Nowelizacja ustawy medialnej miała uregulować polski rynek audiowizualny. Dziś kontroli KRRiT podlegają stacje telewizyjne, ale serwisy, które podobne materiały (filmy, seriale, wiadomości) udostępniają w internecie, już nie.
Wobec dyrektywy UE, Polska jest spóźniona prawie dwa lata. W zamyśle eurokratów ustawa miała chronić małoletnich przed szkodliwymi treściami, miała też ograniczyć reklamy w sieci. Prace nad ustawą rząd zaczął w 2009 r., ale przez parlament przepycha ją w trybie pilnym w obawie przed karami z UE.
Gdy ustawa weszła do Sejmu i opisały ją media, w sieci zawrzało - internauci protestowali, bo zobaczyli w niej narzędzie kontroli, wręcz cenzury. Kwestionowali m.in. obowiązek rejestrowania w KRRiT serwisów internetowych oferujących
wideo. Według branży internetowej i organizacji pozarządowych, ustawa oznaczałaby konieczność rejestracji każdego niemal wideo w internecie.
Sejm nowelizację przyjął 4 marca. Miała być już w środę rano głosowana w Senacie, dzień wcześniej senacka komisja kultury i środków przekazu przyjęła ją bez poprawek. Ale interweniował premier. Zaproponował, by wyciąć z niej zapisy dotyczące kontroli treści w internecie.
I Senat wstrzymał pracę - głosowanie przełożył na czwartek. A prawnicy senaccy przygotowali różne scenariusze zmian, premier miał się z nimi zapoznać wczoraj, późnym wieczorem. Jak się dowiedzieliśmy, pierwszy scenariusz jest radykalny: wycinamy z ustawy każdy zapis o internecie. To kłopotliwe. - Bo mamy nadal problem z niedotrzymanym terminem wdrożenia dyrektywy - mówi "Gazecie" senator Marek Rocki (PO).
Drugie wyjście? Poprawki, które mają być kompromisem. Senat proponuje wyłączenie spod ustawy: • treści dostarczanych za pomocą stron internetowych prywatnych użytkowników, jak blogi, fora dyskusyjne, serwisy społecznościowe, grupy zainteresowań (ten zapis był już w ustawie, usunął go Sejm, bo w polskim prawie nie ma definicji bloga ani forum); (usług dostarczanych przez internet, w których treści audiowizualne mają tylko pomocniczy charakter (np. gdy warsztat wulkanizacyjny czy fryzjer zamieszcza na swojej stronie filmik reklamujący własne usługi); (działalności w internecie, której tylko „drobną” częścią jest wideo (co oznacza „drobna”, tego nowy projekt nie określa) (takich internetowych przedsiębiorców, którzy mają niewielki przychód (np. niezależne małe kino, artysta publikujący w internecie itp.). W ustawie ma zostać zapisany konkretny pułap.
- Te zapisy zmierzają w dobrym kierunku - mówi Katarzyna Szymielewicz z fundacji Panoptykon, która jako jedna z kilkunastu organizacji pozarządowych działających w internecie podpisała wczoraj do premiera apel o spokojną pracę nad ustawą. - Jednak może być problem z definicją wymienionych w ustawie podmiotów, np. co to są "grupy zainteresowań"? Dlatego żałujemy, że ostateczne prace nad ustawą przebiegają w takim niepotrzebnym pośpiechu - dodaje.
Którą wersję wybierze premier? Decyzję ma podjąć dziś rano, głosowanie o godz. 13 w Senacie.