Przyjemnie podyskutować z kolegą ekonomistą o jasno sprecyzowanych poglądach na system emerytalny w Polsce. Andrzej Bratkowski, reprezentant obrońców starego systemu (dalej OSS), do takich właśnie należy. Ma jasno sprecyzowany pogląd na temat szkodliwości OFE (wyłożył go w "Gazecie" 31 stycznia).
Trochę późno do niego co prawda doszedł, ale to nic nie szkodzi, bo przynajmniej w zacnym towarzystwie ludzi, z którymi od lat blisko współpracuje.
Brednie, jakie OSS wypisują na temat rzekomych bzdur opowiadanych przez tych, którym nie podobają się zmiany zaproponowane przez rząd (Bratkowski określa ich jako OSY - obrońcy obecnego systemu), wywołują ból zębów.
Pierwsza brednia ZUS, gdzie zapisywana jest większa część naszych składek emerytalnych, ma takie same aktywa jak OFE, gdzie zapisywana jest ich pozostała część.
W ZUS nie ma żadnych aktywów. ZUS nie prowadzi żadnej polityki inwestycyjnej. Jego celem nie jest zwiększanie wartości jednostek uczestnictwa. ZUS na bieżąco zbiera gotówkę i wydaje jej więcej, niż zebrał. W OFE są realne aktywa. Podstawową cechą aktywów jest możliwość ich wyceny rynkowej. Wszystko, co w portfelach trzymają OFE, ma swoją cenę rynkową. Nie ma znaczenia, czy są to obligacje, akcje, czy jeszcze coś innego. Wartość jednostki uczestnictwa zmienia się w zależności od wyceny rynkowej aktywów; raz jest niższa, raz wyższa. Wraz z nimi zmienia się wysokość przyszłej emerytury. Na tym polega istota systemu zdefiniowanej składki. Zobowiązania ZUS też podlegają zmianom. Tyle że nie mają żadnej ceny rynkowej. Zależą od ustalanego przez polityków sposobu waloryzacji.
Druga brednia OFE nie zmniejszają zobowiązań pokolenia naszych dzieci i wnuków opłacających nasze emerytury; zmniejszają jedynie zobowiązania ostatniego pokolenia w dziejach ludzkości, za które w systemie opartym na solidarności międzypokoleniowej już nie miałby kto zapłacić.
OSS ignorują w tym wypadku demografię. Naturalnie nie bez powodu. Włączenie czynnika zmian demograficznych do ich argumentacji kompletnie ją bowiem demoluje. Jeśli dziś na czterech pracujących przypada jeden emeryt - a w perspektywie 30 lat relacja ta wyniesie 2:1, to o ile musiałaby spaść wartość świadczenia emerytalnego lub o ile musiałyby wzrosnąć podatki płacone przez pracujących, żeby zasada solidarności międzypokoleniowej przy systemie PAYG (pay as you go) została zachowana? Filar kapitałowy zdywersyfikowanego systemu emerytalnego eliminuje część ryzyka związanego ze starzeniem się społeczeństw.
Trzecia brednia Redukcja udziału OFE w składce nie jest żadnym skokiem na naszą kasę.
Nikt przecież nic nikomu odbierać nie chce, a zrozumieć tego nie potrafią tylko idioci. Otóż nie wszyscy ludzie, którzy nie zgadzają się z OSS są od razu idiotami. OSS łaskawie zgadzają się, by zgromadzone już aktywa OFE tworzyły rezerwę demograficzną, którą już raz przejedli. Propozycja rządu, za którą idzie powrót 5 proc. wynagrodzeń odprowadzanych obligatoryjnie do I filara i natychmiast wydawanych, oznacza zaś większe uzależnienie systemu emerytalnego od państwa. Zamiast realnych aktywów będziemy mieli więcej elektronicznych zapisów na kontach emerytalnych. Czy to jest skok na naszą kasę? Ależ skąd!
Czwarta brednia Ujawnianie długu ukrytego nikogo nie interesuje.
OSS mocno tu przeginają. Cały sens reformy emerytalnej sprowadza się do tempa ujawniania długu ukrytego w postaci długoterminowych zobowiązań państwa. O tym tempie, które pociąga za sobą bieżące koszty, można dyskutować. Może są one zbyt duże? Może trzeba je zmniejszyć, redukując składkę? Na trwałe czy na jakiś czas, dopóki odrabianie zaniedbanych zmian w systemie nie zacznie domykać deficytu w I filarze systemu emerytalnego?
Ale kwestionowanie zasadności ujawniania długu ukrytego pod pretekstem, że rynek interesuje się tylko bieżącymi potrzebami pożyczkowymi państwa, przystoi raczej bankowemu analitykowi, a nie OSS, z których znaczna większość sprawuje poważne funkcje państwowe. I chce je sprawować nadal przez wiele kadencji. Wielki dług ukryty w najbardziej stabilnych fiskalnie gospodarkach świata jest przedmiotem troski tamtejszych polityków, którzy nie wyznają zasady, że "trzeba tańczyć, póki gra orkiestra". Tyle że zmiany nie muszą tam być tak radykalne jak u nas, bo stopa oszczędności jest wielokrotnie wyższa, a przez to nawet bez zmian systemowych stopa zastąpienia (czyli stosunek wysokości emerytury do ostatniej pensji) jest tam od lat znacząco mniejsza niż u nas.
Piąta brednia Dla kosztów reformy emerytalnej jest bez znaczenia, czy zostałaby ona dokończona w kształcie przyjętym w 1999 r.
W swoim zacietrzewieniu OSS są w stanie zlekceważyć wszystkie fakty. Pomimo to uważam, że warto je do znudzenia przypominać. Zróbmy to więc raz jeszcze.
Koszt reformy emerytalnej został znacząco podniesiony przez odstępstwa od jej zasad, jakich dopuściły się kolejne rządy w minionych 11 latach. Jakie to były odstępstwa? Ile nas kosztują i będą kosztować?