- W naszej branży często się mówi o "efekcie szminki". Kobieta, jeśli jest kryzys, odmówi sobie kupna nowej sukienki, ale znajdzie pieniądze na drobny kosmetyk - mówi Wojciech Filipczyk, prezes firmy Polbita sp. z o.o., do której należą Drogerie Natura.
Dopiero gdy przez dłuższy czas kobiety mają mniej pieniędzy, zaczynają przy kupnie kosmetyków czy artykułów chemicznych zmieniać nawyki. I od kilkunastu miesięcy kupują taniej. Zamiast towarów premium, sięgają po te z niższej półki albo marki własne.
Trzy lata temu branża chemiczno-kosmetyczna rozwijała się w tempie dwucyfrowym. Dwa lata temu ten przyrost wyniósł jeszcze 9 proc. Ostatnich kilkanaście miesięcy to marazm. Właściciele drogerii mówią krótko: kryzys. To o tyle zaskakujące, że reszta handlu - ma go raczej za sobą. W drogeriach zaczął się w zeszłym roku.
Jak wspomina Wojciech Filipczyk, wpierw była ostra zima, która nie zachęcała ludzi do chodzenia po sklepach. Później żałoba narodowa, kiedy sklepy były zamknięte. Następnie powódź (znów część placówek była nieczynna). A później przychody już się nie podniosły.
Kryzys najbardziej uderzył w małe drogerie. Jeszcze przed dekoniunkturą radziły sobie słabo. Przez ostatnie pięć lat padło ich 3 tys. Dziś zostało ich niewiele ponad 6 tys. Coraz słabiej na rynku kosmetyczno-chemicznym radzą sobie również hipermarkety. Kilka lat temu ich udziały w sprzedaży chemii i kosmetyków sięgały 30 proc. Dziś spadły do prawie 20 proc.
Jak tłumaczy Agata Lewandowska, analityk The Nielsen Company, ich udziały maleją na rzecz dyskontów typu Biedronka, Lidl i supermarketów. - Duży wzrost udziałów zanotowały także sieci chemiczne, które generują w tej chwili ponad 19 proc. obrotu wartościowego - mówi Lewandowska.
Te sieci chemiczne to głównie Rossmann kontrolowany przez giganta z Hongkongu Hutchison Whampoa Limited. Rossmann ma już ponad 15 proc. rynku chemiczno-drogeryjnego w Polsce wartego w sumie ok. 24 mld. zł.
W Polsce spółka jest od 18 lat. Jednak to przez ostatnie pięć powiększyła sieć ze 184 sklepów do 530. Na koniec tego roku spółka, którą kieruje prezes Marek Maruszak, ma mieć 620 placówek. W przyszłym ponad 700. Za trzy lata - ok. tysiąca.
Dla porównania największy konkurent Rossmanna, czyli Drogerie Natura, ma 240 sklepów, ale przychody w wysokości niecałych 400 mln zł rocznie.
Strategia Rossmanna jest prosta. Sprowadzić go można do kilku haseł: • Szybki rozwój - sieć otwiera ok. 100 sklepów rocznie zarówno w kilkunastotysięcznych miasteczkach, jak i dużych miastach; • Walcz o kobiety - to 85 proc. klienteli sieci. Jak je przyciągać? - Muszą być nowości. Ciągle nowości. Kobiety kochają zmiany. A może wypróbuję to? A może tamto? - mówi Marek Maruszak, prezes sieci Rossmann; • Promocje. Są dwa razy w miesiącu. Za każdym razem sieć rozdaje ponad 10 mln ulotek.
Dla kobiet są też porady w bezpłatnym magazynie oraz w specjalnym serwisie internetowym. Od niedawna Rossmann chce je przyciągać do sklepów, oferując np.
wino. - Kobiety lubią wino. Dlaczego niby to mężczyzna w domu ma kupować wino? Dlaczego nie kobieta? - pyta Maruszak.
Sieć zaczęła testowo wprowadzać wina do swojej oferty w ubiegłym roku. Obecnie są sprzedawane w 40 sklepach, ale wkrótce będą w 100-120.
Teraz Rossmann koncentruje się na ekologii: brązowy cukier, sosy do pasty, pesto, suszone owoce, zdrowe pieczywo, makarony, specjalny asortyment dla dzieci, batoniki fit, syrop klonowy.
- Kobiety muszą czuć, że to, co kupują, jest zdrowe. Wtedy się to sprzeda - przekonuje Marek Maruszak i zapowiada wprowadzenia programu lojalnościowego (to kobiety też lubią).
Czy czuje, że wypiera z rynku małe sklepy z kosmetykami i chemią?
- Jest oczywiste, że jeśli w danym miejscu otwiera się Rossmann czy inna sieć, to mniejsze sklepy mają problemy - mówi prezes. - My na pewno będziemy w najlepszych miejscach, będziemy też ciągle powiększać sieć.
Jego zdaniem miejsce na drobne drogerie na rynku zostanie. - Np. na małą perfumerię, gdzie klient sobie przyjdzie i spokojnie porozmawia z właścicielką, która zamówi coś specjalnie dla niego - przekonuje prezes.
Drobne drogerie są mniej optymistyczne. Od kilku miesięcy, aby przetrwać, usiłują zrzeszać się pod wspólnym szyldem. Pomagają im w tym hurtownie.
Firma dystrybucyjna Błysk powołała do życia sieć Drogerie Polskie. Na zasadzie franczyzy działa w niej ok. 135 sklepów. Polska Grupa Drogeryjna (spółka wchodząca w skład grupy Eko-Holding) stworzyła franczyzową ofertę dla drogerii pod szyldem sieci Jasmin. - Sądząc po tym, ile drogerii się do nas zgłasza, to chyba wszyscy odczuwają potrzebę zrzeszania - komentuje prezes sieci Jasmin Teresa Stachnio.
- Mnie to nie dziwi. Hurtownie chcą konsolidować rynek, bo teraz nieustająco tracą klienta. Dla nich upadek pojedynczych drogerii oznacza utratę źródła utrzymania - mówi Filipczyk.