- Ta ustawa jest zła z kilku powodów - po pierwsze nie chroni odpowiednio precyzyjnie danych medycznych pacjentów. Tu swoje uwagi na etapie prac rządowych, a ostatnio w komisji sejmowej zgłosił GIODO, ale - co zadziwiające - nie zostały one uwzględnione. Tymczasem ustawa nie precyzuje jak wyglądać ma ochrona danych osobowych pacjentów - mówi Wiesław Paluszyński, ekspert Polskiego Towarzystwa Informatycznego
Jest w niej też zasadniczy błąd: jako administrator danych wymieniony jest minister zdrowia. To absurd. Ustawa powinna określać zasady ochrony danych, natomiast każda jednostka, np. szpital musi zatrudnić własnego administratora danych.
Tak jak działa to w firmach, przetwarzających dane klientów, np. w sklepach internetowych. Przecież to nie minister administruje danymi gromadzonymi przez takie sklepy. Generalnie nie wiadomo, co tworzy ustawa - jeden centralny system czy 100 małych. A jeśli kilka małych, to brakuje zapisów o sposobie ich zintegrowania czy warunkach tzw. interoperacyjności.
Wszystko, co ważne, czyli np. zakres informacji jaka ma być gromadzona i przetwarzana podsystemach, wrzucono do rozporządzeń, ale nie wiadomo kiedy zostaną one wydane. Absurdalnym zapisem jest też włączanie do ustawy zapisu o systemach informatycznych NFZ - o tym, że minister zdrowia wyda rozporządzenie mówiące o tym, co ma się w tym systemie znaleźć. Przecież o tym decyduje ustawa o NFZ! A poza tym Fundusz to płatnik - po co w ustawie o systemie informatycznych przetwarzającym dane pacjentów zapis o danych finansowych dotyczących świadczeń zdrowotnych?