Biznes Ludzie Pieniądze

Jan Krzysztof Bielecki: Pierwszy po premierze

Agata Nowakowska, Dominika Wielowieyska
31.01.2011 , aktualizacja: 02.02.2011 10:54
A A A Drukuj
Jan Krzysztof Bielecki był zawsze przewodnikiem dla Donalda Tuska, dziś także jego wpływ na premiera jest olbrzymi. "Nabiałek" z Tuskiem nie konkuruje, jest jego przyjacielem.
Jak długo Bielecki będzie chciał odgrywać przy Tusku rolę szarej eminencji? Zaczął dbać o to, by ludzie sobie o nim przypomnieli: został stałym gościem w jednym z programów w TVN 24, występuje częściej w innych mediach. Wiele wskazuje na to, że były premier myśli poważnie o politycznym come back
Jak długo Bielecki będzie chciał odgrywać przy Tusku rolę szarej eminencji? Zaczął dbać o to, by ludzie sobie o nim przypomnieli: został stałym gościem w jednym z programów w TVN 24, występuje częściej w innych mediach. Wiele wskazuje na to, że były premier myśli poważnie o politycznym come back
19 września 1993 r. Warszawa. Od lewej: Donald Tusk i Jan K. Bielecki , liderzy Kongresu Liberalno-Demokartycznego
Fot. Micha3 Mutor / AG
19 września 1993 r. Warszawa. Od lewej: Donald Tusk i Jan K. Bielecki , liderzy Kongresu Liberalno-Demokartycznego
Bielecki przewodniczy Radzie Gospodarczej przy premierze (to Rada przygotowała analizy nt. OFE, po których premier Tusk zdecydował o zmniejszeniu składki do OFE).

To on podpowiedział Tuskowi, by na ministra finansów wziął Jacka Rostowskiego (doradzał Bieleckiemu, gdy ten był prezesem Pekao SA). I wymyślił, by zgłosić Włodzimierza Cimoszewicza w wyborach na sekretarza generalnego Rady Europy. - Bielecki zawsze był guru dla Tuska. Bardzo ich też zbliża piłka nożna, oni to traktują niezwykle poważnie - mówi nam bliski znajomy Bieleckiego.

Jeszcze kilka lat temu Platforma szła do wyborów z hasłami szybkiej prywatyzacji, podatku liniowego, twardego odbierania przywilejów emerytalnych np. górnikom. Dziś rząd Tuska nie widzi nic złego w aktywnej roli państwa w gospodarce. Chce budować "narodowe czempiony", czyli wielkie państwowe firmy. Nazywa prywatyzacją kupno państwowej firmy przez inną państwową firmę (chodzi o kupno Energi przez PGE, zablokowane na razie przez UOKiK). Przekonuje, że nasze składki emerytalne będą bezpieczniejsze w państwowym ZUS-ie, a nie w prywatnych otwartych funduszach emerytalnych.

"Nabiałek" - jak nazywają go przyjaciele - pamięta, jak skończyły się reformatorskie rządy, włącznie z tym, na którego czele sam stał. Zasugerował Tuskowi, by jak ognia unikać słowa "reforma", że rząd powinien zmieniać kraj poprzez małe zmiany, bo czasy heroicznej transformacji mamy już za sobą.

Kolejne słowo zakazane to "liberalizm", choć przecież ci sami ludzie w latach 90. nazywali się pionierami gospodarki wolnorynkowej i zakładali Kongres Liberalno-Demokratyczny. - W dawnym środowisku liberałów była pewna pogarda dla demokracji, dominowało myślenie: robimy coś bez oglądania się na ludzi, bo to my wiemy, co jest dla nich dobre. Dziś otoczenie Tuska myśli inaczej: jak wyborcy nie chcą, to nie robimy. To jest główna oś sporu między tą ekipą a tzw. reformistami z Leszkiem Balcerowiczem na czele - mówi nam znajomy Bieleckiego.

Twarda lekcja rządzenia

W PRL Bielecki działał w "Solidarności" na Wybrzeżu. W 1982 r. razem z kolegą kupili ciężarówkę. Został kierowcą. Potem założył spółkę "Doradca", gdzie zatrudnił kolegów z opozycji. W 1989 r. został posłem OKP.

Miał 39 lat, gdy - dzięki Lechowi Wałęsie - został szefem rządu. Prezydent Wałęsa wziął nieznanego posła, bo chciał, aby szef rządu był całkowicie uzależniony od ośrodka prezydenckiego. Warszawskie salony polityczne związane z Unią Demokratyczną i Tadeuszem Mazowieckim początkowo patrzyły na człowieka Wałęsy nieufnie, ale wkrótce premier Bielecki przekonał ich do siebie. Także dlatego, że jego wicepremierem i ministrem finansów został Leszek Balcerowicz, dziś główny krytyk "nowej polityki" rządu.

