Biznes Ludzie Pieniądze

Jaki będzie nowy budżet Unii?

Janusz Lewandowski, unijny komisarz ds. budżetu
25.02.2011 , aktualizacja: 24.02.2011 21:30
A A A Drukuj
Słowo "reforma" wróciło do słownika politycznego Europy. Syta, ale stagnacyjna Europa zaczyna rozumieć, że trzeba na nowo odnaleźć się w realiach XXI wieku - mówi "Gazecie"
Janusz Lewandowski
Janusz Lewandowski
Tomasz Bielecki: Europa się rozdwaja. Na lutowym szczycie UE postanowiono zacieśnić współpracę w strefie euro. Czym grożą Unii Europejskiej "dwie prędkości"?

Janusz Lewandowski, komisarz UE ds. budżetu: Stało się. Unia Europejska zaprojektowana była na dobrą pogodę w gospodarce, a teraz uzbraja się na złą pogodę. Niestety, jest to pilniejsze i łatwiejsze w gronie krajów euro. Naprawa strefy euro może radykalnie zmienić jej wewnętrzne reguły, ingerując głęboko w politykę gospodarczą, a nawet społeczną 17 uczestników wspólnej waluty. Taką cenę dyktują Niemcy jako warunek rozciągnięcia parasola ochronnego nad zagrożonymi krajami.

Domykanie się strefy euro w sposób, który nie śnił się twórcom wspólnej waluty, to nie jest żadna złośliwość wobec krajów spoza unii walutowej. Po prostu UE wyciąga wnioski z kryzysu. Stąd dodatkowa misja polskiej prezydencji - by nasza "druga prędkość" nie oddaliła nas od strefy euro!

Na naszych oczach rodzi się Europa innej solidarności niż ta, która obfitowała kiedyś miliardami euro dla Portugalii, Hiszpanii czy Grecji poprzez wypłaty z budżetu europejskiego.

Teraz powstaje nowy mechanizm "solidarności kryzysowej". Różni się on tym od "solidarności budżetowej", iż jest wymuszony przez okoliczności. Uzgadniany aktualnie trwały fundusz stabilizacyjny strefy euro jest wielokrotnością budżetu UE. Niemiecki podatnik słyszy, że Niemcy będą musiały włożyć 200 mld euro do funduszu, który powstanie w 2013 r. To zupełnie inna skala niż niemiecka składka do europejskiego budżetu, która w roku 2010 wyniosła 23 mld euro. A jeszcze słyszy, że potrzebne są awaryjne pieniądze dla krajów arabskich przeżywających swoją "wiosnę ludów"...

Czy jest ryzyko, że np. niemiecki wyborca zechce przesunięcia niemieckich pieniędzy z budżetu UE na rzecz "solidarności kryzysowej" w strefie euro?

- Tak, na tym polega mój kłopot z obroną solidnego budżetu Unii w epoce kryzysu i powszechnych oszczędności. Zwłaszcza że bogate kraje są ciągle pouczane przez media, iż szczodra akcja ratunkowa może być najbardziej potrzebna tym regionom, które wcześniej najwięcej czerpały z budżetu UE. Podatnik holenderski czy niemiecki może poczuć się zmęczony płaceniem na dwa fronty. Dlatego jako komisarz UE ds. budżetu bardzo potrzebuję teraz mocnych dowodów na to, że pieniądze z budżetu UE przekazywane do Europy Środkowo-Wschodniej są skuteczne - rośnie tam siła nabywcza, możliwości inwestycyjne i szanse handlowe; słowem, jest to dobry biznes dla Zachodu. Akurat Polska jest tu dobrym wzorem. Mam nadzieję, że i Bułgaria czy Rumunia zdążą na czas z argumentami na rzecz polityki spójności.

Co Polska może zrobić, by zapobiec dalszemu rozdwajaniu się UE?

- Donald Tusk jest obecnie najbardziej słuchanym orędownikiem Unii 27 krajów. Mówi za Polskę i inne kraje spoza strefy euro. Polska ma prawo uczestniczyć w reformie unii walutowej, bo przecież wspólna waluta jest naszą przyszłością. A plany reformy sięgają głęboko w istotę wspólnego rynku, którego udziałowcami są wszyscy. Byle tylko inne kraje broniły wspólnego interesu, a z naszego kraju nie docierały rojenia wodza opozycji o złotówce jako "trzeciej walucie rezerwowej", bo ośmieszają Polskę nie mniej niż tropienie gejowskich skłonności teletubisiów w epoce IV RP.

Głęboka naprawa strefy euro nie jest skazana na sukces pomimo niemieckiej determinacji, ponieważ mocno narusza zróżnicowane, narodowe interesy. Powinniśmy jednak życzyć dobrze tym wysiłkom, bo chcemy wstąpić do klubu, który jest źródłem wzajemnej wiarygodności, a nie kłopotów. Dlatego trzeba uparcie trzymać "nogę w drzwiach", co doskonale rozumie Warszawa.

Walczyć także w Parlamencie Europejskim?

- Niestety, w europarlamencie boksujemy jedną ręką. Nie mamy takiej siły, na którą wskazywałaby demografia i wielkość kraju. Bowiem część europosłów zajmuje się pisaniem blogów, złożeniem podpisu, by otrzymać dietę, i możliwie szybkim powrotem do telewizji w kraju. Niektórzy mogli nie zauważyć, że są w frakcji razem z angielskimi torysami, którzy chcą ciąć europejski budżet, gdzie popadnie, a także blokują uruchomienie Funduszu Solidarności dla Polski i pięciu innych krajów po powodziach 2010 r. To się nigdy wcześniej nie zdarzyło! To zresztą znak czasu - rozmowa o pieniądzach staje się coraz trudniejsza, a przecież rozpoczyna się batalia o finanse europejskie po roku 2013.

Kiedy będzie gotowy budżet na lata 2014-20?

- Wierzę, że uda się uchronić traktatowe prawo Komisji Europejskiej do przedstawienia projektu budżetu pomimo upartych zakusów niektórych krajów członkowskich, które chciałyby wcześniej dyktować swoje warunki.

Przedstawimy projekt pod koniec czerwca, więc na prezydencję Polski spadnie rozpoczęcie negocjacji, które będą ostre i nie skończą się szybko. To trochę niewygodne, bo wedle unijnego obyczaju Polska jako kraj przewodzący Radzie UE nie powinna eksponować swego stanowiska, a jest przecież głównym rzecznikiem solidarnej Europy i solidarnego budżetu. Upragnionym celem jest porozumienie w połowie 2012 r. (za duńskiej prezydencji). Tylko wtedy - po kilkumiesięcznych negocjacjach z Parlamentem Europejskim - będziemy gotowi zdążyć z programami wieloletnimi przed datą zero, czyli styczniem 2014 r.

Czy przetrwa w budżecie silna polityka spójności, z której tak bardzo korzysta Polska? Nadal będzie finansować autostrady, a nie np. infrastrukturę internetową?

- Chcemy przeznaczyć na politykę spójności jedną trzecią budżetu UE po roku 2013. Długość nowej perspektywy finansowej jest wciąż sprawą sporną. [Obecny budżet wieloletni UE jest obliczony na siedem lat, ale nie jest pewne, czy po 2013 r. będzie tak samo. Wysuwane są pomysły budżetu 5- lub10-letniego]. Nastąpi oczywiście stopniowe przesunięcie pieniędzy [coraz większe transfery z budżetu UE] do nowych krajów członkowskich UE. Aby jednak ocalić spójność, jako trwały filar europejskiego budżetu, trzeba w niej widzieć europejską politykę rozwojową i główne narzędzie wspomagania Europy konkurencyjnej, innowacyjnej i wrażliwej na ochronę środowiska, a nie tylko jałmużnę dla ubogich kuzynów ze Wschodu. O przeznaczeniu pieniędzy w ramach ustalonego kierunku jazdy powinny decydować władze krajowe, regionalne i lokalne. Akurat w Polsce wciąż potrzebne są inwestycje zbliżające nas komunikacyjnie do Europy.

Co z dopłatami rolnymi?

- Polski rolnik powinien dostać więcej do hektara, niż dostaje teraz. Musimy zmniejszyć różnice w dopłatach rolnych, które nie są uzasadnione ani kosztami produkcji, ani kosztami utrzymania. Dopłata na Łotwie to 95 euro, a w Belgii - 462 euro. Polska ze stawką 214 euro jest bliżej unijnej średniej, dwukrotnie powyżej dopłat bezpośrednich w krajach bałtyckich. Różnice idą zresztą w poprzek podziału UE na nowe i stare kraje, bo na przykład Anglicy czy Finowie są bliżej naszej stawki niż włoskiej czy holenderskiej. Zatem spłaszczenie różnic - tak, ale jednolita stawka dla wszystkich nie jest możliwa. Może być jedynie hasłem tych, którzy nie mają zielonego pojęcia o europejskim budżecie i warunkach osiągania politycznej zgody w gronie 27 krajów.

Czy zaproponuje pan nowe źródła dochodów UE, żeby zbilansować ten nowy budżet i z silną polityką spójności, i z dopłatami rolnymi?

- Życzeniem wielu ministrów finansów, oficjalnym lub nieoficjalnym, jest zmniejszenie lub zamrożenie składki do budżetu UE, bo rozpaczliwie zabiegają o zrównoważenie finansów krajowych. Przy spodziewanym spadku dochodów UE z ceł, wskutek liberalizacji handlu, zmusza nas to do szukania nowych źródeł dochodów. Pod koniec czerwca przedstawimy własne propozycje. Nie oczekuję oklasków. Jako liberał nie chcę, ale muszę!

Czy to może być na przykład podatek od działalności finansowej?

- Opodatkowanie sektora finansowego jest rozważane na forum G20 i zyskałoby poparcie w Europie, gdzie obwinia się sektor finansowy za obecny kryzys. Ma wady jak wszystkie propozycje. Podatek źle skonstruowany zachęcałby do przenoszenia aktywności finansowej poza UE. Ale to poważna kandydatura.

Czy jako liberał nie boi się pan, że europejscy wyborcy odrzucą plany reform w UE, które polegają na niełatwych cięciach w systemie państwa opiekuńczego, zaciskaniu pasa?

- Nie, bo słowo "reforma" wróciło do słownika politycznego Europy, odkąd zajrzał jej w oczy kryzys oraz globalne wyzwania. Syta, ale stagnacyjna Europa zaczyna rozumieć, że trzeba na nowo odnaleźć się w realiach XXI wieku, zamiast wspominać dawne przewagi. Na szczęście nie jest już tak, że reformatorzy muszą przegrywać wybory, jak to było z moim pokoleniem w 1993 r., chociaż reformy już wówczas wygrywały. Pociesza mnie przykład łotewskiego premiera Valdisa Dombrovskisa, który jasno postawił sprawię zaciskania pasa. Wyborcy docenili prawdę i na prawdę zagłosowali.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów