Testy dla banków będą w tym roku trudniejsze - straszy Europejski Organ Nadzoru Bankowego (EBA). - Wyniki i tak będą mało wiarygodne - odpowiadają ekonomiści.
Stress-testy to sprawdzian wytrzymałości banków w warunkach ekstremalnych. W założeniu mają ostrzec przed ewentualną zapaścią w sektorze finansowym.
Ale w ich wyniki mało kto wierzy po zeszłorocznym sprawdzianie. Powód? Urzędnicy przyjęli tak łagodne założenia, że egzamin zdały nawet irlandzkie banki, które kilka miesięcy później zbankrutowały.
W tym roku ma być inaczej. Czarny scenariusz zakłada, że PKB strefy euro skurczy się o 0,5 proc. To 2 pkt proc. poniżej prognoz KE. W zeszłym roku założenia były niższe od prognoz zaledwie o 0,9 pkt proc.
Gorzej jest z założeniami dotyczącymi wyceny 15-letnich obligacji takich krajów jak Irlandia i Grecja. W tym roku przyjęto, że ich wartość spadnie o 22,7 i 23,6 proc. Ale inwestorzy wiedzą, że gdyby którykolwiek z tych krajów przestał spłacać dług, to spadki byłyby większe. - Te założenia są podobne do zeszłorocznych - mówi Alfred Adamiec, doradca inwestycyjny Domu Maklerskiego "Alfa".
Andrea Enria, szef EBA, odpiera ten zarzut stwierdzeniem, że dzisiaj wszystkie te kraje są w lepszej sytuacji. Nie wszystkich ekonomistów to jednak przekonuje. - Po pierwsze, grono krajów zagrożonych powiększyło się od zeszłego roku. Po drugie, stress-testy powinny przyjmować mało prawdopodobne katastroficzne założenia. Wtedy spełniałyby swoją funkcję - podsumowuje Adamiec.