- Mam wszystkie możliwe certyfikaty - zwierza się Francesca Esposito Mediolanu, dobrze wykształcona córka strażaka i nauczycielki. - Wszystkie poza aktem zgonu - dodaje gorzko. Pierwsza w swojej rodzinie ukończyła
studia wyższe i pierwsza uczyła się języków obcych. Ukończyła prawo we Włoszech, studiowała też w Niemczech, a terminowała w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości w Luksemburgu. I nic to nie pomogło, nadal jest bez pracy.
Młodzież zdeterminowana Jeden europejski kraj po drugim donosi, że padają u nich kilkunastoletnie rekordy. W Wielkiej Brytanii 20-proc. bezrobocia wśród młodych nie widziano od 17 lat. We Włoszech bez pracy jest niemal jedna trzecia osób do 25. roku życia. Ale na południu w niektórych regionach stopa ta wynosi nawet 75 proc. - donoszą media. Niechlubną rekordzistką jest Hiszpania, gdzie ostatnie dane Eurostatu zwalają z nóg - 43 proc. młodych bezrobotnych. Od początku kryzysu w krajach OECD przybyło 3,5 mln osób poniżej 25 lat bez pracy.
- Nie jestem młoda, ale nie jestem też pracującym dorosłym - utyskuje Coral Herrera Gomez, 33-letnia humanistka z doktoratem. Bez stałej pracy (600 euro pod stołem za prowadzenie kółka teatralnego dla dzieci), wciąż mieszka ze swoimi rodzicami. - Mówią na nas stracone pokolenie. Ja wyjeżdżam na Kostarykę wykładać na uniwersytecie - wyznaje "New York Timesowi". Rozmowa toczy się w jednej z madryckich kawiarni, gdzie w zawieszonym na ścianie telewizorze pokazywano reportaż z urodzin pewnej 106-letniej Hiszpanki. Kobieta wyznała, że długowieczność zapewniła jej często spożywana kaszanka.
Historia ta dobrze obrazuje pułapkę, w jaką wpadają jedna po drugiej rozwinięte gospodarki Europy. Bogate społeczeństwa żyją coraz dłużej, a dzieci rodzi się coraz mniej. Ale jak decydować się na dziecko, jeśli brak szans na etat i niezależność finansową? A skoro młodzi coraz rzadziej pracują i płacą mniej podatków, to z czego państwo ma finansować nie tylko emerytury, ale i zachęty do zatrudniania kolejnych pokoleń? Zwłaszcza że budżety trzeszczą w szwach, nadwerężone kryzysem i pokryzysowym zaciskaniem pasa. Jakby tego było mało, to rosnące na całym świecie ceny i odradzające się zagrożenie inflacją zniechęca do inwestowania i tworzenia miejsc pracy nawet tych pracodawców, którzy są w nieco lepszej sytuacji.
Młodzież niedoceniona - Recepty rządów są różne, ale jeśli nie stworzą one warunków do rozwoju biznesu, nie przezwyciężą kryzysu. To przedsiębiorstwa tworzą miejsca pracy i drogę do wyjścia z kryzysu. Oczywiście nie można zapominać o ludziach, którzy stracili pracę. Ale odpowiedź na kryzys nie może polegać jedynie na zasiłkach dla bezrobotnych - mówił niedawno "Gazecie" Antonio Penalosa,
sekretarz generalny Międzynarodowej Organizacji Pracodawców. Najlepiej gdyby zacząć dbać o przyszłych pracowników, wprowadzając w szkole lekcje przedsiębiorczości.
Niestety, taka strategia może przynieść efekty po latach. A teraz? - Nie brakuje przecież młodych, którzy mają pomysły, są mobilni, chcą już coś robić. Trzeba usunąć bariery administracyjne, trudności z dostępem do finansowania. Tych osób nie trzeba niczego uczyć, tylko stworzyć im warunki do realizacji wizji - apeluje Penalosa.
Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) w ostatnim raporcie o rynku pracy młodych prognozuje, że przynajmniej przez dwa lata nie ma co liczyć na odczuwalny spadek bezrobocia. O ile dziś wynosi ono średnio w Europie prawie 22 proc. (według Eurostatu 20,6 proc. w państwach Unii), to pod koniec 2012 będzie na poziomie 20 proc. Dla krajów członkowskich OECD przewiduje spadek z niespełna 19 do 17 proc.
Ci, którzy wchodzą na rynek pracy, walczą, by się tylko zaczepić, i godzą się na niskopłatne (albo i bezpłatne) staże i praktyki, pracę dorywczą, umowy czasowe.
- To najlepiej wykształcone pokolenie w historii Hiszpanii. A wkraczają na rynek pracy, który nie wykorzystuje ich możliwości - mówi Ignacio Fernández Toxo, lider Comisiones Obreras, jednego z dwóch największych związków zawodowych Hiszpanii. A prezes włoskiego banku centralnego Mario Draghi ubolewa, że pierwsze pensje młodych Włochów już od dekady utrzymują się poniżej poziomu z lat 80. w ujęciu realnym.
OECD nie ma wątpliwości: z powodu bardzo niemrawego tempa, w jakim wychodzimy z kryzysu finansowego, znaczna i rosnąca część młodych (a wśród nich i ci, którzy śpiewająco poradziliby sobie w dobrych gospodarczo czasach) może wpaść w potrzask długotrwałego bezrobocia. To może na lata obciążyć ich karierę. Organizacja wylicza, że ten, kto z trudem wchodził na rynek pracy, może mieć nawet o 8 proc. niższą pensję niż rówieśnik bez zgrzytów na początku kariery.
