Wczoraj agencja Interfax i
dziennik "Wiedomosti" opublikowały informacje o cenach eksportu rosyjskiego gazu do głównych klientów Gazpromu w Europie Zachodniej oraz Turcji. W zeszłym roku Polska była czwartym co do wielkości importerem gazu z Rosji, za Niemcami, Turcją i Włochami. Ale płacimy drożej niż oni.
W 2010 r. za 1000 m sześc. rosyjskiego gazu płaciliśmy średnio 336 dol., a Niemcy i Finowie tylko 271 dol., Francuzi - 306 dol., a Brytyjczycy - zaledwie 191 dol. Gdyby Gazprom liczył od nas tyle, ile od Niemców, to w zeszłym roku na imporcie gazu z Rosji zaoszczędzilibyśmy niemal 600 mln dol. W czasie kryzysu to niebagatelna kwota.
Gazprom za swój gaz liczy drożej od położonych w pobliżu Rosji państw, które są zależne od rosyjskiego monopolu, niż od państw Europy Zachodniej, importujących gaz od kilku dostawców.
Zgodnie z kontraktem Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo mogło żądać od Gazpromu obniżki cen w 2009 r. W tym czasie z powodu kryzysu Gazprom dał rabaty większości klientów z Europy Zachodniej. PGNiG nie domagała się jednak obniżki cen, tłumacząc to negocjacjami nt. zwiększenia dostaw gazu z Rosji. O negocjacje w sprawie niższych cen PGNiG zwróciło się do Rosjan dopiero pod koniec zeszłego roku.
- Trzymam kciuki za PGNiG, ale nie sądzę, by udało się wynegocjować obniżkę cen od Gazpromu. To wymagałoby zmiany formuły ustalania ceny gazu, a to mało prawdopodobne - powiedział "Gazecie" Tomasz Chmal, ekspert z firmy analitycznej Instytut Sobieskiego.
Z powodu zamieszek w Egipcie i Libii polska strona traci argumenty w rozmowach nt. obniżek cen gazu. Bo z powodu zdarzeń na Bliskim Wschodzie od końca stycznia ceny ropy naftowej na świecie poszły w górę o jedną piątą, a od ceny ropy zależy cena gazu importowanego z Rosji. Dodatkowo w tym tygodniu wzrosły napięcia na rynku gazu, bo zawieszono eksport gazu z Libii do Włoch.
Rosjanie już chwycili wiatr w żagle. - Jesteśmy jednym z najbardziej stabilnych państw na świecie - mówił na początku tygodnia w wywiadzie dla "The Wall Street Journal" odpowiedzialny za energetykę wicepremier Igor Sieczin, podkreślając różnice między Rosją i Egiptem. A zaraz potem szef Gazpromu Aleksy Miller promował nowy rosyjski gazociąg South Stream. - Międzynarodowa sytuacja układa się w taki sposób, że projekt South Stream staje się jeszcze bardziej aktualny - powiedział po roboczym spotkaniu w ostatnią środę z prezydentem Francji Nicolasem Sarkozym.
W czwartek premier Rosji Władimir Putin starał się przekonać szefa Komisji Europejskiej José Manuela Barroso do zwolnienia Gazpromu z reform trzeciego pakietu energetycznego, które nie pozwalają producentom gazu zarządzać gazociągami i wymagają dopuszczenia konkurencji do rur. - Gazprom i jego niemieccy koledzy ułożyli rurę, a teraz nam mówią - wpuśćcie trzeciego uczestnika do konsorcjum. Jak go wpuścić? Dziurkę w rurze wywiercić? - ironizował Putin w czwartek w Brukseli na konferencji prasowej. - Trzeci pakiet nie dyskryminuje Rosji. Prosimy tylko rosyjskie firmy, aby przyjęły zasady obowiązujące wszystkie firmy w Europie - uciął Barroso. Jednak Moskwa nie składa broni. Rosjanie złożyli w Brukseli projekt przepisów o zwolnieniu z zasad wolnej konkurencji niemieckich odnóg bałtyckiego gazociągu Nord Stream - chociaż KE już dwa lata temu nie zgodziła się na to. Rzeczniczka KE Marlene Holzner powiedziała agencji AP, że kompromisy w sprawie Nord Streamu nie są już możliwe. Oficjalna decyzja ma zapaść do czerwca, a Moskwa liczy, że Bruksela zmieni zdanie.