Na to, że opublikowane w lipcu wyniki badania 91 europejskich banków (z Polski wzięto pod uwagę tylko PKO BP) są podejrzanie dobre, analitycy i inwestorzy zwracali uwagę od razu.
Egzamin oblało tylko siedem banków, w tym niemiecki Hypo Real Estate i grecki ATEbank, które i tak dostają pomoc rządową, oraz pięć oszczędnościowych kas hiszpańskich, z których największe to CajaSur i Caixa Sabadell.
O tym, że kryteria testów były za łagodne świadczy to, że zaledwie kilka miesięcy po ich opublikowaniu Irlandia z powodu gigantycznych strat tamtejszych banków musiała być ratowana europejską pomocą w wysokości 67,5 mld euro. Co gorsza, poważne problemy przeżywają cały czas banki hiszpańskie, które być może
być może będą musiały skorzystać z rządowej pomocy.
Żeby uniknąć sytuacji nowe testy mają być dużo ostrzejsze. Zapowiedziała to w wywiadzie dla telewizji CNBC francuska minister finansów Christine Lagarde. - Musimy być wiarygodni, dlatego kryteria będą trudniejsze. Chcemy przywrócić wiarygodność do banków i do całego systemu. Dlatego musimy przejść przez testy na kształt tych zrobionych w USA - powiedziała Lagarde.
Nadzór amerykański już w maju 2009 r. wziął pod lupę kondycję 19 największych banków. Okazało się, że testy oblało aż dziesięć z nich, tzn., że wymagały one dofinansowania kwotą 75 mld dol.
W obliczu tych faktów świetne wyniki europejskich banków wzbudzają wątpliwości. Dlatego opinię Lagarde potwierdził w zeszłym tygodniu belgijski minister finansów Didier Reynders: Europa musi przeprowadzić sprawniejsze i bardziej transparentne testy niż te, które mogliśmy widzieć latem. Musimy zrobić to podobny sposób jak w USA, bo nie może być tak, że po dwóch stronach Atlantyku przyjmuję się różne kryteria - powiedział Reynders.
O ostatecznym kształcie drugiej rundy europejskich stress-testów zadecydują ministrowie finansów wszystkich europejskich krajów. Badanie miałoby być przeprowadzone w kwietniu, a wyniki poznalibyśmy w czerwcu.