- 70 tys.? Co miesiąc? Dużo - łapie się za głowę jeden z kontrolerów Państwowej Inspekcji Pracy.
ZUS to jedna z najpotężniejszych instytucji w Polsce - 43 oddziały zatrudniają blisko 47 tys. pracowników.
Zakład płaci za nadgodziny zgodnie z prawem "ekstra". W niedzielę i święta dodatkowo 100 proc. wynagrodzenia, w pozostałe dni 50 proc.
Ile konkretnie? ZUS odmawia odpowiedzi. - To kwestia indywidualna - tłumaczy.
Biorąc pod uwagę, że przeciętna pensja w Zakładzie to ok. 3 tys. brutto, na nadgodziny idzie ponad milion złotych miesięcznie. Minimum, bo zazwyczaj nadgodziny biorą wysoko wykwalifikowani pracownicy, np. informatycy, którzy zarabiają więcej niż średnia.
Skąd ten problem? Waldemar Grzegorczyk, rzecznik Zakładu, winę za nadgodziny zrzuca m.in. na zmiany w prawie. Gdy politycy coś uchwalą, ZUS musi to szybko wdrażać. Chodzi tutaj przede wszystkim o poprawki w systemie informatycznym (np. teraz trwają intensywne prace nad wprowadzeniem zmian w otwartych funduszach emerytalnych) oraz w organizacji pracy.
- Często powoduje to okresowe spiętrzenie zadań, ale w przyszłości skutkować będzie harmonizacją czasu pracy - przekonuje Grzegorczyk.
Na temat samych nadgodzin Zakład w ogóle nie wypowiada się zbyt chętnie. Przykład? Liczby przepracowanych przez załogę ekstra godzin nie mogły się doprosić działające w ZUS związkowa "Solidarność" - dowiedziały się o niej dopiero od "Gazety".
- Jak planowane są jakieś zmiany, prezes ZUS za każdym razem powtarza, że Zakład ze wszystkim sobie poradzi. Na pewno przygotuje na czas odpowiedni system informatyczny. Tego się nie da jednak zrobić z dnia na dzień - narzeka Regina Borkowska, przewodnicząca Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" ZUS.
Według niej organizacja pracy w Zakładzie szwankuje już od 1999 r., kiedy uruchamiano wielką reformę emerytalną (każdemu płatnikowi założono osobne konto). Rozpoczęto wcielać nowe rozwiązania w systemie, bez żadnych testów.
- Nadgodziny powinny być sygnałem, że coś w pracy ZUS należy zmienić - mówi Borkowska. - Pracuję w inspektoracie w Chełmie. Człowiek składa nam wniosek o emeryturę, ale to nie my podejmujemy decyzję. Dokumenty musimy wysyłać do oddalonego o ponad 100 kilometrów oddziału w Biłgoraju. Cierpi na tym też przyszły emeryt, bo często musi te ponad 100 kilometrów jechać do Biłgoraja. Ten obieg dokumentów można by skrócić.
Potwierdza to Beata Wójcik, szefowa związku zawodowego pracowników ZUS. - Przyznaję, to m.in. kwestia organizacji pracy. O tym problemie od dawna rozmawiamy z pracodawcą.
Że Zakład powinien działać sprawniej, przekonany jest również Jeremi Mordasewicz, członek rady nadzorczej ZUS. Zwłaszcza że w ciągu ostatnich 13 lat ZUS wydał na swój system informatyczny 3 mld zł!
Zdaniem Mordasewicza skoro zainwestowano w niego tak duże środki, to liczba nadgodzin musi w przyszłości spadać, a efektywność pracowników rosnąć z roku na rok.
Informatyzacja powinna też oznaczać redukcje zatrudnienia. Rząd już w 2010 r. zaproponował, żeby w instytucjach publicznych, w tym ZUS, zwolnić 10 proc. załogi.
Prezydent Bronisław Komorowski posłał jednak ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. - 10 proc. to za dużo. Zamiast oszczędności przyniesie to jeszcze większe straty. Nadgodziny pochłoną więcej niż pensje zwalnianych - dodaj Mordasewicz. Według niego zwolnienia w ZUS mogłyby objąć 3 proc. pracowników rocznie.
Związkowcy uważają, że jakiekolwiek zwolnienia nie poprawią sytuacji ZUS. W 2010 r. napisali specjalny list do premiera ostrzegający, że 10-proc. zwolnienia mogą spowodować, że Zakład nie będzie w stanie rozpatrywać na czas wniosków o emeryturę czy rejestrować składek.
Kiedy Zakład będzie bardziej efektywny?
Nie wiadomo. Urzędujący od ponad roku prezes Zbigniew Derdziuk wdrożył niedawno - co jest rzadkością w publicznych instytucjach - ranking oddziałów, bazując m.in. na prędkości załatwiania spraw oraz jakości wydanych decyzji. Ma on zachęcić pracowników do większego wysiłku.
Na razie najlepszym oddziałem ZUS w kraju jest ten w Zielonej Górze. Ostatni jest Chrzanów.
PIP stwierdziła, że sprawie nadgodzin się "przyjrzy".
ZUSowskie nadgodziny w liczbach PIP w 2010 r. skontrolowała przestrzeganie czasu pracy u 636 pracodawców.
• u 271 (43 proc.) nałożono mandaty lub skierowano wnioski do sądu;
• u 69 (11 proc.) stwierdzono wykroczenia, ale skończyło się na pouczeniach
Rekordziści - kierowcy mieli (według innych badań) nawet po 850 godzin nadliczbowych w roku.