Pamięta pani tego faceta od komputerów? Tego zniszczonego przez urząd skarbowy? - Romana Kluskę? - Tak. Też mogę tak skończyć.
fot. AG
Szef firmy budowlanej z Łomży, ma zapłacić ponad 150 tys. zł zaległych podatków
SONDAŻ
Wojciech Dąbrowski, szef firmy budowlanej z Łomży, ma zapłacić ponad 150 tys. zł zaległych podatków. Urząd skarbowy stwierdził, że brał pieniądze za usługi budowlane, ale nie odprowadzał podatków. Grozi mu proces karnoskarbowy i nawet ponad milion złotych grzywny. - Nie zapłacę! - zapowiada twardo budowlaniec.
Dawid i Goliat
Dąbrowski działalność gospodarczą zarejestrował 15 lat temu. Specjalizuje się w remontach elewacji i robotach wykończeniowych, w dobrych czasach miewał rocznie 600 tys. zł obrotu.
- Jestem przyzwoitym rzemieślnikiem, nie jestem jakimś wielkim biznesmenem. Żyję od zlecenia do zlecenia - mówi.
Wielkim biznesmenem jest za to Jan Kurpiewski. W Łomży powiadają, że miastem rządzą biskup i właśnie Kurpiewski. Biskup, wiadomo - autorytet moralny. Kurpiewski, bo jest bogaty i ustosunkowany. - Ma firmę elektryczną i kilka stacji benzynowych. Dużo buduje w Łomży - mówi Dąbrowski. - Wygrywa przetargi na prace drogowe. Obraca gruntami. Jest też sponsorem i przewodniczącym zarządu Ludowego Klubu Sportowego "Narew-Kurpiewski". A jego syn Tomasz ma firmę deweloperską.
Kurpiewski nie wypowiada się w mediach. Nigdzie nie ma jego zdjęcia. Czasami uczestniczy w przedsięwzięciach charytatywnych. Nie krył niezadowolenia, gdy zapytałam go, czy naprawdę "rządzi Łomżą".
Zakończone, zapłacone
Miasto liczy 63 tys. mieszkańców. Działa tu około 30 firm budowlanych, kilka hurtowni i paru deweloperów. Firmy budowlane nawzajem świadczą sobie usługi. Raz jedna jest wykonawcą, a druga podwykonawcą. Innym razem na odwrót.
- Do tej pory wszyscy się w nim mieścili. Teraz roboty muszę szukać w Warszawie - zaczyna Dąbrowski. - Wszystko zaczęło się jakieś dwa lata temu, gdy upomniałem się u Kurpiewskich o zarobione pieniądze.
Od kwietnia do grudnia 2008 r. Dąbrowski pracował - nie pierwszy raz - dla Jana i Tomasza Kurpiewskich.
- U ojca Jana robiłem elewację prywatnego domu w N., byłem też podwykonawcą przy budynku banku przy alei Legionów. U syna Tomasza moi ludzie wykańczali osiem domków na osiedlu, które budował. Podliczyłem wszystkie prace u nich zgodnie z wcześniejszymi ustnymi ustaleniami. Razem ponad 250 tys. zł. Pod koniec 2008 r. upomniałem się o część należności. Ale zamiast pieniędzy był tylko telefon od Jana Kurpiewskiego: zlecenia są zakończone i zapłacone.
- Kurpiewscy są panu winni 250 tys. zł, a gdzie ma pan na to dokumenty? Nie podpisywaliście umów? - dopytuję.
- Tylko na pierwsze zlecenie. W Łomży prawie nikt tego nie robił. Tak się utarło od lat - odpowiada.
- Nawet gdy chodzi o takie pieniądze?
- Umowy ustne są tak samo ważne jak te spisane. To jest zapisane w kodeksie cywilnym.
- A kwitował pan odbiór pieniędzy od Kurpiewskiego?
- Przecież nie miałem czego. Nie dawał mi pieniędzy. Normalnie to robię, takich spraw już nie załatwiam na gębę. Tylko raz w grudniu 2008 r. wziąłem od Jana Kurpiewskiego 15 tys. zł zaliczki i wtedy zostawiłem mu pokwitowanie.
Dąbrowski postanowił pójść do prawnika. - Nikt w Łomży nie chciał wziąć sprawy. Wystarczyło, że wymieniałem nazwisko Kurpiewski - opowiada budowlaniec. Pełnomocnika znalazł w odległym o 60 km Piszu.
- Postraszyłem Kurpiewskich sądem. Wtedy Tomasz zaprosił mnie do siebie. Usłyszałem: "Jesteś skończony. Roboty w Łomży nie znajdziesz. I masz urząd skarbowy na głowie". Dąbrowski się nie przestraszył i wysłał wezwanie do zapłaty. W rewanżu 28 stycznia 2009 r. otrzymał ponaglenie, by wystawić faktury Janowi Kurpiewskiemu za skończone i rzekomo opłacone prace przy willi. - W lutym skierowałem pozew do sądu o zapłatę - mówi Dąbrowski.
W maju 2009 r. Wojciech Dąbrowski dowiedział się, że łomżyński urząd skarbowy przeprowadzi u niego kontrolę dotycząca podatku dochodowego. Według zapewnień US była wcześniej zaplanowana i nie ma nic wspólnego z konfliktem Kurpiewscy - Dąbrowski.