Parlament Europejski i Rada UE nie osiągnęły porozumienia sprawie tzw. nowej żywności. Efekt - nie ma reguł, więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby do sklepów trafiały produkty ze sklonowanych zwierząt lub z nanoelementami.
Fot. PAUL CLEMENTS ASSOCIATED PRESS
Dolly, słynna sklonowana owca, w wieku siedmiu miesięcy
Poddajemy się - stwierdzili przedstawiciele PE i Rady po blisko trzech latach rozmów w sprawie dyrektywy o "nowej żywności".
"Nowa żywność" to produkty opracowane z użyciem nowoczesnych technologii, np. klonowania lub nanotechnologii, a także egzotyczne produkty, wcześniej nieznane w Europie. Nanotechnologia pozwala np. "opakować" warzywa cienką warstwą wosku (są dłużej świeże), albo obniżyć w nich zawartość tłuszczu.
- Nie udało się dojść do porozumienia, bo Parlament nie patrzy ani na praktyczne skutki obowiązkowego metkowania, ani na to, że jest to technicznie nie do wykonania - stwierdziła Rada.
- Rada nie popiera działań, które chronią konsumentów - odpowiedzieli europosłowie.
Negocjacje rozbiły się o kwestię potomstwa klonowanych zwierząt. Parlament chciał umieszczać informacje o pochodzeniu na produktach otrzymanych z takich zwierząt. Rada obawia się, że obowiązkowe oznakowanie doprowadzi do wojny handlowej z krajami, które nie mają takich przepisów (np. USA).
Z braku porozumienia aktualne pozostają regulacje z 1997 r., które nie przystają do współczesności. Nie ma w nich ani słowa o nanotechnologii, ani o klonowaniu. Według KE sprzedaż żywności ze sklonowanych zwierząt wymaga specjalnej zgody, ale już produkty z ich potomstwa nie są "nową żywnością", więc można je wprowadzać. - Klonowanie wykorzystuje się do hodowli. Nikt nie wyda 100 tys. euro na klonowanego byka, by potem przerobić go na hamburgery - mówi Christopher Coakley z biura prasowego PE.