Jarosław Kaczyński w osiedlowym sklepie w Warszawie kupił kilka podstawowych produktów: chleb, mąkę, piersi z kurczaka, cukier, jabłka, ziemniaki. Zapłacił 55 zł i 60 gr - czyli ponad dwa razy tyle, ile według Kaczyńskiego te artykuły spożywcze kosztowały w 2007 r., zanim Platforma na czele z Donaldem Tuskiem przejęła władzę. - To coś niebywałego - podsumował swoje zakupy prezes PiS, sugerując, że obecny rząd jest winien tej drożyźnie.
Gdyby prezes Kaczyński zamiast 2 kg cukru włożył do koszyka 5 kg (w końcu tak samo potrzebne w codziennym spożyciu jak 2 kg), to osiągnąłby wynik jeszcze lepszy. To najbardziej spektakularny przykład drożyzny. Trzy lata temu, u schyłku rządów PiS, kilogram cukru można było kupić za 2,5 zł, teraz lider PiS zapłacił 6,6 zł za kilo.
Dziennikarze TVN poszli tropem prezesa - tyle że do dużego sieciowego sklepu, gdzie zawsze jest taniej. Kupili takie same produkty, w tej samej ilości, ale zapłacili tylko 37 zł. Czyli ich zakupy - w stosunku do tych z roku 2007 w tej sieci - zdrożały o 7 zł. Mamy więc wzrost cen nie o ponad 100 proc. (wyliczenia Kaczyńskiego), tylko o mniej więcej 19 proc. (wyliczenia TVN).
Tak czy inaczej, żywność jest droższa dziś niż w 2007 r. "Gazeta" postanowiła wytłumaczyć prezesowi PiS, dlaczego tak się dzieje i kto jest temu winien.
Chleb i mąka Podrożały, bo zboża są dramatycznie drogie na całym świecie. Od czerwca zeszłego roku pszenica podrożała na światowych giełdach dwukrotnie, z czego od początku tego roku - już o prawie 40 proc. To skutek fatalnej pogody na wielu kontynentach - susze i powodzie przetrzebiły zbiory. Do tego Unia, która tnie wydatki na Wspólną Politykę Rolną, wkroczyła w ten sezon praktycznie bez zapasów (skup i przechowywanie ziarna kosztują). Nie mogła więc rzucić na rynek ton pszenicy, by zapobiec zwyżce cen, co robiła w poprzednich latach nieurodzaju.
Ponadto do akcji wkroczyły
fundusze inwestycyjne, dla których surowce żywnościowe, łatwe w transporcie i przechowywaniu - jak zboże, cukier, kakao - są świetnym towarem do spekulowania. Zwłaszcza w latach nieurodzaju, gdy wiadomo, że popyt i cena będą rosły.
Dlatego, dopóki nie zbierzemy ziarna z nowych zbiorów (oby udanych), ten rok stoi pod znakiem rosnących cen produktów opartych na zbożach.
Piersi z kurczaka Mięso drobiowe podrożało także z powodu drogich zbóż. Od lipca tona paszy zdrożała z 1 tys. zł do 1,4 tys. zł obecnie, a w kosztach produkcji kurcząt pasze stanowią aż 70 proc.
Jabłka Sezon był kiepski dla sadowników, ale nie aż tak zły, jak wynika z zakupów prezesa PiS. Po 4 zł za kilo płacimy na ogół za jabłka z importu, które są zawsze droższe od krajowych (płacimy drożej za odmiany, które w Polsce nie występują, i za transport). Albo więc Jarosław Kaczyński skusił się na jabłka zagraniczne, albo wybrał wyjątkowo drogi sklep.
Ziemniaki Rok 2009 był dla polskich ziemniaków wręcz katastrofalny - zbiory o ok. 40 proc. mniejsze niż przeciętne. Mieliśmy w kraju nie tylko powódź za powodzią, ale też podtopienia na ogromnych obszarach. A ziemniaki, jak wiadomo, rosną w ziemi, więc w tej mokrej glebie po prostu zgniły, nie dało się ich wykopać. Dlatego są drogie.
Cukier Bije wszelkie rekordy. Od maja zeszłego roku cukier trzcinowy zdrożał na światowych giełdach trzykrotnie. A oczekiwano, że będzie tani, dlatego Unia postanowiła ograniczyć produkcję buraków cukrowych, które dawały cukier droższy. Teraz w całej UE brakuje ok. 3-4 mln ton cukru do pokrycia rocznego spożycia. W Polsce brakuje ok. 300 tys. ton. Mieliśmy te brakujące tony sprowadzić z Tajlandii, Australii lub Brazylii, ale tam albo klęski pogodowe, albo przeznaczają cukier na produkcję biopaliwa. Do tego fundusze inwestycyjne ochoczo spekulują jego cenami. Teraz jesteśmy chyba na szczycie bańki spekulacyjnej i pewnie niedługo cukier zacznie tanieć, bo fundusze dojdą do wniosku, że obłowiły się już wystarczająco, i zaczną cukier wyprzedawać.
Z akcji Jarosława Kaczyńskiego najbardziej zadowoleni mogą być szefowie sieci
Biedronka, do której sklepu prezes się nie udał. Dostali darmową reklamę - szef PiS publicznie uznał ich sklep za najtańszy ("dla najbiedniejszych" - jak to nieco wyniośle ujął).
Za to właściciele sklepu, w którym Kaczyński napełnił swój koszyk, pewnie stracą teraz paru klientów - cała Polska już wie, że to sklep wyjątkowo drogi.