Biznes Ludzie Pieniądze

Wózek dziecięcy, samochód i pralkę tanio sprzedam

Tomasz Grynkiewicz
23.03.2011 , aktualizacja: 22.03.2011 21:12
A A A Drukuj
- Chcemy być alternatywą wobec Allegro - mówią twórcy Sprzedajemy.pl, serwisu pośredniczącego w handlu rzeczami używanymi. Szacują, że przeciętnie mamy w domu sprzęty, które można sprzedać za ponad 3 tys. zł
Pralki
Fot. Tymon Markowski / AG
Pralki


Serwis wystartował wczoraj. - Gdyby odwoływać się do rynku amerykańskiego, to trochę zaczerpnęliśmy z aukcyjnego eBaya, a trochę z serwisu ogłoszeń drobnych Craigslist - mówi Tomasz Moroz, prezes spółki. Ale przyznaje, że kluczowy był szwedzki Blocket, który na rodzimym rynku pobił eBaya.

Jak? Umożliwiając wystawianie na sprzedaż różnych rzeczy po niższych stawkach niż eBay. Sukces założonego w 1996 r. Blocketa dostrzegł jeden z największych wydawców prasowych w Europie, norweski Schibsted. Serwis od lat działa z blisko 60-proc. marżą, w IV kw. ub.r. wskaźnik EBITDA wyniósł ok. 10 mln euro. A Schibsted skopiował go na zagranicznych rynkach, m.in. we Włoszech (Subito.it), Francji (Leboncoin.fr), Hiszpanii (Segundamano.es), Portugalii, Malezji czy na Filipinach.

Pomysłem zarazili Moroza dwaj Szwedzi - Daniel Tidebrink oraz Benny Sörensson. We trzech mają ok. 70 proc. udziałów w firmie, resztę - mniejszościowi udziałowcy.

Moroz, współtwórca i były szef giełdowego Travelplanet.pl, wierzy, że podobny scenariusz powtórzy w Polsce. I mówi wprost: Chcemy być alternatywą dla Allegro. - Allegro zaczynało od aukcji, ale dziś handlują tam głównie sklepy - mówi.

Jego zdaniem na rynku jest luka. - W badaniu wyszło nam, że przeciętny Polak ma do sprzedania różnych rzeczy za 3038 zł. I co z nimi robi? Oddaje rodzinie, gromadzi w piwnicy albo wyrzuca - mówi szef Sprzedajemy.pl, powołując się na zlecone przez spółkę badania Instytutu Badawczego Homo Homini. Według nich 65 proc. ankietowanych jeszcze nigdy nie sprzedało nic przez internet. Bo nie ufają internetowej sprzedaży, nie chcą czekać na wysyłkę, nie chcą płacić prowizji czy opłat ani się rejestrować. A prawie dwie trzecie badanych deklaruje, że gdyby kupowało nowy sprzęt czy produkt, chętnie pozbyłoby się starego modelu (najczęściej deklarują to przy kupnie samochodu, roweru, pralki, telewizora czy aparatu fotograficznego).

Jak ma wyglądać sprzedaż? Rejestracji nie ma, by dodać ofertę, wystarczy podać e-mail lub zalogować się przez konto na Facebooku (można zobaczyć, co sprzedają znajomi). Sprzedawać mogą osoby prywatne, a firmy - wyłącznie rzeczy używane. Opłat ani prowizji nie ma. - I nie będzie przez pierwsze dwa, trzy lata - mówi Moroz. To inaczej niż u szwedzkiego protoplasty, ale podobnie jak we francuskim Leboncoin, który żyje z reklam. Moroz zapewnia, że mają finansowanie, a reklamy nie będą inwazyjne.

Choć spółka mówi o konkurowaniu z Allegro, to gigant polskiego e-handlu też ma w swojej grupie niemal bliźniaczy serwis Szerlok.pl. I też nie pobiera opłat za oferty, obecnie ma ich ok. 170 tys. - Liczymy na kilkaset tysięcy w tym roku - mówi Moroz. I dodaje, że Allegro musi ostrożnie poruszać się na tym rynku, bo Szerlok to uzupełnienie, ale i zarazem kanibalizacja biznesu.

Tyle że to niejedyny rywal - popularnym miejscem wystawiania ofert stał się należący do eBaya serwis Gumtree.pl, używane rzeczy sprzedaje się na forach. A coraz częściej na Facebooku widać anonse: "Aparat w dobrym stanie sprzedam", "Potrzebuję komórki do 50 zł".

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów