Pod znakiem zapytania stanęła realizacja zapowiadanej przez amerykańskiego prezydenta Baracka Obamy sieci kolei dużych prędkości w USA. Wydanie 8 mld dol. na ten cel w latach 2011-12 mogą zablokować szukający oszczędności budżetowych Republikanie
Prezydent Barack Obama wytoczył wizję budowy sieci kolei dużych prędkości w Stanach Zjednoczonych. - By przyciągnąć nowe biznesy, potrzebujemy szybszych i bardziej niezawodnych metod przemieszczania ludzi, towarów i informacji - od szybkich pociągów do szybkiego internetu - mówił Obama pod koniec stycznia.
Obama zaproponował, by 80 proc. Amerykanów mieszkających na najbardziej zurbanizowanych obszarach Ameryki w ciągu 25 lat miało dostęp do szybkich pociągów. - Kraje w Europie i Rosja inwestują więcej w drogi i kolej niż my. Chiny budują szybszą kolej i nowocześniejsze lotniska - argumentował Obama.
Wiceprezydent Joe Biden przedstawił kilka dni temu sześcioletni plan rozbudowy sieci kolei dużych prędkości wart w sumie 53 mld dol., 8 mld dol. miało być przeznaczone na projekty kolejowe w ciągu pierwszego roku. Na czym polega plan? W większości na podwyższeniu prędkości pociągów na już zbudowanych liniach kolejowych do 200 km/godz. Ale powstałyby także nowe linie, po których pociągi mogłyby jeździć nawet 350 km/godz. Chodzi m.in. o linie w Kalifornii, w okolicach Chicago czy łączące największe miasta na Florydzie.
Część projektów jednak stoi pod znakiem zapytania. W zeszłym roku deficyt budżetowy w USA sięgnął aż 1,7 bln dol., a dług publiczny przekroczył już rekordowe 14 bln dol. Problemy budżetowe mają poszczególne stany. Nic dziwnego, że w stanach Ohio i Wisconsin nowi republikańscy gubernatorzy oznajmili, że wycofają publiczne pieniądze na projekty kolejowe. W Wisconsin gubernator cofnął przyznane wcześniej 810 mln dol. na połączenie Milwaukee i Madison. Ucierpiał na tym hiszpański producent taboru Talgo, który już szykował się do produkcji składów mających jeździć po tej linii.
Wydawanie publicznych pieniędzy na unowocześnianie kolei na mocno obłożonej linii Boston - Nowy Jork - Waszyngton obsługiwanej przez państwowy Amtrak krytykuje John Mica, republikański szef Izby Reprezentantów. - System kolejowy Amtrak przypomina sowiecki. To nie jest droga do zapewnienia nowoczesnego i efektywnego kolejowego systemu transportowego - powiedział Mica.
Innego zdania jest Andy Kurz, prezydent amerykańskiego stowarzyszenia kolei dużych prędkości. Jego zdaniem podejście Republikanów zatrzyma powstawanie nowych miejsc pracy, zwiększy zanieczyszczenie powietrza i spowoduje większe zatłoczenie na lotniskach. - Wydajemy setki miliardów dolarów na inne środki transportu. Szybka kolei oferuje największą mobilność w stosunku do zainwestowanych pieniędzy - uważa Kurz.