Biznes Ludzie Pieniądze

Setki marketów powstaną w małych miejscowościach

Danuta Majka
05.04.2011 , aktualizacja: 05.04.2011 09:15
A A A Drukuj
Giganci handlu spożywczego poszukują nowych rynków. W tym roku kilkaset ich sklepów powstanie w miasteczkach i wsiach.
Sklep sieci Lidl
fot. AG
Sklep sieci Lidl
SONDAŻ
Gdzie wolisz robić zakupy?

W dużych dyskontach. Jest taniej
W sklepikach rodzinnych
We franczyzach np. Żabce - to coś pomiędzy
Obojętnie

Biłgoraj. Niespełna 30-tysięczne miasto na Lubelszczyźnie. Choć było w nim już kilka dyskontów, pod koniec zeszłego roku stanęły tam trzy markety: Kaufland, Tesco i Stokrotka.

Podobnie w 12-tysięcznym Lubaczowie na Podkarpaciu, gdzie otwarto drugie Tesco, a jest już pięć innych marketów. Natomiast 18-tysięczny nadgraniczny Hrubieszów upatrzyły sobie nie tylko dyskonty, ale i dwie wielkie sieci: Carrefour i Tesco, które uruchomiły tam sklepy. W sumie pięć marketów ulokowało się na półkilometrowym odcinku.

Tymczasem według zapowiedzi branży dyskontowej i wielkich sieci tylko w tym roku może przybyć w Polsce około 200 sklepów Tesco, 300 Biedronek, 100 marketów Lidl.

Większość w małych miejscowościach, np. Lidl, szuka budynków i terenów już w miasteczkach ośmiotysięcznych, a Biedronka szturmuje nawet wsie - otworzyła sklep w podpoznańskim Skórzewie, kolejny buduje w Płochocinie na Mazowszu. Także wielkie sieci, jak Tesco czy Carrefour, polubiły małe miasta.

- Każdy wielki operator musi poszerzać rynek, żeby się rozwijać, dlatego po dużych miastach przyszedł czas na mniejsze miejscowości. Ale tam duże sklepy się nie utrzymają, więc sieci takie jak Tesco budują małe. Ta ekspansja poza aglomeracje jest zjawiskiem bardzo widocznym i jeszcze trochę potrwa - mówi Andrzej Faliński, szef Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.

Ekspansja sieci martwi drobnych handlowców. Ci z Hrubieszowa wyliczyli, że stracili 20-30 proc. dochodów. Janusz Rosłan, burmistrz Biłgoraja: - Właśnie rozmawiam z jednym z kupców o umorzeniu podatku od nieruchomości, żeby mu pomóc.

Z nowych sklepów cieszą się jednak mieszkańcy. Na forum Bilgorajska. pl porównują ceny podstawowych produktów, np. mleka, które w osiedlowym spożywczaku kosztuje o jedną czwartą więcej niż w hipermarkecie. Przypominają też, że trzy sieciowe markety dały łącznie prawie 200 miejsc pracy, a małe sklepiki przeważnie bazują na pracy jednej rodziny.

Potwierdza to raport firmy doradztwa personalnego Sedlak & Sedlak. Wynika z niego, że duże sieci przyczyniły się do spadku bezrobocia w miastach do 90 tys. mieszkańców, a kolejne sklepy w malutkich miejscowościach to często jedyne nowe miejsca pracy.

- Ale przy okazji znikają inne - mówi Małgorzata Zuzaniuk, szefowa Stowarzyszenia Kupców i Przedsiębiorców Polskich "Razem". - Przykład? Ostatnio upadły dwie znane mi piekarnie rodzinne, bo duże sieciowe sklepy narzuciły im w umowach trzymiesięczne terminy płatności za pieczywo. One tego nie wytrzymały.

- Drobnych handlowców nie stać na organizowanie promocji i nie mogą wytargować tak niskich cen u dostawców jak duzi gracze - wskazuje Andrzej Faliński. Ale jego zdaniem małe sklepiki wcale nie muszą być skazane na upadek, bo równolegle dzieją się dwie rzeczy - giganci wchodzą na prowincję, a pojedyncze sklepiki przyłączają się do sieci franczyzowych, takich jak Lewiatan, Groszek, albo ajenckich, jak Żabka. Działa to tak, że lokal należy do sklepikarza, ale sieć franczyzowa daje wsparcie marketingowe inegocjuje ceny. - Małe sklepy najczęściej nie znikają, tylko wchodzą do sieci. Niedługo handel nawet na wsiach będzie sieciowy - uważa Faliński i dodaje, że sieci franczyzowe są już zainteresowane przyłączaniem nawet małych sklepów o powierzchni do 100 m kw.

A z rejestru firm w biłgorajskim urzędzie nie wynika, żeby drobni kupcy wyrejestrowywali działalność.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    30 głosów