Biznes Ludzie Pieniądze

Trzynasty postulat

Wojciech Staszewski
08.03.2011 , aktualizacja: 11.03.2011 17:49
A A A Drukuj
30 lat minęło - i to równo - od wprowadzenia kartek na mięso. Opowieść o tym, jak chłop komunę obalił
Reglamentacja mięsa na kartki
Fot. ADM-MAREK LANGDA
Reglamentacja mięsa na kartki
Kolejka po mięso w sklepie mięsnym
Fot. Sławomir Sierzputowski / AG
Kolejka po mięso w sklepie mięsnym
W PRL profesja ekspedientki sklepu
mięsnego zaliczała się do najbardziej
wpływowych i intratnych. Na zdjęciu
kolejka z 1981 r. po wyrób
kiełbasopodobny
Fot. W. Pniewski/Reporter/Eastnews
W PRL profesja ekspedientki sklepu mięsnego zaliczała się do najbardziej wpływowych i intratnych. Na zdjęciu kolejka z 1981 r. po wyrób kiełbasopodobny
2,5 kg mięsa miesięcznie
przysługiwało
pracującemu umysłowo
dorosłemu Polakowi
Fot. W. Pniewski/Reporter/Eastnews
2,5 kg mięsa miesięcznie przysługiwało pracującemu umysłowo dorosłemu Polakowi
Kartki na mięso
Kartki na mięso
31 sierpnia 1980 r. w Gdańsku władza podpisuje porozumienie ze strajkującymi stoczniowcami - słynne 21 postulatów. Najważniejszy jest pierwszy - utworzenie wolnych związków zawodowych, to początek końca socjalizmu w całym bloku wschodnim. Ale jest też postulat 13.: "Wprowadzić na mięso i jego przetwory kartki bony żywnościowe (do czasu opanowania sytuacji na rynku)". - Nasza wyobraźnia nie sięgała wtedy urynkowienia gospodarki - zaznacza Henryk Wujec, wówczas działacz NSZZ "Solidarność" - tylko wolnych związków i kartek na mięso. I te postulaty władza realizowała, targi były tylko o wolne soboty.

Przez nieurodzaj roślin pastewnych

Właśnie wolne soboty to temat numer jeden "Trybuny Ludu" z początku 1981 r. Dopiero na czwartej stronie wydania z 1 lutego 1981 r. minister handlu wewnętrznego i usług Adam Kowalik przedstawia projekt "tymczasowego systemu reglamentowanej sprzedaży mięsa i masła".

Dzieciom od 1. do 9. roku życia mają przysługiwać 2 kg mięsa miesięcznie. Młodzieży w wieku 10-15 lat - 3,5 kg, zaś 16-20 lat - 4,2 kg. Kobietom ciężarnym i karmiącym oraz "mężczyznom bardzo ciężko pracującym" - 5 kg. "Mężczyznom ciężko pracującym" - 4 kg. Projekt nie wspominał o pracownikach umysłowych i kobietach - którym później przydzielono ok. 3 kg mięsa (wartości te ciągle się zmieniały).

Minister Kowalik chwali się, że po prowadzonych od listopada konsultacjach społecznych zwiększono pulę do reglamentacji z 1,1 do 1,23 mln ton - dzięki zmniejszeniu eksportu, zwiększeniu importu, "a także ograniczeniu o połowę dostaw dla gastronomii otwartej".

- Zdajemy sobie sprawę z ujemnych skutków reglamentacji. Wzrasta bowiem zagrożenie spekulacji, może powstać czarny rynek. System reglamentacji traktujemy jednak jako rozwiązanie doraźne i wyjątkowe - kończy minister.

Komunikat o wprowadzeniu kartek znajdujemy w "Trybunie Ludu" z 2 marca 1981 r. pod tytułem "W trosce o sprawiedliwy podział tego, czego mamy za mało". Kartki miały zacząć obowiązywać od kwietnia przez 3 miesiące (a zostały na 8 lat). "Powstała konieczność stworzenia takiego systemu sprzedaży, aby każdy obywatel mógł zakupić określoną ilość mięsa, wędlin i przetworów. Na dotychczasowych zasadach - poza kartkami przydziału - będą sprzedawane artykuły półmięsne, mrożonki, wyroby wędliniarskie, kulinarne i garmażeryjne. Przewiduje się w szczególności kierowanie tych artykułów do bufetów w dużych zakładach pracy".

