Zapchała mi się w kuchni rura. Zapchała się tak solidnie, że trzeba było szukać fachowca. Gorączkowo zacząłem przeszukiwać w pamięci wszystkie słupy ogłoszeniowe na osiedlu - no bo gdzie znaleźć dobrego hydraulika na już? Byłbym tak przeczesywał komórki pamięci dłużej, gdybym nie przypomniał sobie, że kiedy podpisywałem aneks do umowy o prowadzenie konta, konsultantka z banku mówiła coś o tym, że podpina mi do konta usługę assistance.
Jeśli w ramach polisy komunikacyjnej mam assistance i na drodze zabraknie mi paliwa albo auto się zepsuje - dzwonię na infolinię i po godzinie pojawia się laweta, ściągając mnie z drogi do najbliższej stacji benzynowej, serwisu lub warsztatu. Za darmo. Czyżby w banku było tak samo?
Wziąłem do ręki bankowe papiery i okazało się, że istotnie: jest tam podany numer, pod którym można uzyskać pomoc w każdej sprawie. Dzwonię, odpowiadam na kilka pytań w sprawie konta (nazwisko panieńskie matki i takie tam...), a potem wyłuszczam problem. Pani po drugiej stronie obiecuje, że zorganizuje hydraulika. Wow! Po 10 minutach oddzwania i umawia wizytę. Nie zdążyłem jeszcze otrząsnąć się z szoku, a już słyszę telefon do drzwi.
Hydraulik. Właściwie dwóch. Ale nie takich zwykłych. Jeden w garniturze i pod krawatem. Ani chybi menedżer do spraw hydraulicznych. Drugi taki normalniejszy, choć też w ponadprzeciętnie czyściutkim, wyprasowanym uniformie. Menedżer dziarsko zabrał się do zarządzania teamem, a team rzucił się do rury. Ten od zarządzania teamem dodatkowo zajmował mnie intelektualną dysputą na tematy bieżące. Z rurą uporali się w pół godziny. Przed wyjściem posprzątali. Nie chcieli gotówki, ale zostawili numer konta i rachunek za zużyte materiały.
Ja nadal w szoku, gdy za chwilę telefon. Dzwoni pani z banku i pyta, czy hydraulik był i czy jestem zadowolony z usługi. I gdybym kiedyś potrzebował, żeby ktoś mi zrobił zakupy, popilnował dziecka albo kupił bilet na samolot, to oni są do mojej dyspozycji. Zacząłem się zastanawiać, czy to nie są aby jakieś żarty. Mam zwykłe konto i zwykłą kartę. Może trochę wyższy osad niż przeciętny klient, ale VIP-owskich rachunków od zawsze unikałem. Właściwie od czasu, gdy przed laty zauważyłem, że w PKO BP kolejka do mojego VIP-owskiego okienka jest dwa razy dłuższa niż do zwykłego.
Ta przygoda działa się ze dwa-trzy lata temu i było to moje pierwsze doświadczenie związane z bankowym assistance. Dziś ma je w ofercie już niemało banków. Mało kto z nas zdaje sobie w ogóle sprawę, że taką usługę ma podpiętą do konta lub karty. Co więcej, dziś można mieć w cenie konta zarówno usługę assistance, jak i concierge. Jaka jest różnica? Assistance to kompleksowa pomoc, za którą klient nie powinien płacić (wyłączając wartość części lub surowców zużytych do naprawy zepsutego sprzętu). Concierge (albo spolszczając: konsjerż) to taki prywatny służący, który co prawda zorganizuje pomoc w każdej sprawie, ale rachunek za dojazd i samą usługę trzeba pokryć już samodzielnie.
W obu przypadkach pomoc takiego asystenta pozwala zaoszczędzić dużo czasu. Zepsuła mi się pralka, a w serwisie producenta powiedzieli, że przyjadą dopiero za tydzień. Dzwonię do konsjerża i proszę, żeby zorganizował kogoś do tej pralki. Na drugi dzień przyjeżdża pan z małego serwisu, o którego istnieniu nie wiedziałem, i naprawia pralkę za 180 zł. Ten z serwisu firmowego wziąłby pewnie z 500 zł.
