Jest dostępna na Allegro i prawie każdym osiedlowym bazarku, wychwalana na internetowych forach i u cioci na imieninach, pożądana i tajemnicza - chemia z Niemiec. Ponoć, kto raz się z nią zetknie - pozostanie jej wierny. Dlaczego?
Byłem wierny Ludwikowi
Nasze środki piorące i czyszczące do tych niemieckich się nie umywają - przekonują wielbiciele tych drugich.
Niemieckie są bardziej skoncentrowane. "Receptury produktów przeznaczonych na rynek polski są celowo zmieniane, dostajemy rozcieńczone płyny do płukania i mniej wydajne proszki" - snuje swoje teorie na forum Gazeta.pl ivoncja.
W realu potwierdza je Antoni Żurawlewski, który na jednym z bazarów na warszawskim Mokotowie wraz z ojcem prowadzi sklepik Frykas. Zza lady zachwala moc płynu do mycia naczyń o sugestywnie brzmiącej nazwie "Akuta - pogromca tłuszczu":
- Byłem wierny Ludwikowi, ale jak raz wypróbowałem Akuta, zmieniłem zdanie. Działa dosłownie jak na reklamie, wystarczy jedna kropla - przekonuje i dorzuca anegdotę dowodzącą wysokiej koncentracji niemieckich produktów. - Klientka kupiła u mnie koncentrat proszku, ale nie bardzo w to skoncentrowanie wierzyła i wsypała go tyle co zwykle. Gdy weszła do łazienki, okazało się, że wanna, do której spływała woda z pralki, cała jest wypełniona pianą - opowiada.
Ponadto niemiecka chemia, jak twierdzą jej fani, ma mocniejszy i trwalszy zapach.
- Pranie w wodzie z płynem do płukania zostawiam w wannie na noc. Zapach roznosi się w całym mieszkaniu. Odświeżacza powietrza nie trzeba używać! A pranie pachnie tygodniami - zdradza swój patent pani Grażyna, szczupła brunetka, lat 52, która na warszawskich bazarach regularnie zaopatruje się w niemieckie produkty.
Tę opinię podzielają internautki dyskutujące na forum.echodnia.eu.
- Może trochę drogie, ale dopierały wszystko super. A jaki zapach! - pisze anonimowa internautka. Niejaka Kristi przytakuje: - W październiku mój mąż kupił mi w prezencie, właśnie u nas na targu persil kolor. ( ) Uwierzcie mi, jest rewelacyjny. A jak pachnie!
Zapach dostosowany do lokalnego gustu
Czy rzeczywiście pod tą samą nazwą sprzedaje się nam i Niemcom (Francuzom, Belgom etc.) różne produkty? Co na to sami producenci? Polski rynek w ogromnej części podzieliły między siebie dwa koncerny - Procter & Gamble (producent Ariela, Bonuxu, Vizira) i Henkel (producent Persilu i Rexa).
Małgorzata Mejer, rzeczniczka pierwszego z nich, odpowiada enigmatycznie:
- Nasze produkty to marki globalne czy wręcz światowe! A marka to obietnica pewnego standardu i sposobu działania - tłumaczy. Ostatecznie jednak przyznaje: - Proszek na pewno spełnia te same standardy, ale nie jest to ten sam produkt.
Także Edyta Wróbel, senior brand manager laundry care Henkel Polska, potwierdza: - Proszki do prania sprzedawane w Niemczech i w Polsce nie są dokładnie takie same.
Czym się różnią? Po pierwsze, zapachem, który - jak tłumaczą producenci - jest dostosowywany do gustu lokalnego odbiorcy.
Po drugie, składem.
- Przykładowo w Polsce dopuszczalne jest używanie jako składników proszków fosforanów, jakkolwiek stosowane są one obecnie tylko w niewielkiej skali (nie ma ich w proszkach firmy Henkel), a w Niemczech producenci od dawna z nich dobrowolnie zrezygnowali - wyjaśnia Edyta Wróbel z Henkel Polska.
Fosforany cieszą się złą sławą, bo wprawdzie zmiękczają wodę, a więc poprawiają skuteczność prania, ale szkodzą środowisku. Trafiając wraz ze ściekami do zbiorników wodnych, powodują tam mnożenie się glonów. Te zaś tworzą grubą warstwę na powierzchni, odcinając od tlenu żyjące pod nią organizmy i w efekcie powodując zamieranie w wodzie życia. Na Zachodzie kilka lat temu zabroniono ich stosowania. Potem zakaz cofnięto, a na producentów, którzy ich używają, nałożono wysokie opłaty. W międzyczasie jednak koncerny chemiczne przeprowadziły wśród konsumentów kampanię uświadamiającą negatywny wpływ fosforanów na środowisko, nie wypadało więc już wrócić do ich stosowania.
Po trzecie, produkty sprzedawane w Polsce i w Niemczech rzeczywiście różnią się koncentracją.