Biznes Ludzie Pieniądze

Chińczycy budują Polskę

Wojciech Staszewski
14.02.2011 , aktualizacja: 13.02.2011 19:46
A A A Drukuj
Polak mieszkający za granicą zajmuje się najczęściej sprowadzaniem zagranicznych produktów do Polski, Chińczycy za granicą postępują odwrotnie - importują chińskie towary do swojego nowego kraju
Centrum handlu hurtowego w Wólce Kosowskiej pod Warszawą
Krzysztof Miller
Centrum handlu hurtowego w Wólce Kosowskiej pod Warszawą
Czuję się jak w Azji, chociaż to tylko kilkanaście minut jazdy od Warszawy. Przy wjeździe dostaję bilet parkingowy z chińskimi znaczkami, na workach z ubraniami kilku Chińczyków pali papierosy, a co chwila mijają mnie ludzie na hulajnogach. Niektóre hulajnogi mają przymocowaną drutami deszczułkę, żeby można było przewozić paczki.

Jestem w polskiej stolicy Chin - Wólce Kosowskiej. Gigantyczne targowisko z ubraniami, butami, bielizną, sprzedaż głównie hurtowa.

- Nihao - witam się chińskim "dzień dobry" z Felixem Wangiem z zarządu spółki GD Polska administrującej targowiskiem. Pytam o pracujących tu chińskich sprzedawców. Wcześniej z biura dostałem taką charakterystykę: "ostrożni, pracowici, zamknięci w sobie, nieufni".

- Chińczycy są tu właścicielami firm, obracają milionami złotych rocznie - mówi mi Felix Wang z zarządu spółki GD Polska administrującej chińskim targowiskiem. - Żyją raczej powyżej przeciętnego poziomu.

Po pierwsze - samochody. Te najlepsze, które widziałem na parkingu, należą do Chińczyków - zapewnia mnie Wang. Po drugie - mieszkania. Niektórzy mieszkają w Warszawie, metraż mają podobny do chińskiego - około 100-150 m, ale w Chinach na takiej powierzchni żyją wielopokoleniowe rodziny, w Polsce małżeństwo z jednym albo dwójką dzieci. A w samej Wólce dla Chińczyków trzy lata temu powstało osiedle domków jednorodzinnych.

Po trzecie - jakość. Żaneta, blond Polka, która pracuje w chińskim stoisku z tanimi butami, mówi, że jej szef - z polska nazwany Stefanem - chodzi wyłącznie w markowych ciuchach. - I to nie Adidas czy Nike, ale Lacoste czy Calvin Klein - podkreśla.

A kiedy czekam na rozmowę z Jianminem Huangiem w stoisku z bielizną, widzę, że cały sprzęt jest markowy. Mikrofalówka Panasonic, wieża Pioneer, ksero Hewlett-Packard, żadnych podróbek.

Sami wykwalifikowani

W pierwszej połowie ubiegłego roku wydano w Polsce 15,5 tys. zezwoleń na pracę dla cudzoziemców. Najwięcej dla Ukraińców (5 tys.). Ale drugim narodem na liście są Chińczycy - aż 2,6 tys.! Trzecie miejsce mają Wietnamczycy, a czwarte Białorusini - po blisko tysiąc zezwoleń.

Zadziwiająca jest struktura zatrudnienia według grup pracowniczych. Ukraina: jedna czwarta to robotnicy niewykwalifikowani, jedna czwarta - robotnicy wykwalifikowani. Kierownicy, doradcy i eksperci - tylko 5 proc. A Chiny? Mówiąc z pewną przesadą: sami dyrektorzy! Blisko jedna trzecia to robotnicy wykwalifikowani. Robotnicy niewykwalifikowani - zaledwie 5 proc. Kierownicy, doradcy, eksperci - to blisko jedna piąta.

Mów mi Janek

Jianmin Huang świetną polszczyzną omawia przez telefon ekspedycję partii tanich biustonoszy. Każe nazywać siebie Jankiem. Przyjechał do Polski w 1985 r. na studia, skończył SGPiS (dziś SGH), w 1993 r. otworzył firmę importującą towary z Chin.

- Znajomych mam i Polaków, i Chińczyków. Chińczycy są bardziej skromni.

- Skromni? Te wypasione samochody na parkingu to dowód skromności?

- I tak są skromni. Niektórzy robią tu interesy po dziesięć lat - Huang sugeruje, że mogliby sobie pokupować auta z kosmosu. - Chińczycy lubią nowoczesne rzeczy, dlatego wydają pieniądze na samochody, telewizory i komputery.

Huang opowiada, że jego chińscy znajomi pracują po 12 godzin dziennie, kiedy stoiska są zamknięte, załatwiają jeszcze sprawy handlowe przez telefon. Huang jest w Polsce z żoną (Chinką) i dwójką dzieci: - One mają podwójne życie. W szkole mówią po polsku, w domu po chińsku. Książki czytają po polsku.

Dbają o higienę i porządek

Łatwiej Chińczykowi zatrudnić Polaka niż rodaka. Nie musi mu zapewniać zakwaterowania ani wyżywienia, gwarantować przelotów do kraju i jeszcze starać się o zezwolenie na pracę. Jeśli zatrudniają swoich, to przeważnie rodzinę.

Starsza Chinka w stoisku z butami słabo zna polski, wskazuje głową na starszą Polkę, która na kanapie przewija małe chińskie dziecko. - To synek szefowej - wyjaśnia mi Polka - a rozmawiał pan z jej mamą. Nie mogę rozmawiać, póki szefowa nie wróci.

Po przeciwnej stronie alejki w innym stoisku z butami za komputerem siedzi długowłosa Żaneta.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    96 głosów