Unia Europejska oraz Stany Zjednoczone naciskają na koncerny, by nie nawiązywały żadnej współpracy z Teheranem, a tym samym by nie umożliwiały mu dostępu do najnowszych technologii.
Niemiecki koncern zgodnie z zeszłorocznym zobowiązaniem nie rozpoczął żadnych nowych projektów w Iranie, jednak nie zerwał wcześniejszych umów.
"WSJ", powołując się na osobę znającą sprawę, podaje, że w minionym roku fiskalnym (zakończył się 30 września) przychody Siemensa w tym islamskim kraju wzrosły o ponad 20 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim, do 680 mln euro. W stosunku do kwoty sprzed dwóch lat jest to skok o ponad 50 proc.
Koncern argumentuje swoją ciągłą współpracę z Teheranem częściowo względami lojalnościowymi względem partnera oraz finansowymi. Prawnicy firmy szacują, że zerwanie obecnych kontraktów kosztowałoby Siemensa 4 mld euro.
Działalność koncernu w Iranie nie łamie sankcji nałożonych przez Unię Europejską czy Stany Zjednoczone. Unijne przepisy nadal pozwalają między innymi na handel z Teheranem, nawet w przypadku ropy czy gazu. Amerykański rząd koncentruje się natomiast głównie na firmach rozpoczynających nowe projekty.
"WSJ" zwraca uwagę, że obecność Siemensa w Iranie nie pozostaje jednak bez wpływu na jego interesy w USA. Amerykański rynek generuje jedną piątą przychodów firmy ze 103 mld dol. globalnej sprzedaży, z czego istotną część stanowią rządowe przetargi, jak na przykład zeszłoroczna, warta 466 mln dol., umowa na dostarczenie 70 lokomotyw.