Bogusławie drogi,
Twoje któreś już z rzędu publiczne wystąpienie w sprawie OFE skłania mnie wreszcie do zabrania głosu już nie tylko w prywatnych rozmowach, jakie na ten temat toczyliśmy.
Jeszcze nie tak dawno byłeś jednym z najbardziej aktywnych uczestników naszej nieformalnej grupki ekonomistów, która stawiała sobie jedno zadanie: zmobilizować rząd, z którym w większości sympatyzowaliśmy, do podjęcia energicznych działań dla podniesienia konkurencyjności polskiej gospodarki, poprawy salda finansów publicznych, zredukowania nadmiernie obfitego jak na możliwości ubogiego państwa strumienia transferów i zastąpienia ich dochodami czerpanymi z pracy. Chodziło nam więc o pchnięcie naprzód tych zapyziałych spraw, które były już dawno rozpoznane, skatalogowane i po wielokroć do znudzenia przez nas opisywane. Bez ich wdrożenia każda zielona wyspa szybko żółknie i czernieje.
Nigdy nie było tak, żebyśmy zgadzali się we wszystkim, ustalając listę koniecznych do podjęcia zadań. Zawsze też mieliśmy świadomość ograniczeń o charakterze politycznym, które limitowały pole manewru reformatorskiego - jak nam się wydawało - rządu. Różnice zdań między ekonomistami są czymś jak najbardziej normalnym. Stąd - o czym wiesz doskonale - uzgodnienie wspólnego stanowiska bywało nieraz prawdziwą drogą przez mękę. Uważaliśmy jednak, że warto przypominać o tym, co w polityce gospodarczej najważniejsze: o jasno wytyczonych priorytetach w dziedzinie reform strukturalnych; o wydłużeniu horyzontu działań; wreszcie o tym, żeby nie manipulować opinią publiczną w imię doraźnych celów. Podpisaliśmy wspólnie wiele podobnych dokumentów.
Później zmieniłeś afiliację. Pozostając nadal w sektorze prywatnym, stałeś się jednym z wpływowych członków wąskiego grona doradców ekonomicznych pana premiera. Zmieniłeś zdanie na wiele kwestii, o których implementację latami się dobijaliśmy. Miałeś do tego prawo. Tylko krowa nie zmienia poglądów. Ekonomista tak utalentowany jak Ty musi zmieniać zdanie, kiedy poszerza się zasób jego informacji. Ale jednego zmieniać nie może za skarby świata: nie da się bez utraty twarzy nazywać rzeczywistością luźnego zbioru danych podporządkowanych z góry określonej tezie. Nie da się też w żadnym wypadku usprawiedliwić uczynienia z oktrojowania OFE głównego pola wiekopomnych zasług tego rządu. Czyniąc tak i wychwalając go pod niebiosa, posuwasz się do granic śmieszności.
Grupka, która straciła wiele animuszu po Twoim od niej odpadnięciu, była otwarta na dialog w kwestii ograniczenia bieżących kosztów reformy emerytalnej. Zawsze mieliśmy dużo zrozumienia dla położenia ministra finansów, zmuszonego finansować zbyt duże potrzeby pożyczkowe na coraz trudniejszym rynku. Choć - o czym, mam nadzieję, jeszcze nie zapomniałeś - wskazywaliśmy też na wiele miejsc w systemie, w którym marnotrawstwo środków publicznych jest gigantyczne i jego likwidacja nie wymaga ani heroizmu, ani nawet przyjaznego rządowi prezydenta. Gotowi byliśmy pod pewnymi warunkami poważnie dyskutować o tempie ujawniania długu ukrytego. Choć co bardziej krewcy radykałowie reform mieli nam to za złe.
Nigdy jednak nie mieliśmy zrozumienia dla takich zmian w systemie emerytalnym, których implikacje sprowadzają się do tego, że obecny rząd w imieniu pokolenia naszych dzieci i wnuków zobowiązuje się do finansowania naszych przyszłych "godziwych" emerytur, nie wspominając, że będzie to musiało dla nich oznaczać wyższe podatki. Na to naszej zgody nie było i nie będzie.
