W sobotę ponad tydzień temu zdominowana przez Republikanów amerykańska Izba Reprezentantów przegłosowała warte 61 mld dol. cięcia budżetowe w tym roku. To oznacza obcięcie planowanych wydatków o 14 proc. Republikanie obawiają się, że Stany Zjednoczone mogą podążyć drogą niektórych europejskich krajów, które popadły w kryzys zadłużenia. Dług publiczny USA przekroczył już 14 bln dol. i na początku kwietnia osiągnie poziom maksymalny wyznaczony na ten rok - 14,3 bln dol. Amerykańscy politycy mają dwa wyjścia - albo ograniczyć wydatki, jak proponują Republikanie, albo podwyższyć limit dopuszczalnego zadłużania, jak postulują Demokraci i Biały Dom.
„New York Times” opisuje na swoich łamach głosowanie sprzed tygodnia, które odbyło się o godzinie ... 4.30 nad ranem. - Mamy mandat od Amerykanów na cięcie wydatków - argumentowała republikańska kongresmenka Judy Biggert z Illinois. Cięcia przeszły stosunkiem głosów 235 do 189. Ale Demokraci, którzy mają większość w Senacie, już zapowiedzieli, że nie dopuszczą do tak drastycznego ograniczenia wydatków, a Biały Dom zagroził nawet wetem w tej sprawie.
Ostatni tydzień to nieustanna wymiana argumentów pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami zaciskania pasa. Dla Demokratów wodą na młyn był raport ekonomistów Goldman Sachs, którzy policzyli, że proponowane ograniczenie wydatków ograniczy wzrost amerykańskiego PKB o 1,5-2 pkt proc. w drugim i trzecim kwartale tego roku. Brytyjski „
Financial Times” cytuje demokratycznego senatora z Nowego Jorku Chucka Schumera: - Bezstronne badanie dowodzi, że propozycja Republikanów to recepta na powrót do recesji.
Ale
„Wall Street Journal” przytacza raport agencji Moody's, która grozi obniżeniem oceny wiarygodności kredytowej największej światowej gospodarki. Jeśli bowiem nie zostanie podwyższony limit zadłużania się, amerykański rząd może nie być w stanie pożyczyć pieniędzy na spłatę starego zadłużenia. Są też ekonomiści (szczególnie ci wspierający Republikanów), którzy sądzą, że szacunki Goldman Sachs są przesadzone. - Są za wysokie - ocenił cytowany przez gazetę „
Los Angeles Times” Douglas Holtz-Eakin, były szef biura budżetowego Kongresu. Jego zdaniem zaproponowane cięcia mogą obniżyć wzrost PKB o ... 0,2 pkt proc.
Nie ulega wątpliwości, że ewentualne cięcia w amerykańskim budżecie będą miały wyraźny wpływ na funkcjonowanie kraju. Zdaniem portalu internetowego rozgłośni radiowej
Voice of America zastrzelenie ostatnio dwóch amerykańskich agentów w Meksyku nasuwa pytania, jakie skutki mogą mieć cięcia dla walki z przestępczością zorganizowaną. Zdaniem rozgłośni ograniczone środki finansowe mogą znacznie utrudnić ochronę amerykańskiej granicy z Meksykiem i walkę z kartelami narkotykowymi.
Ta sama rozgłośnia przypomina też o poważnych konsekwencjach amerykańskich cięć za granicą. Stany Zjednoczone są bowiem największym dostawcą pomocy rozwojowej dla krajów najbiedniejszych - według OECD wydały na to w 2009 r. 28,8 mld dol. Cięcia mogą dotknąć m.in. inicjatywę PEPFAR walczącą w krajach Trzeciego Świata o życie dzieci, których matki są chore na AIDS. Mniej pieniędzy oznacza, że nie uda się pomóc około 20 tys. dzieci.
Walka o wysokość publicznych wydatków trwa już nie tylko w Waszyngtonie, ale coraz częściej przenosi się na grunt lokalny. Poszczególne amerykańskie stany mają bowiem poważne kłopoty ze zrównoważeniem swoich budżetów.
Portal internetowy telewizji
CNN opisuje cięcia w budżecie stanu Wisconsin, w którym dziura budżetowa sięga 3,6 mld dol. Gubernator Scott Walker zdecydował o zabraniu części praw związkom zawodowym, m.in. możliwości podpisywania układów zbiorowych regulujących wysokość płac czy przywileje. W odpowiedzi dziesiątki tysięcy osób wyszły na ulice stolicy stanu - Madison. Tymczasem podobne regulacje chcą wprowadzić inne stany. Gniew związków zawodowych rozprzestrzenia się więc po całych Stanach Zjednoczonych.