W konkursie na szefa Kompanii Węglowej startuje wiceminister gospodarki Joanna Strzelec-Łobodzińska. Jej kwalifikacje będą oceniać podwładni z resortu, bo zasiadają w radzie nadzorczej Kompanii. Projekt ustawy, która pozwoliłaby uniknąć takich niezręcznych sytuacji, nie podoba się posłom PSL
Projekt to najważniejsze osiągnięcie legislacyjne resortu skarbu. Miał odpolitycznić spółki skarbu państwa. W powszechnej opinii, którą potwierdzają liczne przykłady, wielu prezesów czy wiceprezesów tych spółek dostało posady nie ze względu na osiągnięcia w biznesie, ale polityczne poparcie. Rady nadzorcze spółek organizowały wprawdzie konkursy na członków zarządu, ale wiele konkursów miało opinię ustawionych, co zniechęcało ludzi, którzy chcieliby w nich wystartować. Czasem - jak w Polskiej Grupie Energetycznej w 2008 r. -organizowano konkurs, ale prezesa i tak mianował minister skarbu Aleksander Grad.
Minister, który nie jest zachwycony jakością kadr w wielu podległych mu spółkach, widział ten problem. Chciał więc rozszerzyć odpowiedzialność za nominacje personalne w spółkach. Miał je przejąć dziesięcioosobowy Komitet Nominacyjny powoływany przez premiera spośród osób z doświadczeniem w biznesie. Powołanie Komitetu chwalił też Jan Krzysztof Bielecki, szef Rady Gospodarczej przy premierze.
To Komitet ma rekomendować członków rad nadzorczych państwowych firm. A oni z kolei będą wybierać członków zarządu - m.in. z wykorzystaniem firm doradztwa personalnego, tak jak to się dzieje w firmach prywatnych.
Ale projekt budził spore opory wśród polityków. Najpierw marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna skierował go do dodatkowych konsultacji społecznych. Spekulowano, że marszałek jest mu niechętny, bo także chce mieć wpływ na nominacje w państwowych firmach. Ostatecznie projekt przeszedł pierwsze czytanie w Sejmie i prace w komisji skarbu, teraz czeka na drugie czytanie. - Powinno odbyć się za dwa tygodnie - powiedział nam szef komisji Tadeusz Aziewicz (PO).
Wątpliwości ma jednak PSL. - Oczywiście nie ma stanowiska PSL, że głosujemy przeciwko temu projektowi. Jakieś rozwiązanie trzeba znaleźć ale czy ta formuła Komitetu Nominacyjnego jest najlepsza? - pyta szef klubu PSL Stanisław Żelichowski. - Ja mam wątpliwości. Są agendy, które mają odpowiednie zobowiązania i jeżeli nie organizują konkursów bądź sprzeniewierzają się tym zasadom, to trzeba szefów tych agend karać. Ale po co tworzyć jakieś nowe struktury poza instytucjami rządowymi?
Na pytanie, czy to prawda, że Waldemar Pawlak zamierza zablokować wejście w życie tych zasad, Żelichowski mówi jedynie: - Nasi koledzy muszą się najpierw dogadać w rządzie, a nie szukać kompromisu w Sejmie. Bo w Sejmie o kompromis będzie trudno.
Jak ważne jest stworzenie jasnych zasad nominacji, pokazuje przykład Kompanii Węglowej. Wczoraj swój start w konkursie na prezesa tej wielkiej spółki górniczej potwierdziła wiceminister gospodarki Joanna Strzelec-Łobodzińska. W resorcie odpowiada za górnictwo i energetykę, a startując w konkursie będzie nadal wiceministrem. Jej kwalifikacje na prezesa będą więc oceniać podwładni z resortu, którzy zasiadają w radzie nadzorczej Kompanii. - Nikt nie odmawia pani minister kompetencji, ale sytuacja jest niezręczna - komentuje Aziewicz.
Na siedmiu członków rady aż czterej to urzędnicy Ministerstwa Gospodarki. Oprócz nich w radzie zasiadają naukowcy zajmujący się górnictwem - Nikodem Szlązak i Marian Turek oraz Klemens Ścierski, były minister przemysłu w rządzie Pawlaka w 1993 r.
Nie wiadomo jednak, czy nowe ustawa - o ile zostanie uchwalona - rozwiąże problemy z upolitycznieniem spółek. Szczegółowe zasady naboru do zarządów określi bowiem dopiero rozporządzenie rządu, które ma powstać po jej uchwaleniu.