Minister rolnictwa Jerzy Wojtecki wyjaśnia przy tym: - W okresie, kiedy społeczeństwo oczekuje zwiększonych dostaw mięsa, mleka i innych produktów zwierzęcych, wystąpił niebezpieczny spadek pogłowia zwierząt gospodarskich. Jest to konsekwencja nieurodzaju roślin pastewnych oraz niekorzystnego układu innych czynników.



Łap spekulanta

- Nie odnotowałem protestów związków zawodowych, czyli ludu, przeciwko kartkom, a byłem przecież wtedy ministrem ds. związków zawodowych - mówi dziś Stanisław Ciosek, wtedy minister i sekretarz KC PZPR. - To była naturalna potrzeba tamtego czasu. Teraz też media napisały o podwyżce cukru, wchodzę do sklepiku pod domem, a tam cały cukier wykupiony. W supermarketach podobno nawet wprowadzili reglamentację. W gospodarce dobrobytu lekkie wahnięcie i taki efekt! A co dopiero w tamtej.

- A nie myśleliście o podwyższeniu cen? Ceny ustalał przecież rząd.

- Cha, cha. Nie zapomnę, jak negocjowałem z KK "Solidarności" podniesienie ceny papierosów - jaki był potworny wrzask. Rząd ceny ustanawiał tylko formalnie, bo musiał je negocjować. Producent, czyli państwo, ustalało cenę z klientem, czyli społeczeństwem. Ceny były własnością publiczną. Myśmy się podwyżek bali jak diabeł święconej wody. Ile razy w historii Polski rząd był pogoniony przez podwyżki? To był materiał wybuchowy - odpowiada Ciosek. - Polska organizowała wydajność pracy najpierw zrywem powojennym, a potem przymusem. Ale to się skończyło, przestało działać. Myśmy to sami pierwsi dostrzegli i zaczęliśmy iść w stronę rynku.

- Ale zanim dostrzegliście, to goniliście spekulantów, czyli ludzi, którzy chcieli sprzedawać towary po cenach rynkowych.

- Oj, to się nazywało IRCha - Inspekcja Robotniczo-Chłopska. Odpowiadałem za to w KC PZPR - przyznaje Ciosek. - To był chory pomysł. Nigdy to się nie skończyło żadnym wyrokiem skazującym, bo z jakiego paragrafu? Przychodziła trójka do sklepu i mówiła do sprzedawczyni: "Co, pod ladą mięso trzymasz?". A ona, że to dla klientów, którzy zamówili wcześniej.



Jak kroić nożami?

1 kwietnia 1981 r. „Trybuna Ludu” relacjonuje: „Nie wszystko » zagrało «. W Warszawie ok. 70 proc. mieszkańców nie zdołało załatwić jeszcze formalności związanych z reglamentowanymi zakupami”. Kartkę trzeba było bowiem zarejestrować na dany miesiąc w konkretnym sklepie, w którym zamierzało się ją zrealizować. „W Warszawie sieć sklepów mięsnych w liczbie 4,5 tys. została wzmocniona o 500 placówek ogólnospożywczych, w których wydzielono stoiska mięsno-wędliniarskie. Ale te 5 tys. sklepów nie gwarantuje zakupów bez kłopotów. Konsekwencją niedostatecznej ich liczby będzie konieczność rejestrowania kartek nie zawsze w najbliższej placówce. Przyjęto bowiem - i chyba słusznie - zasadę, by liczbę rejestrowanych osób uzależnić od przepustowości sklepu. Jeżeli sklep ma możliwość obsłużenia 2 tys. osób, to 2001 zaproponuje rejestrację w najbliższej placówce”.

Co na to poradzić? Recepta jest jak z bajki: "Wyjściem w tej niedogodnej, bo ograniczającej nas formy zakupów byłoby, gdyby klient zmienił się w kontrahenta sklepu. To znaczy, gdyby rejestrując kartkę, ustalił, kiedy będzie się zaopatrywał. Taką właśnie metodę zastosowano w Łodzi. Jest szansa, że łodzianie nie będą się tłoczyć".

Pojawiają się kolejne trudności: "Ostatecznie tylko ok. 15 proc. towaru będzie porcjowane w przemyśle mięsnym. Reszta w sklepie. A wyposażenie placówek jest więcej niż skromne. Zaledwie 30-40 proc. wędlin będzie można kroić maszynowo. Resztę nożami. Konsekwencje będą takie, że jeden klient otrzyma więcej, drugi mniej, rezultat wiadomy. W Społem obawiają się, że może to powodować ucieczkę sprzedawców. Personel czekają trudne zadania. Porcjowanie mięsa na niewielkie kawałki nie będzie łatwe".

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    27 głosów