Po zdemontowaniu funduszy emerytalnych i próbie podporządkowania sobie mediów premier Węgier próbuje wpływać na politykę monetarną, wstawiając swoich ludzi do rady polityki pieniężnej. Prezes Europejskiego Banku Centralnego Jean-Claude Trichet grozi Węgrom unijnym trybunałem
Gabinet Viktora Orbána nie ma najlepszych notowań w Europie: Brukseli nie podoba się, że członkowie jego rządu ostro krytykują Komisję Europejską i agencje ratingowe za brak obiektywizmu. Negatywnie oceniane są też decyzje Orbána o wycofaniu transferów do funduszy emerytalnych i wprowadzeniu podatków korporacyjnych, a także trwający od kilku miesięcy ostry konflikt premiera z szefem banku centralnego Andrasem Simorem. Rządząca partia Fidesz od dawna krytykowała decyzje prezesa i rady polityki pieniężnej, jednak apogeum konfliktu przyszło na przełomie roku, gdy od listopada do stycznia rada co miesiąc podnosiła stopy procentowe do obecnego poziomu 6 proc. To zdaniem Orbána negatywnie wpływa na gospodarkę. Rada tłumaczyła zaś, że podwyżki są niezbędne, bo Węgrom grozi galopada cen.
Premier powiedział nawet, że gdyby tylko mógł, pozbawiłby prezesa pracy. Ponieważ jest to niemożliwe (kadencja Simora i jego zastępców wygasa w 2013 roku), rząd postanowił wykorzystać, że w marcu kończy się kadencja czterech spośród siedmiu członków rady i uzyskać w niej większość. W tym celu zmieniono przepisy. Do tej pory oprócz wyznaczanych przez rząd prezesa i jego zastępców pozostałych członków rady wybierali prezes banku centralnego i premier (każdy po dwóch). Dla porównania: w Polsce po trzech członków wybierają Sejm, Senat i prezydent. Teraz węgierski parlament zmienił ustawę, powołując specjalną komisję, która wybiera wszystkich członków rady. Większość w komisji ma Fidesz. Orbán dodatkowo zmniejszył zarobki Simora i pozostałych członków rady o 75 proc.
Decyzje rządu spotkały się z krytyką UE. Szef EBC Jean-Claude Trichet zagroził w ubiegłym tygodniu, że pozwie Węgry do Trybunału UE za ograniczenie niezależności banku centralnego.
Mimo gróźb w poniedziałek parlament wybrał dwoje nowych członków rady. Zostali nimi Ferenc Gerhardt i Andrea Bartfai-Mager. Obydwoje są powiązani z Fideszem - zaczęli pracę w banku centralnym, gdy jego prezesem był stronnik Orbána Zsigmond Jarai. Gerhardt w swoim pierwszym wywiadzie zapewnił, że na razie będzie chciał zostawić stopy bez zmian, a Bartfai-Mager, że kluczowe jest utrzymanie w ryzach inflacji. Uspokoiło to ekspertów obawiających się gwałtownych obniżek stóp.
Czy rząd nie będzie wpływał na decyzje rady? Tuż po wyborze nowych członków prezes Andras Simor powiedział, że kilka tygodni temu wysoki członek rządu próbował przekonać go do podania się do dymisji. - Nie da się zmusić mnie do rezygnacji poprzez groźby czy zastraszanie - mówił Simor. Nie powiedział, kto próbował go przekonać do odejścia.
Węgierskie media piszą, że Fidesz ma problemy ze znalezieniem kolejnych dwóch chętnych do rady polityki pieniężnej. Potencjalnych kandydatów odstraszały niskie zarobki i konieczność działania pod presją rządu.
Pozostałą dwójkę parlamentarna komisja wybierze do końca marca.