Jestem na drugim końcu Polski, okropna burza, nie mogę się dodzwonić po taksówkę, bo wszystkie zajęte. Dzwonię do konsjerża i mówię, że potrzebuję samochodu, bo jestem tu i tu. Po 25 min taksówka podjeżdża pod bramę. Myślę o wyjeździe nad morze. Dzwonię do konsjerża i proszę o przygotowanie kilku ofert. Hotel ma mieć tyle a tyle gwiazdek, chcę jechać w takim a takim terminie. Następnego dnia dostaję prezentację z ofertami.
Oczywiście, zdarzają się też wpadki. Kiedyś miałem fantazję, żeby zamówić pizzę z dostawą do domu. Z restauracji, która pizzy z dostawą nie sprzedaje. Więc zadzwoniłem do konsjerża i powiedziałem, że chcę mieć za dwie godziny taką a taką pizzę z takiej a takiej restauracji pod takim a takim adresem. I miałem, ale była to najdroższa pizza świata, bo konsjerż wystawił rachunek na 250 zł. Podobno tyle kosztowała taksówka, która musiała przewieźć pizzę z centrum Warszawy do jednej z dzielnic na północy. Oczywiście ktoś mnie naciągnął, ale za lenistwo trzeba płacić.
Usługi typu assistance lub concierge można mieć, nie tylko będąc klientem indywidualnym. Mogą z nich skorzystać także firmy. Jeden z banków oferuje konto firmowe razem z... pomocą prawną. Firma ubezpieczeniowa, która jest tu pośrednikiem, pokryje koszty porady prawnej, którą klient banku chciałby zasięgnąć w dowolnej sprawie.
Polisa zawiera też opcje pokrycia kosztów reprezentowania interesów klienta banku w procesie sądowym (wynagrodzenie prawnika, kosztów sądowych wszystkich instancji, kosztów postępowania egzekucyjnego itp.), ubezpieczyciel zapłaci też za obronę klienta banku przed sądem w postępowaniach karnych i sprawach o wykroczenie (oczywiście tylko wtedy, jeżeli było ono nieumyślne) czy za dochodzenie różnego rodzaju odszkodowań. Problemem jest tylko cena - 100 zł miesięcznie za konto z prawnikiem w pakiecie to bardzo dużo.
Są też banki, które do swojego pakietu kont dołączają tzw. office assistance, czyli pomoc w rozwiązaniu problemów, które drobny przedsiębiorca może napotkać, prowadząc swoje firmowe biuro. Kiedy zepsuje się drukarka, komputer czy sieć bezprzewodowa, nie trzeba będzie wzywać specjalisty. Wystarczy, że klient skontaktuje się z infolinią i poprosi o przysłanie pomocy, która za darmo rozwiąże problem.
W pakiecie znajduje się również pomoc techniczna hydraulika, ślusarza czy specjalisty od systemów alarmowych oraz pomoc medyczna, która przewiduje opiekę lekarską, transport medyczny czy nawet pomoc rehabilitanta. Elektryk, ślusarz i specjalista od alarmów pojawią się za darmo w firmie najwyżej dwa razy w jednym roku ubezpieczeniowym, tak samo jak informatyk lub serwisant sprzętu biurowego. Wartość napraw nie może przekroczyć 500 zł w ciągu roku. Ale i tak uważam, że to świetny pomysł na dopieszczenie drobnych przedsiębiorców, którzy często są w bankach traktowani trochę po macoszemu.
Im bardziej jesteś zabiegany, tym bardziej powinieneś przejrzeć swoje bankowe papiery albo po prostu zadzwonić do banku i sprawdzić, czy jesteś objęty jakimiś usługami typu assistance i concierge. Długo nie miałem do nich zaufania, ale przekonałem się na własnej skórze, że pozwalają zaoszczędzić dużo czasu.