Oburzenie rodziców oraz różnego rodzaju grup ochrony praw konsumenta budzą ostatnio tzw. "in-app purchases", czyli możliwość mikropłatności z poziomu aplikacji. W praktyce oznacza to, że ściągnięta za darmo
gra, na przykład ze sklepu
Apple'a iTunes, już po zainstalowaniu pobiera opłaty za dodatkowe funkcje czy pakiety. Nie wszyscy klienci, nie tylko dzieci, ale także dorośli, zdają sobie sprawę, że kupując w grze różne przedmioty, wydają prawdziwe pieniądze.
"The Washington Post" opisuje historię ośmioletniej Madison, której rodzice dzień po zainstalowaniu aplikacji dostali wiadomość od Apple'a o rachunku na 1,4 tys. dol. za korzystanie z
gry Smurfs' Village (Wioska Smerfów). Według opisu gry jest ona odpowiednia dla dzieci już od czwartego roku życia.
Producenci gier oraz samo Apple tłumaczy, że do dokonania zakupu w czasie grania potrzebne jest hasło i jeśli dzieci z przyczyn nieuwagi rodziców je znają, to koncern nie ponosi odpowiedzialności. Firma przypomina również, że rodzice mogą zmieniać hasło w dowolnym momencie korzystania z aplikacji oraz ustawić ograniczenia na dokonywanie transakcji.
Zdaniem rodziców jednak sprawa ustawień nie jest taka jasna i prosta. Do tego koszty dodatkowych funkcji bywają bardzo wysokie, przykładowo za wózek smerfojagód należy zapłacić 99 dol. Krytycy zwracają też uwagę na to, że po zalogowaniu Apple daje aż 15 min na zakupy bez ponownej konieczności wprowadzania hasła. Jeśli dziecko korzysta z iPhone'a lub iPada zaraz po rodzicach nie ma żadnego problemu z dokonaniem zakupu.
"The Washington Post" zwraca uwagę, że kilka pojedynczych przykładów, takich jak ośmioletniej Madison, przekonało producentów gier do umieszczania ostrzeżeń, że przedmioty w grze kupowane są za prawdziwe pieniądze. Apple przypomina też, że w pewnych przypadkach zwrócił jednorazowo koszty zakupów. Mimo skarg i uwag rodziców in-app purchases biją rekordy popularności zarówno w Ameryce, jak i w Europie. Po Apple'u w tym tygodniu uruchomienie takich mikropłatności planuje
Google na swoim systemie Android.