Zmiany, jakie proponujesz Ty, Twoja Rada i nasz przyjaciel Michał Boni, nie są naprawą systemu emerytalnego. Są pierwszym etapem jego kompletnej dewastacji. Po was przyjdą inni, którzy to dzieło dokończą. Sam zresztą podpowiadasz im kierunek: likwidację obligatoryjności II filara. Tyle że sugerowana przez Ciebie dobrowolność, czego już nie dopowiadasz, oznacza jedną z dwóch rzeczy: • większe zobowiązania nakładane na państwo (czytaj: podatnika) w przyszłości, kiedy przyjdzie zbierać starych i chorych ludzi z ulic wielkich miast, • lub zgodę na to, by zostali sobie tam, gdzie wepchnęła ich własna niefrasobliwość wspierana działaniami rządu i parlamentu, którego już dawno nie będzie.
Zrobiliście wokół OFE prawdziwy cyrk, pełen błaznów, cudotwórców i iluzjonistów. Reforma emerytalna stała się dosłownie w ciągu niespełna roku głównym problemem polskich finansów publicznych. Drugim za chwilę - nie mam co do tego cienia wątpliwości - staną się niefrasobliwe, zadłużające się na potęgę samorządy. To gigantyczne manipulowanie opinią publiczną, zachwianie wszelkich proporcji w debacie na temat istotnych problemów polskiej gospodarki. Żałuję bardzo, że ze swoim doświadczeniem, wyczuciem makroekonomii i wielokrotnie akcentowanym dystansem wobec polityków bierzesz w tym zakłamywaniu rzeczywistości tak czynny udział.
Jeśli zmniejszasz bieżący deficyt sektora finansów publicznych kosztem powiększania ukrytego długu publicznego, na który składają się coraz hojniejsze obietnice waloryzacji i dziedziczenia subkonta w ZUS, gdzie - jak doskonale wiesz - nie będzie żadnych pieniędzy, tylko zobowiązania - to nie jesteś reformatorem, tylko manipulantem.
Jeśli mówisz, że oszczędności prywatne w OFE nie są w rozumieniu makroekonomicznym oszczędnościami, choć powstają ze składek odprowadzanych przez pracujących, ale są takim samym długiem jak zobowiązania zaciągane przez państwo wobec przyszłych emerytów - to mijasz się dość daleko z prawdą.
Jeśli przy tym utrzymujesz, że makroekonomiczne następstwa odprowadzania składki do OFE lub na subkonto w ZUS są takie same - to znaczy, że kompletnie straciłeś umiejętność przeprowadzania rzetelnych rynkowych analiz.
Rząd, któremu doradzasz, miał zająć się domykaniem deficytu w I filarze systemu emerytalnego. Tym bardziej że zamierzał działać w długim horyzoncie. Takie nadzieje towarzyszyły nam - Tobie, mnie i wielu naszym kolegom. Zamiast tego zajął się bardzo aktywnie likwidacją II filara, obiecując przy tym gruszki na wierzbie przyszłym emerytom i podatnikom. Chcesz to firmować własnym nazwiskiem - Twoja sprawa. Ale nie przyznawaj, proszę, rządowi medalu 12-lecia za odwagę wzięcia się za bary z problemem reformy emerytalnej. W makroekonomii jest miejsce na pastisz, ale chyba jednak nie na kabaret.
Co powiedział "Gazecie" Bogusław Grabowski
• Obniżki składki do OFE nie można traktować jako systemu docelowego. Musimy stopniowo przekształcać obowiązkowy drugi filar emerytalny w dobrowolny.
• Bilans tej reformy po 11 latach jest negatywny. Dopiero gabinet Donalda Tuska odważył się powiedzieć „sprawdzam” i zaczął wreszcie realizować założenia reformy, m.in. ograniczając wcześniejsze emerytury. Tylko teraz jest już za późno, żeby to wszystko ratować.
• Reforma z 1999 r. nie była żadną umową ze społeczeństwem. Bo niby kto ją zawarł? Co było jej przedmiotem?