzytem przez Białoruś na Litwę. Rosjanie naprawili rurę na tyle, by wznowić nią dostawy ropy do rafinerii na Białorusi. Ale do Możejek ropa nie dopłynęła.
Nowe światło na te wydarzenia rzucają ujawnione przez WikiLeaks depesze amerykańskich dyplomatów, które wczoraj opublikował rosyjski
dziennik "Nowaja Gazieta". W depeszach o walkę z Orlenem o Możejki oskarżany jest Igor Sieczin, wtedy wiceszef kancelarii prezydenta Rosji Władimira Putina, a dziś wicepremier Rosji w rządzie Putina. Wstrzymanie dostaw ropy do Możejek po awarii ropociągu to "w pierwszym rzędzie zemsta geopolityczna" - napisali pod koniec sierpnia 2006 r. dyplomaci z ambasady USA w Moskwie. To nie jest nowa ocena.
Nowością jest relacja amerykańskich dyplomatów ze spotkania z przedstawicielem brytyjsko-rosyjskiego koncernu TNK-BP. Powiedział on, że TNK-BP uzgodniło z Orlenem dostawy 9 mln ton ropy do Możejek - co niemal w pełni zaspokoiłoby potrzeby rafinerii. Jednak trzy tygodnie przed awarią ropociągu do Możejek do jednego z rosyjskich wspólników TNK-BP zadzwonił Sieczin i "wydał polecenie", by odwołać ofertę dla Orlenu i tak zrobiono. A rozmówca z koncernu Łukoil potwierdził amerykańskim dyplomatom, że "Sieczin jako przedstawiciel Kremla był zainteresowany wstrzymaniem dostaw i na Łukoil oraz TNK-BP wywierają presję, by utrudnić im zawarcie kontraktów z Możejkami na dostawy ropy rurociągiem". Litewscy dyplomaci mówili amerykańskim kolegom, że zamknięcie ropociągu było decyzją polityczną, podjętą "na bardzo wysokim szczeblu". Litwini mieli jednak nadzieję, że Rosjanie wznowią dostawy, obawiając się, że Wilno zamknie linię kolejową do Kaliningradu, która ma krytyczne znaczenie dla tamtejszego garnizonu rosyjskich wojsk.
W październiku 2006 r. Bruksela zaakceptowała przejęcie Możejek przez Orlen, a dwa miesiące później transakcję sfinalizowano. Niemal w przeddzień tej ceremonii pożar strawił kluczowe instalacje w Możejkach, na półtora roku ograniczając potencjał rafinerii. WikiLeaks nie ujawniło, jak dyplomacja USA oceniała te wydarzenia.
Za 54 proc. akcji Możejek Orlen zapłacił Jukosowi 1,5 mld dol. Z tej kwoty na specjalnym koncie w banku Fortis zablokowano 250 mln dol., o których zwrot Orlen mógł wystąpić, gdyby rafineria była w gorszym stanie, niż deklarował Jukos. Z takim roszczeniem Orlen wystąpił dwa lata temu i sprawa trafiła do arbitrażu w Londynie.
Wczoraj Orlen odmówił "Gazecie" informacji, na jakim etapie jest arbitraż, tłumacząc to zobowiązaniem do zachowania poufności.