Ale taka luka w
CV to tylko początek problemów.
Młodzież dryfująca W Europie narasta kolejna niebezpieczna tendencja: młodzi ludzie odpuszczają sobie naukę po ukończeniu obowiązkowego poziomu. - Widzą, że ich starsi koledzy poświęcili wiele lat, by zdobyć wykształcenie, i nic z tego nie mają. W Polsce wskaźnik tych rezygnujących wynosi 4,5 proc., ale w Europie Zachodniej już kilkanaście, w krajach Południa nawet 18 proc. - mówi "Gazecie" Maciej Duszczyk z Instytutu Polityki Społecznej UW.
Co w tym złego? Obniża się kapitał ludzki. Im ktoś ma niższe wykształcenie, tym rzadziej korzysta z kultury, ze sportu, częściej nie czyta książek. W ten sposób powstaje klasa biednych, nisko kwalifikowanych robotników. Nawet jak znajdą pracę, to praktycznie nie mają szans na awans.
Jeszcze gorszą odmianą tej choroby jest popadnięcie w kompletną bierność - ani nauka, ani praca. Według OECD odsetek takich dryfujących wśród młodych zwiększył się z 10,8 proc. w 2008 roku do 12,5 proc. w połowie 2010 roku. W 26 państwach należących do Organizacji grupa ta liczy już 16,7 mln osób, z czego jedynie 6,7 mln uznawanych jest za bezrobotnych. 10 mln po prostu sobie odpuściło. Jak żyją? Na przykład na garnuszku rodziców czekają na lepsze czasy.
- Bierni młodzi to dziś grupa bardziej poszkodowana niż osoby 50+. Stosunkowo łatwo można utrzymać pięćdziesięciolatków na rynku pracy, choćby podnosząc wiek emerytalny. Ale o wiele trudniej jest wprowadzić na rynek dwudziestolatka, który nie jest tym zainteresowany - mówi Duszczyk. - A nawet jeśli nie uda się to z 20-latkiem i 50-latkiem, to koszty społeczne bierności tego młodego są co najmniej kilkukrotnie większe - dodaje. Chodzi chociażby o zasiłki czy koszty społeczne i ekonomiczne wpadnięcia w alkoholizm i inne nałogi.
Młodzież sfrustrowana Georgia Lagoumitzi, profesor socjologii z Aten, obserwuje swoich studentów krążących po kampusie. - Są jakby oszołomieni, zagubieni. Wydają się bez celu i nadziei. To pokolenie będzie zdefiniowane przez kryzys - przewiduje Lagoumitzi.
Psychiatrzy od lat badają związek między sukcesami na rynku pracy a zapadalnością na różnego rodzaju choroby. - Już od lat 30. i pierwszego światowego kryzysu wiemy, że wzrost bezrobocia o 1 proc. prowadzi do wzrostu, różnego w zależności od kraju, wskaźnika śmiertelności i przyjęć do szpitali psychiatrycznych - dowodzi profesor Marie Carmen Plante, psychiatra z montrealskiego Centrum Badań nad Nierównościami Społecznymi i Dyskryminacją, autorka badań "Zdrowie psychiczne młodych bezrobotnych".
Bezrobocie powoduje, że młodzi przestają mieć cel w życiu, chwieje się ich system wartości. Moment psychicznego załamania przychodzi zwykle po trzech miesiącach bezskutecznych poszukiwań pracy, zwłaszcza u ludzi z dyplomami wyższych uczelni.
Eksperci OECD szczerze, ale może naiwnie jak na obecne czasy, przyznają, że jedyną metodą na ustrzeżenie dwudziestoparolatków przed nieprzemijającymi kłopotami z robotą jest inwestowanie w nich. Nakłanianie do edukacji, uzupełniania i zmiany kwalifikacji, dofinansowanie praktyk i programów stażowych w firmach.
Jak to pogodzić z budżetowym zaciskaniem pasa? - W Polsce dotację do Funduszu Pracy obcięto o 4 mld zł w tym roku. Ten wydatek mógłby państwu się szybko zwrócić, a przynajmniej przestałoby dokładać, bo przecież osoby, które pracują, płacą VAT i podatek dochodowy. Jak już wejdą na rynek, to potem łatwiej im znaleźć nową pracę - przekonuje Maciej Duszczyk.
Ale OECD zaleca też kurację, która dla wielu młodych może wydać się przekleństwem. Chce popularyzacji krótkookresowych umów na początkowym etapie kariery, by były one dla adeptów pierwszym krokiem do bardziej stabilnego zatrudnienia. - A to nie uda się w takich państwach, jak: Francja, Włochy, Japonia czy Hiszpania, gdzie podziały na rynku pracy są utrwalane przez zbyt restrykcyjne regulacje dotyczące zatrudniania na stałe - czytamy w raporcie. Tylko, że im trudniej o stałą pracę, tym trudniej przeforsować regulacje ułatwiające zwalnianie tych, którzy już ją posiadają. Ot i dylemat.
Korzystałam z informacji publikowanych m.in. przez Telegraph.co.uk, New York Times i CNNMoney.com