- To miał być mój pierwszy wyjazd za granicę. Nie chcę rezygnować, ale mam obawy - mówi pani Katarzyna, która za dwa tygodnie ma lot do Hurghady.
W podobnej sytuacji jest kilka tysięcy osób, które wykupiły wakacje w Egipcie. Czy czeka ich powtórka z Tunezji, z której dwa tygodnie temu ewakuowano 300 Polaków?
Biura podróży uspokajają, że monitorują sytuacje i na razie turystom nic nie zagraża. Touroperatorzy opierają się na informacjach z polskiego MSZ, Egipskiej Organizacji Turystycznej (EOT) i swoich kontrahentów. - Zalecamy zachowanie szczególnej ostrożności, zwłaszcza podczas odwiedzania miejsc publicznych, takich jak bazary, muzea, oraz unikanie miejsc ewentualnych demonstracji - mówi rzecznik MSZ.
Z kolei EOT informuje, że sytuacja się stabilizuje. - Nie wygląda to źle. W kurortach nie dzieje się nic, co by groziło turystom - mówi Semir Hamuda z biura podróży Sun&Fun. Na razie biura nie planują sprowadzania do Polski turystów już wypoczywających w Egipcie ani odwoływania zaplanowanych lotów. Ostrzegają też, że ewentualne rezygnacje będą się odbywały na podstawie warunków podpisanych umów. Dla turysty oznacza to pożegnanie się przynajmniej z częścią wpłaconych pieniędzy. Niedoszłych wczasowiczów nie chronią też ubezpieczenia turystyczne, bo pieniądze zwracane są tylko wtedy, kiedy rezygnacja jest wynikiem wypadku losowego, np. choroby, a nie niepokojów społecznych.
Jeśli mimo wszystko konieczna byłaby ewakuacja turystów z Egiptu, sytuacja byłaby poważniejsza niż w Tunezji. Egipt to główny kierunek zagranicznych wyjazdów Polaków - rocznie odwiedza go ponad 600 tys. osób. Teraz, według szacunków MSZ, przebywa tam 6,5 tys. turystów z Polski. Z pewnością odbiłoby się to na kondycji biur podróży, które muszą na własny koszt sprowadzić gości do kraju.
Co gorsza, w takich wypadkach touroperatorzy pozostawieni są sami sobie. Znowelizowana ustawa o turystyce nie uwzględnia wyjątkowych sytuacji. - Już w zeszłym roku, po wybuchach wulkanu na Islandii, który sparaliżował ruch lotniczy nad Europą, zgłaszaliśmy ten problem - mówi Józef Ratajski z Polskiej Izby Turystyki. - Proponowaliśmy, by biura mogły się ubezpieczyć od sytuacji nadzwyczajnych. Ale w ustawie nawet nie zdefiniowano, czym są sytuacje nadzwyczajne czy też klęski żywiołowe.
Ubezpieczenia pokrywają koszty powrotów turystów tylko w wypadku bankructwa biura.