Biznes Ludzie Pieniądze

Bezsilny OLAF na progu europarlamentu

Katarzyna Zachariasz
04.04.2011 , aktualizacja: 04.04.2011 12:28
A A A Drukuj
Pomógł zatrzymać tony czosnku przemycanego z Chin, zlikwidować nielegalne fabryki papierosów, a nie może się dobrać do skóry trzem europosłom, którzy przekupieni próbowali zmienić unijne prawo. To po co w ogóle Unii OLAF, czyli Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych?

Fot. iStock.com
OLAF powołano przed 12 laty, by chronił dobre imię Unii, tropił korupcję w jej instytucjach i pilnował wykorzystania środków europejskich. Europosłowie dali mu 50 mln euro rocznego budżetu i 500 pracowników.

Kilku z tych pracowników wkroczyło niedawno do budynku Parlamentu Europejskiego. Przeszli przez barierki strzegące wejścia, przemierzyli długie korytarze wiodące do drzwi gabinetów trzech europosłów i... tam zatrzymało ich paru strażników. W ten sposób utknęło śledztwo w jednym z największych skandali w historii europarlamentu.

W przeszłości w Parlamencie Europejskim zdarzały się defraudacje, fikcyjne zatrudnienia asystentów, pobieranie ekstra diet, ale była to pestka w porównaniu ze złapaniem na gorącym uczynku trzech europosłów, którzy na zlecenie lobbystów zmieniali ustawy. Ernst Strasser, dawny minister spraw wewnętrznych Austrii, Zoran Thaler, były słoweński minister spraw zagranicznych, i najważniejszy z nich Adrian Severin, wiceszef grupy socjalistów w PE, a niegdyś wicepremier Rumunii - dopisali za 100 tys. euro poprawki w ustawach finansowych. Kolejnych nie zdążyli, bo zleceniodawcy, rzekomi lobbyści, okazali się dziennikarzami. Dwa tygodnie temu trzej europosłowie trafili na pierwszą stronę "Sunday Times'a". Wkrótce czwarta ofiara prowokacji, hiszpański poseł Pablo Zalba, przyznał się sam. Hiszpan jednak zapewnił, że nie wziął żadnych pieniędzy, a prawo zmienił, bo lobbystka "była bardzo atrakcyjna".

Po publikacji brytyjskiej gazety w europarlamencie rozpętała się burza. - Nasza praca to ochrona interesów wyborców, a nie zarabianie pieniędzy na pomaganiu lobbystom - mówił Martin Schulz, szef grupy socjalistów. Jerzy Buzek, przewodniczący Parlamentu Europejskiego, zapowiedział "zero tolerancji" dla korupcji, a posłowie chórem powtarzali, że do akcji powinien wkroczyć unijny urząd ds. zwalczania korupcji OLAF. I wkroczył. Ale zatrzymano go na progu. - OLAF nie ma podstawy prawnej, która pozwoliłaby prowadzić śledztwo przeciwko posłom podejrzanym o korupcję. Urząd mógłby zacząć działać, gdyby w grę wchodziły pieniądze z budżetu UE - tłumaczy "Gazecie" niemiecka posłanka Ingeborg Gräßle, autorka raportu nt. OLAF.

Takiej sytuacji nie przewidzieli europosłowie, kiedy 12 lat temu, na fali skandalu w Komisji Europejskiej, powoływali urząd do życia. Od tego czasu OLAF przeprowadził ponad 4,5 tys. dochodzeń. Dzięki niemu Komisja Europejska wstrzymała wypłatę funduszy dla skorumpowanej Bułgarii, kilku posłów musiało zwrócić dziesiątki tysięcy euro.

Na początku tego roku odtrąbiono kolejne sukcesy: OLAF, razem z polską policją i celnikami, zatrzymał 144 tony czosnku przemycanego z Chin. Miesiąc później zlikwidował pod Warszawą fabrykę nielegalnych papierosów. Na liście dokonań z lat poprzednich są też śledztwa w sprawie bananów, pomarańczy i masła. Może brzmi to śmiesznie, ale za każdą z tych spraw stały miliony euro. Czosnek z kontrabandy - 200 tys. euro mniej w unijnym budżecie. Defraudacja wsparcia dla producentów bananów - kolejne 200 tys. euro. Fałszywe masło - 23 mln euro. Pomarańcze - około 50 mln. Jednak zdaniem przeciwników jest w tych działaniach za dużo ścigania przemytu, a za mało walki z korupcją.

Od kilku lat urząd krytykowano za przeciągające się śledztwa (średnio dwa lata), brak inicjatywy i małą skuteczność. Według wyliczeń Ingeborg Gräßle tylko 7 proc. dochodzeń OLAF trafia do sądu. W połowie marca Komisja Europejska przedstawiła projekt reformy urzędu. M.in. specjalna rada ma sugerować dyrektorowi, czy wszczynać śledztwa, a aby poprawić współpracę z każde państwo członkowskie ma wyznaczyć punkt kontaktowy, który będzie ułatwiać współpracę organów krajowych z urzędem, a następnie raportować, jak ta współpraca przebiega.

Gräßle nie zostawia na projekcie reformy suchej nitki. - Wygląda na to, że Komisja nie jest zainteresowana sprawnym urzędem do zwalczania korupcji. Nie uwzględniono nawet połowy poprawek PE, jeśli chodzi o współpracę z państwami członkowskimi, z organami ścigania ani z państwami spoza Unii. Ta propozycja nie pomoże usprawnić urzędu - mówi deputowana.

Po dwóch tygodniach od artykułu "Sunday Times'a" przewodniczącemu Buzkowi udało się namówić deputowanych, aby w drodze wyjątku pozwolili śledczym OLAF prowadzić dochodzenie w budynku europarlamentu. Wciąż jednak nie mogą wchodzić do biur oskarżonych posłów.

Co się stanie z reformą urzędu, zależy teraz od europarlamentu i Rady UE. Poprzednik OLAF, czyli UCLAF, został zlikwidowany po 12 latach. Dlaczego? Bo nie radził sobie ze zwalczaniem korupcji.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    26 głosów