Biznes Ludzie Pieniądze

Rząd wymienia euro na złote. Po co to robi?

Patrycja Maciejewicz, ToP, Reuters
22.04.2011 , aktualizacja: 29.04.2011 13:24
A A A Drukuj
Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) rozpoczął sprzedaż euro na rynku. W ten sposób realizuje umowę rządu z NBP, aby przepuścić przez banki komercyjne miliardy euro z funduszy unijnych, co umocni złotego i pomoże okiełznać inflację
Prezes NBP Marek Belka i minister finansów Jacek Rostowski idą na spotkanie po zakończeniu którego złoty gwałtowanie się umocnił
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Prezes NBP Marek Belka i minister finansów Jacek Rostowski idą na spotkanie po zakończeniu którego złoty gwałtowanie się umocnił
Już sama zapowiedź takiej wymiany wywołała przed tygodniem gwałtowne umocnienie złotego. Cena euro spadła z 3,98 do 3,94 zł dosłownie w ciągu kilku minut. Szef resortu finansów Jacek Rostowski i prezes NBP Marek Belka chcą w ten sposób zaradzić inflacji, nie szkodząc wzrostowi gospodarczemu.

Gdy ministerstwo kupuje złote, to zwiększa na nie popyt, a waluty tanieją. Cieszą się posiadający kredyty we frankach szwajcarskich i euro, bo ich raty są mniejsze. Mniej płacimy też za towary importowane, w tym ropę. Spada presja na wzrost cen na stacjach, nawet jeśli na rynkach światowych ropa wciąż jest droga. Rząd liczy, że dzięki temu opozycja będzie miała mniej okazji do wytykania mu drożyzny. To ważne, bo drożyzna może stać się tematem przewodnim kampanii wyborczej.

Na dodatek nasz dług zagraniczny w przeliczeniu na złote jest mniejszy, więc spada ryzyko, że cały dług przekroczy próg 55 proc. PKB i trzeba będzie ostro ciąć wydatki i podnosić podatki.

Szefa NBP też ucieszy droższy złoty. Umocnienie waluty krajowej działa na inflację szybciej niż podwyżki stóp i czasem może je zastąpić. Zwłaszcza jeśli jest obawa o trwałość wzrostu gospodarczego.

Marek Belka na początku roku próbował swoimi wypowiedziami skłonić inwestorów finansowych do kupowania złotych, ale efekt był słaby i krótkotrwały. Teraz ma sprzymierzeńca w osobie ministra finansów.

Dla Marka Belki nie bez znaczenia jest też to, że kolejne transze unijnych pieniędzy nie będą już wymieniane w NBP. Taka wymiana oznaczała bowiem z jednej strony wzrost rezerw walutowych, ale z drugiej dodatkowy strumień złotych w bankach komercyjnych.

Minister finansów ocenił, że w ciągu roku może sprzedać bankom nawet 13-14 mld euro, które Polska otrzymuje w ramach środków unijnych (w tym roku w NBP wymieniono już 2,7 mld euro). W przyszłym roku rząd ma dysponować jeszcze większą kwotą - nawet 18 mld euro.

Czy ta operacja umacniania złotego powiedzie się? Jakub Borowski, główny ekonomista Invest Banku, jest sceptyczny. - Ministerstwo ma za małą kwotę, by systematycznie wpływać na rynek. Gdyby całą kwotę wydawało po równo przez cały rok, to odpowiadałoby za 1 proc. obrotów na rynku. To niewiele, choć uderzając w wybranych dniach, będzie wpływało na kurs walut - mówi.

Z kolei Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego, szacuje, że na interwencje rząd będzie miał tylko 8 mld euro, bo około 5 mld to składka Polski w UE. - Większość przeznaczonej na interwencje kwoty ministerstwo będzie trzymało na koniec roku, tak by dzięki umocnieniu złotego wpłynąć na wycenę walutowej części długu publicznego i utrzymać poziom całego długu poniżej 55 proc. PKB - uważa Kalisz. Jego zdaniem oznacza to, że w ciągu pół roku na rynek trafi jakieś 3-4 mld euro.

Nie zmienia to jednak faktu, że wszyscy uczestnicy rynku międzybankowego muszą się mieć na baczności, wiedząc, że resort finansów może wkroczyć do akcji.

- 14 mld euro to kwota, która przemawia do wyobraźni. W tym momencie każdy gracz ma świadomość, z jak dużą kwotą będzie miał do czynienia, jeśli będzie próbował grać na obniżkę złotego - dodaje Marek Rogalski, ekonomista Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska.

Szef NBP zadeklarował, że kierowana przez niego Rada Polityki Pieniężnej będzie nadal w pierwszej kolejności troszczyć się o stabilność cen, a nie o notowania złotego. Ostrzegł jednak, że interwencje NBP na rynku walutowym nadal należą do arsenału banku centralnego. Taką możliwość rezerwuje sobie tylko na okoliczność, gdyby na rynku walutowym zachodziły gwałtowne zmiany.

Jakub Borowski uważa, że trwały wpływ na umocnienie złotego może mieć rzeczywiste zacieśnienie polityki pieniężnej, a w dłuższej perspektywie ograniczenie deficytu finansów publicznych. Zachęci to więcej inwestorów do kupowania naszej waluty i obligacji.

Belka i Rostowski zadeklarowali, że jedno i drugie będzie następowało. Deficyt sektora finansów publicznych w ciągu dwóch lat ma obniżyć się o 4,4 pkt proc.

Zdaniem ekonomistów po decyzji rządu, by przestać korzystać z "usług" NBP przy wymianie walut, spada prawdopodobieństwo, że RPP podniesie stopy procentowe już na najbliższym posiedzeniu na początku maja.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów