W rzeczywistości propozycja rządowa znacznie redukuje budżetowe koszty systemu emerytalnego, zachowując jednocześnie te rozwiązania reformy, które przesądzają o równowadze systemu w długim okresie. Tym samym też zwiększa bezpieczeństwo emerytur. Podejrzewam, że wielu krytyków tych zmian w ogóle nie rozumie problemów stwarzanych przez obecny system, a imperatyw zwalczania rządowych zakusów na składkę OFE wywodzi z przekonania, że motywem wprowadzenia zmian do OFE nie była troska o emerytów, tylko chęć uniknięcia niepopularnych cięć wydatków budżetowych w sytuacji zbliżania się długu publicznego do poziomu 55 proc. PKB.
Może to trochę kompromitujące, że negatywne skutki wprowadzenia OFE do naszego systemu emerytalnego dostrzegane są dopiero teraz. Dotyczy to także piszącego te słowa, jako że uczestniczyłem w opracowywaniu założeń reformy emerytalnej. Ale lepiej zauważyć błąd późno niż wcale, bo koszty utrzymania obecnego systemu byłyby kilkakrotnie większe niż już poniesione.
Obrońcy obecnego systemu (dalej określani skrótem OSY) niczego zauważyć nie chcą. Mają poczucie misji każące bronić udziału OFE w składkach do ostatniej kropli krwi i do ostatniej bzdury, którą daje się wcisnąć zdezorientowanej publiczności.
Pierwsza bzdura Indywidualne rachunki w OFE to "prawdziwe pieniądze", natomiast ich rachunki w ZUS to "pieniądze wirtualne", "fikcja", "czarna dziura" itp.
Faktycznie, w ZUS nie ma sejfów z naszymi pieniędzmi, są tylko dokumenty zobowiązujące ZUS do wypłaty nam emerytur ze składek, jakie będą do ZUS wpłacać przyszli pracujący. Jednak w OFE też nie ma sejfów z pieniędzmi. Są tylko dokumenty: akcje, obligacje, potwierdzenia wpłat na rachunki bankowe. Ale to też tylko zobowiązania.
Najbardziej wątpliwy jest status naszych pieniędzy zainwestowanych w akcje. W przypadku ZUS obligacji i rachunków bankowych wiadomo kto, kiedy i ile pieniędzy ma nam wypłacić. W przypadku akcji nie wiadomo ani kto, ani ile pieniędzy nam zapłaci. Wszystko zależy od sytuacji na giełdzie. Nie można nawet wykluczyć, że w ogóle nikt nie będzie chciał ich kupić.
Bankructwa prywatnych firm zdarzają się znacznie częściej niż bankructwa państw. Dlatego międzynarodowi inwestorzy oceniają, że pieniądze pożyczone rządowi są bezpieczniejsze niż pożyczone firmom prywatnym, nie mówiąc o tych, które zainwestowali w akcje. Natomiast OSY uważają, że pieniądze są tym bardziej prawdziwe, im bardziej ryzykowna jest inwestycja, w którą są ulokowane.
Druga bzdura Przekazując pieniądze do OFE, ulżymy naszym dzieciom, które nie będą musiały finansować naszych emerytur.
Prawda jest jednak taka, że w porównaniu z I filarem, w którym my płacimy za emerytury naszych rodziców, nasze dzieci za nasze emerytury, nasze wnuki za nasze dzieci itd., na utworzeniu OFE zyskają nie nasze dzieci, ale jedynie... ostatnie pokolenie w dziejach ludzkości, za które w systemie opartym na solidarności międzypokoleniowej nie miałby kto zapłacić. OSY wykorzystują fakt, że taki system kłóci się z potoczną intuicją, że każdy musi płacić za siebie. Tam, gdzie pośrednikiem wzajemnych rozliczeń jest państwo, liczy się jednak tylko to, ile płacimy, i ile dostajemy w zamian, a nie kto za kogo płaci.
Trzecia bzdura Redukcja udziału OFE w składce to skok na naszą kasę.
Tak argumentują OSY na wypadek, gdyby ludzie zorientowali się, że ich wysiłek podwójnego płacenia (za rodziców i za siebie przez całe pokolenie) nie zmniejszy kosztów finansowania emerytur przez następne pokolenia. Rząd zamiast
sam płacić emerytom, zabiera na ten cel
nasze pieniądze. Liczą na to, że ludzie nie zrozumieją, że państwo „samo” za nic nie jest w stanie płacić - zawsze płaci naszymi pieniędzmi. Dlatego też koszty budżetu to także nasze koszty. Czy są to nasze składki, czy nasze podatki, to jest sprawa drugorzędna. Państwo może także płacić jedne zobowiązania, zaciągając inne - czyli zwiększając dług publiczny. Ale wyższy dług obciąża przyszłe pokolenia, a manewr z OFE miał podobno im ulżyć!
Czwarta bzdura Nie jest to żaden koszt, bo
nie jest to nowy dług , tylko dług, który w ZUS istnieje w formie ukrytej.
Tak twierdzą OSY, nawet gdy są zmuszone przyznać, że OFE zwiększają dług publiczny emitowany na rynkach finansowych.
Rzeczywiście, w systemie, jaki obecnie funkcjonuje w obu filarach ubezpieczeń emerytalnych, wysokość przyszłej emerytury ("dług wobec emerytów") zależy wprost od wartości zgromadzonych składek. OSY wprowadzają jednak w błąd, twierdząc, że forma długu nie ma znaczenia. Ma ogromne i wynika z ryzyka utraty płynności. Na dług rynkowy państwa składają się obligacje o terminach wykupu średnio trzy-cztery lata. Państwo musi nie tylko emitować obligacje na sfinansowanie bieżącego deficytu, ale także na wykupienie wcześniej wyemitowanych obligacji (tzw. rolowanie długu). To oznacza, że co roku Ministerstwo Finansów musi znaleźć nabywców obligacji o wartości 25-30 proc. całego długu publicznego. Nikt nie ma obowiązku kupowania tych obligacji. W sytuacji paniki na rynkach finansowych oprocentowanie obligacji gwarantujące ich sprzedaż może być bardzo wysokie, a czasem po prostu można w ogóle nie znaleźć nabywców i kraj musi wtedy ogłosić niewypłacalność.
W przypadku długu wobec emerytur sytuacja jest znacznie bezpieczniejsza. Złotówkę otrzymanej składki ZUS musi zwrócić w formie emerytury średnio po 20 latach. To znaczy, że tylko około 5 proc. długu wobec emerytów musi być corocznie "rolowane" (w przypadku ZUS "rolowanie" polega na pobieraniu składek i wypłacaniu emerytur należnych w danym roku). Co więcej, składka emerytalna jest obowiązkowa.
Dług rynkowy przekraczający 100 proc. PKB uważa się za wielkie zagrożenie dla finansów publicznych. Natomiast dług wobec emerytów wynosi w krajach europejskich 200-300 proc. PKB i dotyczy to także krajów uznawanych za najbardziej stabilne, np. Niemiec!