Biznes Ludzie Pieniądze

Mieszkaniowy urodzaj. Lepszy był tylko 2007 rok. Co z cenami?

Marek Wielgo
20.01.2011 , aktualizacja: 21.01.2011 12:08
A A A Drukuj
W końcówce 2010 r. Polacy rzucili się do kupowania nowych mieszkań. A że firmy deweloperskie wprowadziły ich na rynek jeszcze więcej, w ofertach można przebierać jak w ulęgałkach
Wraca boom na rynku mieszkaniowym
Fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta
Wraca boom na rynku mieszkaniowym
RYNEK_MIESZKAN
RYNEK_MIESZKAN
SONDAŻ
Czy ceny mieszkań spadną w latach 2011-2012?

Tak, nawet ponad 10 proc.
Będzie stabilizacja, ceny będą takie jak dziś
Podrożeją, ale niewiele
Poszybują! Będzie kolejna fala wzrostów!

Z najnowszego raportu firmy doradczej REAS wynika, że pod względem sprzedaży nowych mieszkań lepszy dla deweloperów był tylko 2007 rok. A przypomnijmy, że był to szczyt hossy na rynku mieszkaniowym.

W REAS uspokajają, że tym razem podwyżka cen nie wchodzi w grę. Ba, wiele wskazuje na to, że mieszkania mogą potanieć. Głównie dlatego, że jest ich na rynku bardzo dużo. Reas policzył, że pod koniec 2010 r. w ofercie firm deweloperskich w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Poznaniu i Łodzi było łącznie blisko 39 tys. lokali, z czego 9,4 tys. już gotowych. - Tak dużej podaży nie było nawet w okresie boomu - przyznaje prezes REAS Kazimierz Kirejczyk.

To efekt wiary deweloperów w to, że Polska kryzys ma już za sobą. GUS podał właśnie, że w ubiegłym roku zaczęli oni budowę ok. 63 tys. mieszkań, czyli aż o 42 proc. więcej niż rok wcześniej. Katarzyna Kuniewicz z REAS podaje, że na rynek wracają mieszkania z inwestycji zamrożonych na kryzys.

Sprawdź średnią cenę z ofert mieszkaniowych w swoim mieście

Siłą napędową są banki. Nie ma jeszcze danych za 2010 r., ale - jak szacował Związek Banków Polskich - pożyczyły one w tym okresie na cele mieszkaniowe prawdopodobnie ponad 50 mld zł, czyli o ponad jedną czwartą więcej niż w 2009 r. Wprawdzie w kryzysie banki mocno przykręciły śrubę kredytową, ale w ubiegłym roku na nowo rozpoczęły walkę o klientów. Bartosz Michałek z porównywarki finansowej Comperia.pl policzył, że w ciągu roku kredyty mieszkaniowe potaniały niemal o połowę. - Średnia marża kredytów złotowych jeszcze rok temu wynosiła ponad 2,5 proc. Teraz 1,66 proc. - mówi. - To oznacza dla nas oszczędności. Dla kredytu w wysokości 200 tys. zł mówimy o kwocie rzędu 1,3 tys. zł rocznie.

Oczywiście sytuacja w poszczególnych miastach jest różna, np. na największym rynku mieszkaniowym, w Warszawie, sprzedaż mieszkań była w 2010 r. dużo większa niż w kryzysowych latach 2008-09. Jednak wciąż daleko jej do rekordowego poziomu z 2007 r. Z danych, które ujawnił nam REAS, wynika, że zawarto wówczas 10,5 transakcji na tysiąc mieszkańców. W kryzysowym 2009 r. ten wskaźnik spadł aż o połowę, aby w 2010 r. urosnąć do 6,2.

Na drugim biegunie jest Trójmiasto, gdzie liczba transakcji wrosła w tym okresie z 5 do 5,4 na 1000 mieszkańców. Czy to oznacza, że trójmiejscy deweloperzy dopiero teraz mogą mówić o boomie? Dyrektor sprzedaży w gdańskiej spółce Inpro Rafał Zdebski wspomina, że sprzedaż mieszkań załamała się tu już w pierwszej połowie 2007 r. z powodu za wysokich cen. Dopiero kiedy deweloperzy obniżyli je z 6-7 tys. do 4-5 tys. zł za m kw., do ich biur wrócili klienci. Dodajmy, że ceny ofertowe są wyższe. Według REAS średnia dla całego Trójmiasta spadła od szczytu bańki cenowej z prawie 8,5 do 6,6 tys. zł za m kw.

Z podobnym zjawiskiem mamy do czynienia w Poznaniu i Wrocławiu. W tym pierwszym mieście oferta mieszkaniowa minimalnie się skurczyła w czwartym kwartale, bo deweloperzy sprzedali więcej mieszkań, niż dostarczyli na rynek. Szybciej zareagowali na rosnący popyt wrocławscy przedsiębiorcy. W efekcie oferta mieszkań wzrosła tu najbardziej. Obecnie to Wrocław (ze wskaźnikiem 6,7), a nie Warszawa czy Kraków, jest liderem pod względem liczby sprzedanych mieszkań w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców.

Czytaj na blogu: Rodzina na swoim nie musi umrzeć

Analitycy i bankowcy obawiają się jednak, że w tym roku popyt na kredyty mieszkaniowe mogą wyhamować m.in. z powodu podwyżek stóp procentowych oraz zapowiadanych przez Komisję Nadzoru Finansowego kolejnych obostrzeń.

W tej sytuacji ratunkiem dla wielu deweloperów może być rządowy program "Rodzina na swoim", w ramach którego budżet dopłaca przez osiem lat mniej więcej połowę odsetek. Prawdopodobnie od kwietnia taką dopłatę będzie można uzyskać, kupując wyłącznie nowe mieszkanie lub budując dom. Sęk w tym, że przyjęty już przez rząd projekt zmian w tym programie zakłada nie tylko wyłączenie rynku wtórnego, ale także obniżenie pułapu cen mieszkań, którego nie wolno przekroczyć, jeśli chce się uzyskać dopłatę. Na przykład w Warszawie ten pułap cen może spaść z 9080,4 do 7134,6 zł za m kw.

W REAS nie wykluczają, że wielu deweloperów dostosuje się do niego. Katarzyna Kuniewicz zauważa, że wprawdzie średnia ofertowa cena w stolicy sięga 8,5 tys. zł za m kw., to mieszkania wprowadzane obecnie na rynek są przeciętnie o tysiąc złotych tańsze na metrze. Z kolei dominanta, czyli cena, która występuje najczęściej w stołecznych inwestycjach deweloperskich, to 7,3 tys. zł za m kw.

Podsumowanie roku 2010 na rynku nieruchomości



Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy