Biznes Ludzie Pieniądze

Aleksander Łukaszenka tresuje zachodnich inwestorów

Andrzej Poczobut, Grodno
04.02.2011 , aktualizacja: 04.02.2011 18:17
A A A Drukuj
Białoruski dyktator grozi sankcjami zagranicznym inwestorom. - Jeżeli nie wykonacie moich zadań, więcej na białoruskim rynku pracować nie będziecie - grzmi Aleksander Łukaszenka.
Aleksander Łukaszenka ogłosił 2011 rok rokiem przedsiębiorczości. Według niego właśnie prywatna inicjatywa ma wyciągnąć z kryzysu przestarzałą białoruską gospodarkę. Szczególną rolę w tym władze Białorusi oddają zagranicznym firmom i inwestycjom. Jednak białoruski przywódca chce zachować prawo decydowania, jak ma działać konkretna firma zagraniczna. W czwartek prezydent zorganizował naradę dotyczącą produkcji mleka. Oprócz najwyższych urzędników państwowych uczestniczyli w niej przedstawiciele prywatnego biznesu, m.in. kierownictwo zagranicznej francusko-rosyjskiej kompanii Danon-Junimilk, która w ciągu ostatniego roku utworzyła dwa przedsiębiorstwa zajmujące się produkcją i przetwórstwem białoruskiego mleka. Aleksander Łukaszenka ostro zaatakował kierownictwo firmy, zarzucając mu działanie wyłącznie w swoim interesie i zaniedbywanie państwa.

- To Białoruś powinna otrzymywać maksymalne korzyści! - oświadczył Łukaszenka i zażądał, by Danon-Junimilk rozpoczęła przetwórstwo mleka, które przyniesie do budżetu państwa większe dochody w postaci podatków, a nie ograniczała się wyłącznie do jego eksportu. Łukaszenka chce, żeby, przynajmniej na początkowym etapie działalności, każdy zagraniczny inwestor więcej dawał państwu i pracownikom, niż zarabiał. Jednak według dyktatora inwestorzy nastawieni są od razu na zysk.

- Myśleliście, że prezydent sobie gada, a wy samodzielnie będziecie coś robić? Pomyliliście się! - oświadczył Łukaszenka i zagroził kompanii, że jeżeli nie wykona jego rozporządzenia, zostanie pozbawiona możliwości pracy na rynku.

- Ja wiem o was wszystko. Wiem nawet, co myślicie, jak dzielicie swój zarobek, ile otrzymali wasi przedstawiciele na Białorusi. Wiem nawet, gdzie skierowaliście swoje pieniądze - grzmiał Łukaszenka.

Od razu po naradzie u prezydenta Komitet Kontroli Państwowej, który zajmuje się kontrolowaniem działalności gospodarczej, oświadczył, że ma poważne pretensje do Danon-Junimilk.

- To jest tradycyjne zachowanie resortów kontrolujących działalność przedsiębiorców. Teraz oni będą zmuszać Danon-Junimilk, aby wykonała życzenie Łukaszenki. Każdy, kto inwestuje na Białorusi, powinien sobie zdawać sprawę, gdzie trafił - powiedział "Gazecie" Anatol Szumczenka, lider zjednoczenia przedsiębiorców Perspektywa.

Nie jest to pierwszy wypadek, kiedy Aleksander Łukaszenka wtrąca się w działalność prywatnych przedsiębiorstw. 25 października na przedsiębiorstwie wybuchł pożar, w wyniku, którego zginęło 14 osób. 3 stycznia Łukaszenka wydał rozporządzenie, podporządkowując prywatne przedsiębiorstwo Pinskdrew państwowemu koncernu Bellesprombud. Tydzień po tej decyzji koncern wymienił dyrektora Pinskdrewu. Akcjonariusze przedsiębiorstwa zostali postawieni przed faktem dokonanym i nie mieli w tej sprawie nic do powiedzenia.

- To jest absurd. To faktycznie nacjonalizacja własności naszych akcjonariuszy - oburzał się były dyrektor Pinskdrewu Łoran Arinicz.

- Podobne działania wobec inwestorów oraz brak gwarancji praw własności działają odstraszająco. Poważne firmy, wiedząc o podobnym klimacie, po prostu unikają Białorusi - powiedział "Gazecie" ekonomista Leanid Zaika, szef analitycznego centrum Strategia.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów