Inwestorzy z coraz większym przerażeniem obserwują niepokoje rozlewające się na kolejne państwa Afryki Północnej i Zatoki Perskiej. Po obaleniu reżimów nieco poprawiła się sytuacja w Tunezji i Egipcie, ale w Libii rozpoczęła się prawdziwa wojna domowa, a zamieszki są również np. w Omanie. Nic dziwnego, że w środę mocno zadrżały ręce inwestorów, którzy postanowili masowo pozbywać się akcji na arabskich giełdach.
Indeksy w Arabii Saudyjskiej, Katarze i Kuwejcie spadły do najniższego poziomu od sześciu lat, w Dubaju nawet od siedmiu. Największa arabska giełda w Rijadzie straciła 4 proc., a od początku roku jest na minusie już 20 proc. Gracze nie chcą mieć w portfelach firm np. powiązanych biznesowo z regionem: deweloperskich, turystycznych, logistycznych, ale część pozbywa się też akcji jak leci, bo obawiają się długotrwałej destabilizacji w krajach arabskich, co trwale obniży wartość wszystkich przedsiębiorstw.
Na razie niewiele pomaga postawa niektórych rządów arabskich, które ze strachu przed społecznymi rewoltami rozdają grube miliardy dolarów w formie zapomóg i dopłat, a także planują inwestycje w infrastrukturę mającą poprawić poziom życia obywateli.
Strach przed kryzysem w krajach arabskich rozhuśtał cenę ropy naftowej, która w zeszłym tygodniu kosztowała w Londynie nawet blisko 120 dol. za baryłkę. Inwestorzy boją się, że droga ropa podetnie globalny wzrost gospodarczy, dlatego w ostatnich dniach sprzedają akcje także na dojrzałych giełdach w USA, Azji i Europie. Skala spadków jest tam dużo niższa niż na rynkach arabskich, ale i tak wprowadza zamęt na rynku finansowym. W efekcie część wystraszonych graczy przerzuca kapitał na tradycyjnie bezpieczne lokaty, np. metale szlachetne. Z tego powodu cena uncji złota (31,1 gram) pokonała w tym tygodniu rekord wszech czasów z grudnia zeszłego roku na poziomie 1430 dol. Z kolei srebro jest najdroższe od trzech dekad - kosztuje blisko 35 dol. za uncję. Po raz ostatni srebro było tak drogie podczas irańskiej rewolucji islamskiej w 1980 r.
Do nowych
rekordów złota i srebra przyczyniło się też kolejne osłabienie kursu dolara. Inwestorzy boją się, że masowy dodruk dolarów przez Fed wywoła inflację. Dlatego pozbywają się "zielonych", w których handluje się surowcami oraz metalami szlachetnymi. Niechęć do dolara szczególnie widać po jego środowym najsłabszym historii kursie do franka szwajcarskiego uznawanego za bezpieczną walutę na trudne czasy. W efekcie u nas za franka płacono nawet aż 3,12 zł.