Biznes Ludzie Pieniądze

Jakie laptopy dla pierwszaków? Największy przetarg w branży IT

Przemysław Poznański, Tomasz Grynkiewicz
29.03.2011 , aktualizacja: 28.03.2011 20:46
A A A Drukuj
Szykuje się jeden z największych przetargów w branży IT. Rząd chce przeznaczyć - z kieszeni operatorów komórkowych - miliard złotych na laptopy dla pierwszaków
Oparte na pomyśle Intela edukacyjne laptopy Classmate zamówił m.in. rząd
Portugalii i Wenezueli
Oparte na pomyśle Intela edukacyjne laptopy Classmate zamówił m.in. rząd Portugalii i Wenezueli
O założeniach do ustawy przygotowanej przez resort infrastruktury "Gazeta" napisała wczoraj. Rząd chce dać wszystkim pierwszoklasistom przenośny komputer, z podstawowym oprogramowaniem, serwisem i gwarancją. Program przewidziano na pięć lat, ma kosztować - według obliczeń rządu - 240 mln euro.

Skąd na to pieniądze? To część z 900 mln euro, jakie trzej operatorzy - PTC (Era), Polkomtel (Plus) i Centertel (Orange) - muszą wpłacić do budżetu do 2022 r. za otrzymane w 2000 r. koncesje na uruchomienie telefonii UMTS (3G). Z tej kwoty miałyby zostać sfinansowane laptopy, 90 mln euro wpłynęłoby do budżetu, ale pozostałe 570 mln euro operatorzy mogliby przeznaczyć na inwestycje w sieć szybkiego internetu.

Laptopy (a w przyszłości być może tablety), które będą się łączyć z internetem przez szkolne sieci Wi-Fi, otrzyma pięć kolejnych roczników pierwszaków. Laptop pójdzie za uczniem aż do trzeciej klasy i będzie jego własnością. Dodatkowo komputery, wraz z przeszkoleniem, mają też dostać nauczyciele.

Czy niecały miliard złotych na to wystarczy? Co roku do pierwszych klas trafia ok. 350 tys. dzieci. Co oznacza, że resort oszacował, że za jeden komputer wyjdzie ok. 400-500 zł.

- Lekko nierealna - tak o takiej kwocie mówi Grzegorz Napieralski, szef SLD i przewodniczący sejmowej komisji innowacyjności i nowych technologii. - Najtaniej dobrej jakości sprzęt, który odpowiada nowoczesnym parametrom, czyli byłby czymś takim, co dogania Europę, można kupić za 700-800 złotych minimum - uważa szef Sojuszu.

- Wzorowaliśmy się na Portugalii, gdzie działa podobny program. Tam jeden laptop kosztował 100 euro. W programie amerykańskim było nawet taniej, komputer za 100 dolarów - tłumaczy Magdalena Gaj, wiceminister infrastruktury i pomysłodawczyni ustawy. I zaznacza, że założenia znajdują się na etapie uzgodnień między resortami, a także branżą.

Napieralski miał więcej wątpliwości - czy szkoły są przygotowane technicznie (gniazdka elektryczne, dostęp do internetu) albo kto sfinansuje zakup. - Nie chciałbym, by pojawił się kolejny projekt pod tytułem becikowe. Czyli dla każdego, czy ktoś zarabiał set tysięcy, czy był na bezrobociu - zaznaczył lider SLD. W Portugalii, którą m.in. inspiruje się Polska, do laptopów dopłacali rodzice: najbiedniejsze rodziny nie płaciły nic, średniozamożne - 20 euro, zamożne - 50 euro. A operatorzy dokładali zniżkę na mobilny internet.

Skala zamówienia rządowego byłaby ogromna - łącznie ok. 1,75 mln komputerów. Jak wynika z wyliczeń firmy badawczej IDC Polska w zeszłym roku sprzedało się w Polsce 2 mln 243 tys. przenośnych komputerów, z czego 421 tys. netbooków (IDC nazywa je mininotebookami).

- Najtańsze notebooki można dziś kupić już za 750 zł brutto, czyli niewiele ponad 600 zł netto. Zważywszy, że skala projektu jest niebagatelna, rząd może zwolnić te komputery z podatku VAT, a dodatkowo producent może dużo zrobić, by cenę obniżyć; myślę, że cena ok. 141 euro (ok. 565 zł) za edukacyjnego mininotebooka jest ceną realną - mówi Damian Godos, analityk IDC Polska.

Producenci z kolei mówią o wyższych stawkach. - Przy tak dużym zamówieniu: 350 000 sztuk co rok przez pięć lat i przy trzyletniej gwarancji rozsądną kwotą za sprzęt o podstawowych parametrach jest moim zdaniem około 500 euro - mówi Bartosz Jeziorański, menedżer ASUS Polska. - Jeśli zamawiający zdecydowałby się na zakup netbooków - mniejszych 10-12 calowych komputerów, cena z pewnością byłaby niższa - mówi. Ale przed dokładnym określeniem zamówienia przez resort infrastruktury czy operatorów nie chce zdradzić o ile.

- Jeśli okaże się, że kwota na zakup laptopów powinna być większa, możemy zmienić proporcje - mówi minister Gaj. Jej zdaniem to, że pieniądze na sfinansowanie programu uszczuplą wpływy do budżetu państwa, nie stanowi zagrożenia dla projektu. - Nie rozmawiałam jeszcze o tym projekcie z ministrem finansów Jackiem Rostowskim, ale wszelkie badania pokazują, że zarówno inwestycja w nowoczesną edukację, jak i w rozwój szerokopasmowego internetu wprost wpływa na zwiększenie PKB - zaznacza wiceminister infrastruktury.

Wtóruje jej Tomasz Kulisiewicz, główny analityk firmy doradczej Audytel: - Przeznaczenie pieniędzy na konkretny cel jest zawsze lepsze niż wrzucanie ich do czarnej dziury budżetowej - przekonuje. I dodaje: - Informatyka w szkołach to dziś najczęściej osobne lekcje w zamkniętych na co dzień salach komputerowych, gdzie dzieci muszą używać przestarzałego sprzętu. Przekazanie dzieciom laptopów, których używałyby na angielskim, biologii, matematyce czy geografii, będzie wreszcie prawdziwą nauką cyfrowego świata - zaznacza Kulisiewicz.

- Można dyskutować o kwocie, ale najpierw należy zastanowić się nad celem, jaki chce się osiągnąć. Jak zmienić edukację, by była nowoczesna, atrakcyjna dla uczniów. A kwestie, jak te cele osiągnąć i za jaką kwotę, powinny być pochodną. Bo jeśli zamkniemy się na myśleniu o konkretnej kwocie, może się okazać, że sprzęt w ogóle nie spełni oczekiwań - mówi Tomasz Hodakowski z Intela. Podobnie uważa polski producent komputerów NTT, który na bazie projektu Intela Classmate wyposaża szkoły w tzw. mobilne pracownie (w standardowej ofercie koszt jednego komputera ze szkoleniem i oprogramowaniem to ok. 1400-1500 zł).

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    37 głosów