Dyskont to odpowiednik słowa "tani". Sprzedaje niezwykle tanio, w tanio budowanych i wykończonych sklepach, w których jest ciasno, a artykuły często leżą nierozpakowane na podłodze. Markowych produktów jest tam niewiele. Królują wyroby tworzone na specjalne zamówienie sieci, które wyglądem przypominać mają np. kawę Jacobsa czy sok Fortuny. Tanie dyskonty przynoszą jednak wyjątkowo duże pieniądze. Kiedy hipermarkety z trudem walczą o utrzymanie swojej pozycji na rynku, dyskonty rok w rok zwiększają przychody o 20 proc.
Biedronka sprzedała w ubiegłym roku towar za 19,2 mld zł (wzrost o 19,6 proc.). To ledwo o kilka miliardów mniej, niż wynosi budżet Ministerstwa Obrony Narodowej.
W tym roku otworzy ponad 200 nowych sklepów. Zainwestuje w sumie 1,5 mld zł. Obecnie sieć ma 1650 punktów w kraju, ale jej właściciel - portugalska spółka Jeronimo Martins - deklaruje, że w ciągu najbliższych pięciu lat chce ją powiększyć do 3 tys. sklepów.
Spółka cały czas zastanawia się nad uruchomieniem w naszym kraju sieci aptek.
Biedronka budzi kontrowersje. Kilka lat temu oskarżano ją o łamanie praw pracowniczych. Na początku stycznia w sklepach sieci pracę straciło ok. 50 osób. Według "Solidarności" umów nie przedłużono z nimi tylko dlatego, że są działaczami związkowymi. Biedronka twierdzi, że to nieprawda. "Przynależność związkowa nie jest kryterium branym pod uwagę w momencie zawierania lub rozwiązywania umowy o pracę".