Z rządów Bieleckiego pamiętamy dziś głównie dymisję wiceministra zdrowia Kazimierza Kapery za nazwanie homoseksualizmu zboczeniem. Oraz to, że premier mówił "pan prymas". Ale Bielecki jako premier odebrał twardą lekcję. Przyszło mu rządzić w niesłychanie trudnych czasach: w 1991 r. w porównaniu z 1990 r. produkcja spadła o blisko 12 proc., a PKB o 7 proc., podwoiła się liczba bezrobotnych (do ponad 12 proc.). Załamała się wymiana gospodarcza z krajami b. bloku komunistycznego, chłopi blokowali drogi (dochody rodzin rolniczych spadły o 15 proc.). Strajki były chlebem powszednim.

Powodem gospodarczej zapaści były m.in. przedsiębiorstwa państwowe, które zamiast przestawiać się na gospodarkę wolnorynkową, postanowiły przeczekać i żyć z zapasów. Słynna była lipcowa wizyta Bieleckiego w Ursusie: nikt nie chciał kupować polskich ciągników, czym nikt się w Ursusie specjalnie nie przejmował. Po niej premier zwolnił czterech wiceministrów przemysłu. Prawdopodobnie był to jeden z argumentów za przyspieszeniem prywatyzacji (za czasów Bieleckiego powstała Giełda Papierów Wartościowych, zaczęto pracę nad Programem Powszechnej Prywatyzacji, do którego miało wejść 400 przedsiębiorstw).

Rząd musiał dwukrotnie nowelizować rozsypujący się budżet. Wprowadził PIT, zawiesił waloryzację płac w budżetówce, ograniczył zasiłki, za to bronił popiwku, czyli podatku od nadmiernego wzrostu wynagrodzeń.

Ten trudny okres premierowania nauczył go jednej rzeczy: trzeba liczyć się z opinią publiczną, brać pod uwagę taktykę wyborczą, zamiast poświęcać się na ołtarzu reform. Dziś Bielecki uważa, że czas pionierskich radykalnych posunięć się skończył, a wszelkie zmiany trzeba wprowadzać ewolucyjnie i ostrożnie.

- On nigdy nie był takim liberałem-pasjonatem jak Jan Szomburg czy Dariusz Filar. Był zawsze taki zdroworozsądkowy - twierdzi jeden z naszych rozmówców.

W wielu sprawach Bielecki od dawna miał inne zdanie niż Platforma Obywatelska. Gdy liberalni ekonomiści i publicyści nawoływali do dokończenia prywatyzacji PZU i pogodzenia się z holenderskim inwestorem Eureko, Bielecki niemal od samego początku tej prywatyzacji uważał, że Eureko jest złym inwestorem i trzeba umiejętnie wyrzucić go z Polski. I zgodnie z tą filozofią rząd Tuska rozwiązał konflikt wokół PZU.

Kiedy PO jeszcze trwała przy swojej idei podatku liniowego, on - a był wtedy prezesem Pekao SA - mówił bez ogródek w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej": "Podatek liniowy jest promowany przez osoby zainteresowane jego wprowadzeniem, które dobrze zarabiają. Ja płacę horrendalnie wysokie podatki, ale podatki trzeba płacić".

Jak Bielecki utarł nosa Schetynie

Teraz nazwisko Bieleckiego jako poważnego gracza pojawiło się w platformerskich kuluarach przy okazji afery hazardowej. Tusk zdecydował o odejściu z rządu szefa MSWiA Grzegorza Schetyny właśnie pod wpływem ówczesnego szefa Pekao SA.

Bieleckiemu dobrze wryło się w pamięć, że jego rządy to czas licznych afer gospodarczych z Art B na czele (na oscylatorze traciły państwowe banki).

- Na wizerunku rządów liberałów negatywnie zaciążyły również rozmaite interesy o wątpliwym stopniu legalności, w których uczestniczyli biznesmeni należący do KLD - pisze Antoni Dudek w "Pierwszych latach III Rzeczypospolitej".

Janusz Palikot (Ruch Poparcia) dla "Gazety": "Po tamtych doświadczeniach Tusk obsesyjnie pilnuje, by w jego otoczeniu nie znaleźli się ludzie mający jakieś powiązania korupcyjne".

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    32 głosy