Biznes Ludzie Pieniądze

Czy na giełdzie energii ktoś manipuluje cenami?

Rafał Zasuń
18.02.2011 , aktualizacja: 17.02.2011 20:21
A A A Drukuj
Po co ktoś miałby manipulować transakcjami na giełdzie energii? Powody mogą być dwa - grupy energetyczne chcą kupować prąd wyłącznie "u siebie" oraz dostać wyższe rekompensaty z budżetu państwa za rozwiązanie tzw. kontraktów długoterminowych.


Najważniejszym śladem manipulacji na giełdzie jest notatka napisana dla potrzeb Towarzystwa Obrotu Energią. Opisuje wydarzenia z 15 listopada 2010 r. "W ostatnich trzech minutach notowań ciągłych cena została obniżona w 6 transakcjach ze 193,7 do 191,8 zł za megawatogodzinę" - czytamy. Siódma transakcja obniżyła cenę do 191,50 zł. Pół godziny później odbywał się na giełdzie przetarg na dostawę 100 MW mocy, wart grubo ponad miliard złotych. I organizująca przetarg firma chcąca kupić prąd wyznaczyła cenę akurat na 191,50 zł. Aukcja została "przybita", był tylko jeden chętny sprzedać energię po takiej cenie. I nic dziwnego - gdyby w tym samym czasie sprzedawał ją na rynku, zarobiłby prawie 1,8 mln zł więcej. W tym samym czasie na rynku cena wzrosła już do 193 zł.

Ta transakcja była najbardziej podejrzana, ale zdaniem traderów, z którymi rozmawialiśmy, poszlak świadczących o manipulacji jest więcej. - Trzeba wyjaśnić m.in., dlaczego jest tak dużo aukcji zakupowych (organizowanych przez kupujących, czyli tzw. spółki obrotu energią), a tak mało sprzedażowych (organizowanych przez elektrownie). Obowiązek sprzedaży przez giełdę albo na przetargach nałożono na elektrownie, teoretycznie więc im powinno zależeć bardziej niż kupującym. Tymczasem zorganizowano zaledwie kilka przetargów sprzedaży, z czego żaden nie doszedł do skutku. - Też się zastanawiam, dlaczego tak jest - mówi Grzegorz Onichimowski, prezes Towarowej Giełdy Energii.

Sprawę aukcji bada też Urząd Regulacji Energetyki, który podejrzewa, że grupy, organizując je, obchodzą obowiązek sprzedaży prądu przez giełdę. - Ja nie widzę w tym sensu - dziwi się Onichimowski. - Przecież różnice między cenami na aukcjach a cenami na rynku są minimalne.

Onichimowski przyznaje też, że duża ilość transakcji na giełdzie odbywa się w ciągu kilku sekund. Zdaniem traderów świadczy to o tym, że są ustawiane. - Może tak być. Ale możliwe też, że działa jakiś program komputerowy - sugeruje prezes giełdy. Żaden z pytanych przez nas traderów nie słyszał jednak o programie zrobionym specjalnie dla giełdy energii. - Czegoś takiego nie ma na rynku - tłumaczą.

Po co ustawiać transakcje? - Szefowie państwowych grup chcą mieć gwarancję, że ich spółki obrotu kupują w należących do nich elektrowniach. Moim zdaniem nie ma to większego sensu ekonomicznego, ale może po prostu boją się, że jak puszczą wszystko na żywioł, to ceny spadną.

Manipulując ceną na giełdzie, mogą też liczyć na dodatkowy bonus. Część państwowych elektrowni dostaje rekompensaty z budżetu państwa za rozwiązane z powodu decyzji Komisji Europejskiej kontrakty długoterminowe. Im niższa cena sprzedaży, tym większa rekompensata. Najbardziej korzystny schemat jest więc dla nich taki - elektrownie sprzedają prąd wchodzącym w skład grupy spółkom obrotu po stosunkowo niskiej cenie, żeby dostać więcej z budżetu. Następnie spółki obrotu sprzedają prąd firmom i gospodarstwom domowym już po cenie rynkowej. Obowiązek sprzedaży przez giełdę wprowadzono właśnie po to, żeby uniknąć takiego mechanizmu. Czy się udało? Dowiemy się, kiedy URE przedstawi raport w tej sprawie. Nie wiadomo jednak, na ile będzie on kompletny bez danych z giełdy.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów